niedziela, 9 lipca 2017

Maszkara

Gdy się patrzy w lustro, a na nosie są drugie oczka, to widok bywa szokujący. Wtedy trzeba sobie poprawić nastrój, produkując maszkarę. tak brzydką, że widok w lustrze wydaje się być znośny.

Co więc potrzeba, by maszkara powstała?

- skorupa kokosa
- papiery ścierne drobnoziarniste mniej i bardziej, czyli rozmaite, a na pewno powyżej 250
- farby akrylowe
- lakier akrylowy
- pasta złota do postarzania
- gąbeczki, pędzle do decoupage  (dobrej jakości, najlepiej nylonowe)
- cienki nóż z ząbkami, a jeżeli jest to i piła włosowa

Do kokosa przykładamy filiżankę i obrysowujemy. Oczywiście, część kokosa, na której znajdują się trzy dołki powinna stać się pokryweczką. Mój kokos miał "brwi", taki kształ przybrały dwa dołki, a trzeci był tak cienki, że śrubokrętem dał się rozwiercić całkiem.
Potem nożykiem zębatym nacinamy rowek po kawałeczku, starannie, potem dopiero tniemy ( równie ostrożnie!) piłką. Albo męczymy się tym nożykiem do pomidorów, ale to trochę potrwa.
Otwarty kokos wymaga dokładnego oczyszczenia wnętrza, usunięcia zewnętrznej szczeciny, a potem umycia i wysuszenia.
Zupełnie suchy jest gotowy do obróbki. Kawałkami papieru ściernego najpierw tego 250, a potem nawet 2000 usuwamy resztki błony wewnętrznej, a powierzchnię kokosa szlifujemy na mniej więcej gładko. Idealnie się nie da ręcznie, ale to nie problem - będziemy malować przecież. Szczególnie starannie szlifujemy krawędzie cięcia. Wygładzamy wyszlifowanego kokosa czym się da, ale najpierw spiłowane drobiny usuwamy dokładnie pędzelkiem.

Kokos gotowy do ozdabiania. Ma pięknie żyłkowane wnętrze, postanowiłam tylko przetrzeć złotą pastą, gąbeczką, a potem polakierować. Z zewnątrz pokryłam czarnym akrylem. Gdy wysechł, narysowałam złotem antycznym, takim w specjalnej tubce do rysowania cienkich kresek) kontury maski maszkarona, Potem ozdabiałam tak, jak dyktowało natchnienie, nie zastanawiałam się nad wzorami. Same wyszły. Lakierowanie, potem jeszcze jęzor z czerwonego sznurka, jako uchwyt i gotowy maszkaron. No, prawie, jeszcze muszę dokupić zawias, przykręcić, żeby wieczko się trzymało. Ach, od spodu przykleiłam lakierem gumową uszczelkę o średnicy około 4cm, żeby się szkatułka nie kołysała. Uszczelkę też postarzyłam pastą złotą, polakierowałam.

No, teraz to ja wcale taka koszmarna nie jestem. W każdym razie w porównaniu.






Brak komentarzy: