sobota, 8 października 2016

Miłosierdzie pod parasolem

Parasolkowa rewolucja się zaczęła. Oby tylko kobiety nie straciły czujności. A rozsądek potrzebny teraz, jak nigdy. Ci, którzy usiłują narzucić połowie społeczeństwa swoją wolę i wizję świata, już bawią się w podchody. Po protestach okazało się, że oprócz organizacji pro life, to nawet najwięksi radykałowie, absolutnie nie mieli na myśli karania kobiet za spowodowanie poronienia. Oni tylko ot tak sobie wpisali to do projektu ustawy, ale nie po to, żeby korzystać z tych zapisów. Skądże! Nigdy w życiu!

Nawet niejaki Terlikowski, znany z nawiedzenia wyjątkowego dziennikarz, też się  odżegnuje. W wywiadzie informuje, że ostateczna decyzja - oczywiście - należy do kobiety. I jeno przy okazji dodaje, że jego żona z pewnością podziela jego zdanie. On jest pewien. Ja jestem pewna, że nie podzielam zdania mojego ślubnego nieszczęścia w wielu kwestiach. I nigdy nie omieszkam tego ogłosić. On nie podziela mojego i też ma do tego prawo. Każdy ma prawo mieć swoje zdanie i ja nikomu nie zamierzam go odbierać.

Nie pozwolę nikomu wywierać na mnie nacisku. Jakby co, to przyłożę tą parasolką.

PiS szykuje własny projekt, ponoć łagodniejszy od wersji Ordo Iuris. Nie interesuje mnie, bo to i tak nie w tą stronę zmiana.

Kompromisu sprzed lat za kompromis nie uważam, bo nie był zawierany z kobietami, tylko pomiędzy politykami i facetami w czerni. Kobiety, które powinny być stroną, potraktowano jak bezmózgie stwory, które można zamknąć w klatce i podstawiać rozpłodowemu bykowi według własnego uznania. Najgorsze, że wtedy zebrałyśmy chyba milion podpisów, ale wrzucono je do kosza. Mój też. I my idiotki pozwoliłyśmy, żeby zadecydowano o nas bez nas...

Nie wolno tego błędu powtórzyć. I nie wolno mówić, że chcemy utrzymania "kompromisu". Nie wolno chcieć. Trzeba żądać. Żądać edukacji seksualnej, żądać łatwego dostępu do antykoncepcji. I - co może najważniejsze - żądać opieki państwa nad rodzinami, w których są niepełnosprawni. Osoby niezdolne do samodzielnego życia muszą mieć zapewnioną prawdziwą opiekę, wsparcie materialne i opiekuńcze. Ci, którzy tak troszczą się o życie poczęte, muszą zrozumieć, że każdy, kto ma rozum na swoim miejscu, myśli o tym, że dziecko upośledzone fizycznie lub psychicznie musi mieć zapewnioną opiekę do końca swojego życia, a nie końca życia rodziców. Rodzice natomiast doskonale wiedzą, że gdy ich zabraknie, to ta opieka będzie żadna.  A skazywanie ich na dożywotnią mękę opieki nad takim dzieckiem też jest równie nieludzkie, jak znęcanie się nad bezbronnym.

Trzeba zapytać rodziców takich dzieci. Dzieci, które nie mają z tego życia nic zapytać nie możemy. Dzieci karmionych przez rurki, niezdolnych do wykonania samodzielnie żadnej czynności. Miłośnicy życia, zdrowe byki, skazują te dzieci na wieloletnie męczarnie. Bo życiem taka egzystencja nie jest z pewnością.
Czego boimy się najbardziej, my pełnosprawni, dorośli? Wylewu, po którym będziemy sparaliżowanym warzywkiem. Świadomym, że żyje, ale niezdolnym do zareagowania na cokolwiek. Leżącym do końca życia, z odleżynami, w pampersie, bez nadziei na powrót do życia. Żywym trupem, niemogącym skrócić sobie tej męki. Proszę mi nie wmawiać, że ktoś w takim stanie chce żyć, dla samego faktu życia. Tylko obrońcy życia mają to w d..., bo to nie ich dogorywanie. Ich świadomość nie boli.

Prof. Chazan znalazł przyjemność, chorą satysfakcję, nakarmił swoje nadwyrężone mocno sumienie cierpieniem noworodka. Cierpieniem jego matki. I ojca pewnie też.
Jeżeli ktoś tu jest zwyrodnialcem, pozbawionym empatii, nieczułym na cudzy ból, to na pewno nie te matki, które podejmują najtrudniejszą w życiu decyzję o przerwaniu ciąży i nienarażaniu swojego dziecka na piekło za życia.
I nie wierzę w to, że może istnieć taki bóg, który karmi się nieszczęściem swoich dzieci. Jeżeli jest miłosierny, jak nam wmawiają, to albo kłamią, że taki jest, albo on nie żąda od nas takiego poświęcenia do jakiego nasi pobratymcy próbują nas zmusić.

Brak komentarzy: