poniedziałek, 17 października 2016

Katy i test przedmałżeński

Wrzuciłaś, Katy, link Jakie cechy powinien mieć kandydat na męża?

Przyznam, że jeszcze nie wysłuchałam wykładu, zrobię to później. Nie chcę się sugerować, zanim nie przemyślę sama.

Pierwsza myśl, jaka mną owładnęła, była taka: Która z nas, w stanie "najazdu" motyli, trzeźwo myśli? Żadna, albo prawie żadna, jak mniemam. Regułą jest ogólnoustrojowa fascynacja. Bożyszcze, któremu jesteśmy gotowe dać więcej, niż mamy, jawi nam się jako ten róg obfitości wszelakiej. Obfitości wrażeń i dóbr materialnych, choć niekoniecznie zmaterializowanych jeszcze. Świat, nawet w listopadzie, pulsuje życiem i stąpamy po płatkach opadających z kwitnących wiśni. Ptaszęta umilają tę rozkosz miłosnym pieniem, a my jesteśmy lekkie niby ich piórka. Gdzie w tych przemiłych, acz niedogodnych warunkach miejsce na rozmyślania racjonalne?

Rzucamy się w wir doznań emocjonalno-seksualnych, przekonane, że euforia towarzyszyć będzie każdej chwili, a przyszłość jest różowa, jak wiosenny świt. I zachłystujemy się tą wizją, aż po samo dno duszy.

Zachłystujemy się tak bezdennie, że popadamy w równie bezdenną głupotę. To jest stan tzw. "blondynki". W stanie blondynki nie dostrzegamy oczywistych oczywistości. Na przykład tego, że facet jest egoistą, skoncentrowanym na własnych potrzebach. Albo, że jest słabym, niezaradnym życiowo osobnikiem, który potrzebuje mamusi, żeby zadbała, nakarmiła, ukoiła. On ukajać nie będzie,  potrzeby partnerki są dlań nieistotne. To jego trzeba wspierać, pocieszać, tulić za każdym razem, gdy poczuje się niedowartościowany zawodowo na przykład.

Ale teraz, gdy w naszym brzuchu trzepocą skrzydła motyli, a amor zatrutą strzałą odebrał nam rozum, nie widzimy nic. A nawet, gdy widzimy, to dziwnie nam to nie przeszkadza, a wręcz rozczula i nastraja macierzyńsko. Samarytanka się w nas budzi, jasny gwint!

A jeżeli do tego dołożymy tradycję i bajki dla małych dziewczynek, to stan trzeźwości w porę nie wróci. Bajki o księżniczkach trafiających w piękne ramiona księcia, suknia z welonem, przysięga aż po grób z Mendelssonem w tle, cały ten kram ku uciesze gawiedzi, a my w centrum uwagi. Tak, w centrum uwagi, ale nie tych, o których tu chodzi.

Kiedyś przyszło mi do głowy, że formalności związane z pogrzebem, skomplikowane i czasochłonne są po to, żebyśmy nie mieli czasu pogrążyć się w czarnej rozpaczy. Odwlekamy tę chwilę na jakiś czas, potem sie dopiero możemy rozsypać, cierpieć itd. I myślę, ze podobnie jest w przypadku ślubu. Organizacja okołoweselna jest tak absorbująca, tak nęcąca i urokliwa wizja roztaczana jest przed nami, a my rzucamy się w tę otchłań przygotowań, zachłystujemy widokiem delikatnych koronek, atłasów, itp. Tak intensywnie się w to angażujemy, że poczucie realizmu obumiera w nas, jak roślinka, którą zapomnieliśmy podlać. Spoko, przyjdzie czas, że się opamiętamy, tyle, że już po fakcie. Cyrograf podpisano.

Gdy już razem z welonem opadną nam emocje, to odzyskujemy wzrok. Teraz możemy przystąpić do wysłuchania wykładu pt. "Jakie trzy najważniejsze cechy powinien mieć kandydat na męża?"

No, to posłuchajmy...




2 komentarze:

katy:-* pisze...

Agrafko... hmmm to jest wykład znanego księdza o. Adama Szustaka
- rekolekcje w formie krótkich epizodów prowadzonego przez niego bloga i raczej skierowane do ludzi wierzących.... nie wiem czy to jest dobry materiał na dyskusję...
Ale ok... przesłuchaj... jestem ciekawa Twojego zdania.
Z drugiej strony uważam, że nie trzeba być osobą wierzącą, by wysłuchać rozważań na podstawie przypowieści biblijnych -gdzie ziarnko prawdy zawsze jest...

agrafka pisze...

Tak, Katy, masz absolutnie rację. Zawsze warto wysłuchać, a dyskutować z Księdzem nie zamierzam. Dlatego właśnie zastanowiłam się sama i doszłam do wniosku, że czyjekolwiek byłyby to rady, sugestie, czy opinie, to są bez wartości praktycznej, bo w stanie zadurzenia, który zwykle towarzyszy zawieraniu związku, mało kto trzeźwo patrzy, bo o myśleniu to nawet nie wspominam!