niedziela, 30 kwietnia 2017

Dzienniczek obywatelski cd.

Nietykalny minister od obrony narodowej ma się dobrze. Misiewicz wprawdzie oficjalnie odsunięty, żeby się w oczy nie rzucał, ale ciepłą, dobrze płatną posadkę i tak ma zapewnioną. Przewodniczący podkomisji ds. zamachu lotniczego, niejaki pan B. też dał nogę, gdy wyszły na jaw ciemne sprawki związane z przetargiem na śmigłowce dla armii i jego osobistym udziałem w "wykończeniu", jak sam raczył powiedzieć, tegoż przetargu. Oczywista sprawa - wszyscy się odżegnują, sprawa jest bagatelizowana, a w jedynych praworządnych mediach ukazywana we właściwym świetle. Tyle, że sztucznym, bo naturalne nie służy pozytywnemu widzeniu.

Ministra od patriotycznego kształcenia dzieciątek zarządziła, że koniec ze szkołami integracyjnymi. Dzieci niepełnosprawne mają się uczyć w zaciszu domowym, bez szkodliwego kontaktu z wzorcowymi, czyli pełnosprawnymi dziećmi. Pewnie, ja to rozumiem. Już niejaki Korwin-Mikke, który specjalizuje się w szokujących normalnych obywateli wypowiedziach, kiedyś sobie nie życzył, żeby jego cudowne pociechy uczęszczały do szkoły razem z debilami, jak nazwać raczył dzieci niepełnosprawne umysłowo. A dzisiaj, gdy wszystko zmierza do zakazu aborcji płodów, o których wiadomo, że urodzą się ciężko upośledzone, trzeba będzie budować getta. Zamykać w nich te niechlubne egzemplarze, które nie nadają się do wychwalania jakości obywateli naszego "mocarstwa". Zabijać w łonie - nie, izolować od społeczeństwa - koniecznie! I spokój sumienia katolickiego gwarantowany. Wszystko w ramach miłosierdzia się odbędzie.

Jakaś mama napisać raczyła post , nie wiem dokładnie gdzie, ale napisała tak: "Mam troje dzieci. Od PiS dostałam w ciągu roku 12 tysięcy złotych, a od PO zero."

Ktoś słusznie zauważył w ripoście, że szanowna mamuśka nie dostała od PiS, tylko od reszty obywateli, których PiS okradł i dał jej. Że - okradł, to pewne, bo o zgodę nie zapytał. a ten ktoś nie chciał jej nic dać.
Hmmm... też nie chciałam nic dać, bo taka metoda pomocy jest moim skromnym zdaniem destrukcyjna w skutkach, co widać po wypowiedzi tej pani, a także po innych reakcjach, z którymi stykam się osobiście, czyli w pracy. Otóż ostatnio pewien tatuś, również trojga pociech, obraził się na firmę, bo jego zdaniem dostał za małą podwyżkę. I jemu nie wystarcza. Spokojnie zauważyłam, że nie przypominam sobie, żeby firma brała udział w produkcji jego dzieci.I, że dostaje 2 x 500zł, a jak mu nie wystarcza, bo nabrał kredytów na budowę domu, to jest jego problem, nie firmy. Poza tym drzwi są otwarte szeroko, łańcucha, ani kuli u jego nogi nie widzę, więc może sobie zmienić źródło dochodu.  Nie będziemy mu rzucać kłód. Dąs zmienił się w ciężką obrazę. Dodałam jeszcze złośliwie, z premedytacją, że gdy on dostaje za te swoje przyjemności nocne 1000zł nagrody, to nam, którzy już swoje latorośle odchowaliśmy na wyłącznie własny koszt, dziura w kieszeni od kilku miesięcy powiększa się tak, że już widać antypody. Ale nie mamy o to pretensji do firmy, bo ona niczemu winna nie jest.

I stąd bierze się moje głębokie przekonanie, że nigdy, ale to nigdy nie należy dawać ryby, tylko wędkę. Jak się da rybę, to za chwilę obdarowany zażąda patelni, żeby ją usmażyć. A gdy dostanie patelnię, to okaże się niezwłocznie, że potrzebna kuchnia indukcyjna, bo na niej się smaży najlepiej. A, żeby na kuchnię nie kapał deszcz, to i willa trzykondygnacyjna się zda. Z dużym ogrodem, bo dzieci muszą mieć przestrzeń życiową.


Brak komentarzy: