poniedziałek, 23 stycznia 2017

Zima bywa piękna...


Białowieża, Park Pałacowy, styczeń 2017.

Widok z tarasu. Prawda, że pięknie? W starym świerku plądrowała zakamarki wiewiórka, obserwowałam ją jakiś czas. A w nagich gałęziach rozwidlonego dębu na drugim planie, awanturowały się o coś sójki. Poza tym cisza, cisza, cisza...

niedziela, 22 stycznia 2017

Rok pod wezwaniem

Rozpoczął się, trwa, zaraz minie miesiąc tego trwania. Nie wiem, co o nim myśleć...
Niby rok, jak rok, wiele ich za mną, o wiele mniej przede mną, jak sądzę. Czuję się rozczarowana, wydawało mi się, że świat się wali, a on się kręci tak samo, jak przez miliony lat. Dziwne, prawda?
Niewiele słucham wieści politycznych, jakoś wieje nudą, destrukcja postępuje, nie mamy na nią wpływu. Przez moment wydawało się, że społeczny ruch, jakim miał być KOD, coś zmieni, powstrzyma. Jednak to była złudna nadzieja, tylko żal tych tysięcy ludzi, którzy wychodzili na ulice, marzli i mokli w deszczu. Na darmo. KOD się nie sprawdził, jego przywódcy mają zbyt wiele ciągot podobnych do tych właściwych politykom. I ruch społeczny prysł niczym mydlana bańka, kolorowa, zachwycająca, ale nietrwała. PiS zaciera pulchniutkie rączki. Tyle zyskała Polska. Nic więcej.

Wczoraj rano Pan Monsz przeczytał w Internecie coś, co mogłoby być szokujące, gdyby nie było oczywiste. Znalazł się ktoś, kogo ułaskawiono w zamian za aferę podsłuchową, chodzi o restaurację "Sowa i Przyjaciele". Ten ktoś powiedział, że inicjatorem tej afery było PiS. Też mi nowina! To chyba każdy wiedział od początku? Trzeba być wyjątkowo naiwnym, żeby uwierzyć, że wszyscy, ale to absolutnie wszyscy politycy mówią innym językiem, dyskutują o kolejnych politycznych chwytach przy konsumpcji tego i owego. Tylko politycy PiS nie??? No, doprawdy... święta naiwności... Dlatego właśnie z mojej strony reakcji na ten nius nie było żadnej, jeno wzruszenie ramion. Dla mnie sensacją była społeczna wiara w to, że to tylko PO i SLD, PSL dopuszczały się politycznych kombinacji, a PiS nie. Zdziwiona to ja byłam wtedy, gdy afera wybuchła, nie teraz. Teraz to już tylko pokłosie jest, żaden nius.

Dzisiaj mnie jeszcze zadziwia tylko ślepota kompletna. Ci, którzy zachłysnęli się jałmużną 500+ kompletnie stracili wzrok, słuch, węch. Mamona przytępia zmysły, coś w tym jest. Nie dostrzegają fałszu, albo udają, bo im wstyd. Może dlatego, że chociaż z lewej kieszeni władza wyciąga im ostatni grosz, to do drugiej wrzuca to 500? Nie wiem. Może ja widzę ten fałsz dlatego, że mnie władza wyciąga z obu kieszeni, nie wrzucając niczego dla zamydlenia oczu? Być może.

Teraz wydaje mi się, że nie warto się szarpać, protestować, walczyć z tą "dobrą zmianą".  Już przepadło, odkręcić się niczego nie da, a nawet jeżeli, to koszt byłby taki, że byśmy znowu musieli przejść dogłębną transformację, a wielu pamięta, jak ten okres dał się nam we znaki. Cóż, jestem teraz dosyć samolubna - nie mam ochoty po raz drugi poświęcać się dla dobra narodu, który na to nie zasługuje. Przeżyłam socjalizm, tę transformację też, gryzłam te ściany, teraz myślę już tylko o tym, jak nie dać się zmieść z tego świata, w jaki sposób nie pozwolić, bym wylądowała pod mostem. Bo ku temu zmierzam,  a wszystko w ramach eliminacji podziałów społecznych. Władzuchna moja najdroższa zachęca mnie do samobójstwa. Krótko mówiąc, najmilej widziane byłoby, żebym zeszła z ziemskiego padołu tuż przed uzyskaniem prawa do emerytury. A wszystko po to, by władzuchnie oraz tym, którzy na nią głosują żyło się lepiej. Na mój koszt, ale to przecież Sprawiedliwość. W majestacie Prawa.

Nawet nie mogę powiedzieć, że nienawidzę swojego kraju. Nie. Ja po prostu nie czuję się jego obywatelką. I tyle.