piątek, 21 października 2016

Dzienniczek obywatelski (rezygnacja)

Wystarczył jeden rok, żebym straciła chęć do życia. Jeden, na dodatek dopiero pierwszy rok nowych rządów. Rok "dobrej zmiany". Patrzę w lustro, moje odbicie jest szare i ponure. Smutne, zrezygnowane i nie ma w oczach cienia nadziei.
Patrzę w szklany ekran, opadają kąciki ust, prezydent w otoczeniu radosnych obywateli, szczęśliwych, że pokażą ich w mediach. Wyglądają na zadowolonych. Nie rozumiem ich. Pewnie tak musi być.

Czwartek, imieniny Mamy... i myśl, że to szczęście, że nie żyje. Nie musi być świadkiem tej degrengolady i destrukcji. I smutek, że Ona jest po drugiej stronie, a ja wciąż żyję, chociaż wcale nie chcę. Czy to depresja? Być może. Łzy cicho płyną po policzkach, ciepła strużka zostawia mokry ślad na szyi, zasycha ciemną plamą na bluzce. Sorrow... słucham codziennie, jakbym chciała się utopić w tej muzyce. Pink Floyd. Ulubiona kapela. Nie delektuję się jednak dźwiękiem, pogrążam się w tym smutku bez reszty.

TVN24, "Czarno na białym", wyjątkowy temat, przerażający, wstrząsający do głębi każdego człowieka, który ma choć odrobinę ludzkich uczuć, choćby zalążek empatii. Rodzice zmuszeni do uczestniczenia w długiej, trwającej dziesięć niekończących się dni agonii dziecka przez... rzeźnika. Tak, rzeźnika, bo lekarz powinien pomagać, a nie karać. szczególnie, gdy zadaje innym pokutę za swoje, a nie ich grzechy.
I pani Godek, która pozornie wygląda, jak kobieta, a jest potworem. I myśl: Ziemio, czemu się pod nimi, pod tym oprawcą kobiet i tą babą nie rozstąpisz??? Czemu nie pochłoniesz?
Pani Godek empatii nie ma ani krzty. Pani Godek grzmi, wyrzuca z paszczy potoki obelżywych słów pod adresem dziennikarzy, protestujących na ulicach kobiet, rodzicom tego nie dziecka nie współczuje w ogóle. Przez chwilę mi jej żal nawet. Być takim drewnianym kołkiem, to musi być straszne! Jeżeli już taka jest, ułomna, ograniczona i nieempatyczna, trudno. Wybryk matki natury. Czemu jednak robi wszystko, żeby inni stali się tacy, jak ona? Być może przeczytała gdzieś moją myśl zawiniętą w sreberko: "w całym tym życiu chodzi tylko o to, żeby rozum mieć, albo choć nie być jedynym idiotą"? Nie wiem... To tylko mój sarkazm się odzywa zapewne. Bezsilność. Czuję się bezsilna. Jeżeli wróg działa rozumnie, to można z nim walczyć. Z bezdenną głupotą walka jest niemożliwa, dyskusja też nie. Dyskusja z panią Godek wyprowadziła z równowagi nawet redaktora Morozowskiego, który wyglądał przez chwilę,  jakby miał ochotę zapomnieć, że kobiety się nie bije.  Aż żal, że nie zapomniał. Nie, dobrze, że nie zapomniał. U nas dzisiaj robactwo jest pod ochroną. Uszkodziłby pluskwę, a dostałby wyrok większy, niż za gwałt. Gwałciciele też są u nas pod ochroną. Podobnie jak kibole, narodowcy, księża pedofile, i podobne indywidua.

Brakuje mi motywacji, żeby wciąż chcieć żyć. Żyć i patrzeć na terror, zaciskający nam pętle na szyjach? W imię fanatycznych przekonań jakiejś nawiedzonej sekty?

Myślę, że ja już zrobiłam, co miałam do zrobienia, chyba mogę zrezygnować z dalszego ciągu wydarzeń.

Brak komentarzy: