niedziela, 19 marca 2017

Klonowanie Szyszki




Kilka tygodni wcześniej, skutkiem zmiany w ustawie o wycince drzew, wycięto w naszym mieście kilka wiekowych jaworów, rosnących przy głównej ulicy od niepamiętnych czasów. Moja pamięć, sięgająca kilkadziesiąt lat wstecz przywołuje z mgły wspomnień te rozłożyste korony, dające przyjemny cień w upalne dni. Cień, w którym kryłam się maszerując ze swoją mamą tą ulicą. Miasteczko dosłownie tonęło w zieleni.

Pod  tym klonem, codziennie, od 20 lat, wsiadałam do auta, które wiozło mnie do pracy. Teraz stoję obok patriotycznego słupka, który robotnicy postawili na karczu. Klon miał u podstawy ponad 1,5m średnicy, tuż pod ziemią około 2m... Pewnego ranka gapiłam się na kłócące się w jego nagiej jeszcze koronie sroki i kawki, a po powrocie zastałam widok, który zmroził mi krew w żyłach. Dawno tak nie płakałam, jak tego popołudnia. Oprócz tego jawora, wycięto jeszcze pięć, podobnie wiekowych, chociaż trochę mniej potężnych.

Od tygodnia trwa teraz intensywna budowa parkingu. Tak, rozumiem, dzięki parkingowi będzie zapewne mniejszy smog, czyste i zdrowe powietrze, na miarę XXI wieku. Nie ma wszak nic lepszego dla zdrowia jak betonowa dżungla, co najwyżej obsadzona ulubionymi przez Polaków tujami.

Pod wiaduktem, przy zjeździe do miasta, zawsze były u nas mokradła. Owszem, wysychały w środku lata, gdy brakowało opadów. Im wyższa woda w rzekach obejmujących z dwu stron miasteczko, tym więcej wody przesiąkało pod wałami, tworząc rozlewisko, na którym ptactwo wodne bezpiecznie, co roku, odchowywało swoje młode. Mokradła były porośnięte licznymi wierzbami i gigantycznymi olchami, na suchych obrzeżach rosły też dęby i akacje, rozpachniał się między nimi czarny bez.

Teraz jest tylko woda. Ale niedługo, już zaczęto zwozić góry piachu, będą zasypywać. Może powstanie tam jeszcze jeden nikomu niepotrzebny kompleks handlowy, kto wie?

Liściaste drzewa, nasi dobroczyńcy, dzięki którym życie na Ziemi mogło się kiedyś tak bujnie rozwinąć, odchodzą w niepamięć, w niebyt. Brawo, panie Szyszko, brawo moi drodzy rodacy, którym żądza pieniądza przesłania świat.

Brawo, Polsko, że wystawiasz sobie najgorsze świadectwo. Pamiętaj jednak, że traktowana po macoszemu Matka Natura, potrafi być mściwa!

Żegnajcie, niemi świadkowie historii, towarzysze radości i smutków tylu pokoleń, przepraszam za ludzi...

sobota, 18 marca 2017

Zaślubiny patyków

Jonathan Carroll "Zaślubiny patyków". Fascynująca książka, pięknie napisana, wciągająca.
I mądra. Przenosimy się świat nie do końca zrozumiały, tajemniczy i pełen groźnych niespodzianek.
Nic nie jest oczywiste, jasne i proste. Fabuła przypomina senną marę, film pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, pomieszanych i pociętych kadrów, w których czytelnik się gubi. Chwilami chciałam rzucić lekturę, przestać, czułam się osaczona i zmęczona. I, podobnie jak w męczącym śnie, nie mogłam nic zrobić. Strachy doganiały mnie, a moje nogi nie chciały się oderwać od ziemi, oczy od kart książki też. Nie ma ucieczki od prawdy.

Każdy z nas toczy przez całe życie samotną walkę sam ze sobą. Tkwi w samym środku konfliktu pomiędzy dobrem własnym, a dobrem innych ludzi. I, całkiem nieświadomie, najczęściej wybiera dobro własne, często depcząc uczucia i nie dostrzegając, a wręcz lekceważąc potrzeby drugiego człowieka. I to się na nas mści, bo tak, jak każdemu działaniu towarzyszy przeciwdziałanie, to krzywdzie wyrządzanej komuś, odpowiada krzywda, którą odczuwamy my sami.

Poświęcić własne potrzeby, pragnienia, marzenia dla kogoś, to jedyne, co czyni z nas prawdziwych ludzi, oczyszcza i przynosi spokój i pozwala pogodzić się z losem. Odpędza demony.

czwartek, 9 marca 2017

dzieje się

Historia dzieje się na naszych oczach, Dzisiaj Unia pokazała naszemu rządowi czerwona kartkę. Wczoraj zrobiłyśmy to my, kobiety. Guru jednak nie słyszy. Słucha, ale nie słyszy. Albo udaje. Nie wiem, tak się zastanawiam, czy jest na świecie taki psychiatra, który podjąłby się leczenia tegoż demontażysty? Chyba nie ma.

Donald, za którym osobiście nie przepadam pasjami, a nawet mam wiele pretensji, bo poniekąd dzięki niemu mamy to, co mamy ( pisałam tu o tym wielokrotnie), został jednomyślnie... no - prawie jednomyślnie wybrany na ważne stanowisko unijne, co zmusiło guru do przybrania maski lekceważenia podczas konferencji prasowej.

Mnie żal byłoby pani prezes Rady Ministrów, która miała do wykonania zadanie niewykonalne, o czym z góry była poinformowana. Ale podjęła się misji tyleż trudnej, co poniżającej. Dlaczego napisałam, że "byłoby" mi żal? Bo ja, gdyby ktoś traktował mnie tak, jak traktuje się Panią Premier, trzasnęłabym drzwiami i posłała komu należy kwiecistą wiązankę, najeżoną kolcami na dodatek.

Nie rozumiem takiego zachowania, a nie wierzę, że ci wszyscy posłuszni ludzie naprawdę podzielają zdanie guru. Po prostu. Nie wierzę i kropka. Co zatem kryje się za tym ślepym posłuszeństwem nie tylko premier rządu, ale Głowy i wielu, wielu innych?

Oto jest pytanie!