poniedziałek, 24 października 2016

Babski armagedon

Gdy dom się wali, nie próbuje się go ratować, bo to nie ma sensu. Albo trzeba pozwolić mu runąć, albo sprowadza się buldożer i burzy się. Zostaje po tym zabiegu stos gruzu.

Przemyślałam sobie wszystko. Zastanowiłam się, rozważyłam możliwości i wyszło mi, że dom, który zwie się freedom wymaga buldożera, aż krzyczy o zburzenie. I trzeba mu pozwolić runąć. I, tak jak dom murowany, trzeba go postawić od nowa, zaczynając od fundamentów, aż po dach. Wtedy można zatknąć na nim wiechę i powiedzieć - stoi. Udało się, zbudowaliśmy dom. Teraz możemy go wykończyć, zadbać o media, przyjazne tynki, elewację. Z elewacją nie należy przesadzać, bo to tylko image. Sceniczne oblicze, pod którym może znowu kryć się pleśń i grzyb. Budując nowy dom musimy zadbać, by był dobrze przed tą zgnilizną zabezpieczony. Jeżeli tego nie zrobimy, to historia się powtórzy i czekać nas będzie kolejna, mordercza praca. A przecież nie o to chodzi.

Siedzę teraz i myślę sobie, że decyzja, którą podjęłam, jest słuszna. Nie będę się włączać, ani w ogóle interesować losem kobiet, ani losem mojego kraju. Odłożę te sprawy na półkę, albo schowam w piwnicy, głęboko, za stosem rupieci. Żeby nie trafić na nie przypadkiem. Bez mrugnięcia okiem pozwolę, by sprawy potoczyły się swoim torem i by ta wolność runęła, aż zostaną po niej wspomnienia tylko. To jedyna, realna szansa, że ludzie się obudzą. Że zrodzi się w nich bunt i odezwie tęsknota za utraconym.

Kobiety, dopiero wtedy, gdy poczują na własnej skórze, co znaczy patriarchalny i oparty na fanatycznej wierze reżim, zacisną pięści. Będzie za późno, nic nie będą mogły zrobić. Ich mężowie, ojcowie i synowie będą decydować za nie. I będą, jak w niektórych regionach świata nosiły na sobie cały swój majątek. Bo nigdy nie będą wiedziały, czy nie usłyszą "idź sobie, idź sobie, idź sobie". A to oznacza rozwód, bez podziału majątku. Gdy będą nieposłuszne, być może nowa, wspaniała epoka, każe je kamienować, zakopując je w piachu po ramiona? A ojciec, albo syn, albo mąż pierwsi rzucą kamień w ich głowę? Być może pochowają je też żywcem, gdy zejdzie z ziemskiego padołu ich pan i władca, czyli mąż, nie wiem, jak daleko posuną się w utrącaniu kobietom kręgosłupów mężczyźni. Czekają na chwilę nieuwagi, zajętych duperelami kobiet. Tak, duperelami, nie pomyliłam się. Bo opieka nad dzieckiem, dbanie o rodzinne gniazdko, to duperele, nieważne i znaczące tylko z ich, babskiego punktu widzenia. Dzieci rodziły się, rodzą i będą prawdopodobnie się rodziły jeszcze długo. Cały ten babski cyrk wokół tego nie ma na to żadnego wpływu. Cykl życia i śmierci istnieje od zarania dziejów i nie ma związku z żadną cywilizacją. On po prostu trwa.

Jesteście, moje drogie panie, wygodne, zbyt wygodne. I zbyt pewne siebie. Podoba się wam gloryfikacja dobrej żony i matki? Uwielbienie karmiącej piersią Matki Boskiej, te rzewne pieśni, te peany na część matki polki? Te reklamy z pralni ociekające szowinizmem? Tak, nie ma jak troskliwa żonusia podająca mężusiowi tableteczkę na przeziębienie, albo bieluśką koszulę, prawda? No, to dobrej zabawy!

Wcale mi nie jest was żal. Garstka myślących, garstka, bo mądrych zawsze jest mniej, niż głupich, nie da rady was uchronić. Te mądre, inteligentne kobiety polegną w tej walce. Niepotrzebnie. Powinny o was zapomnieć i ruszać w świat. A  słodkie mamuśki i nadmuchiwane lale zostawić własnemu losowi.







Brak komentarzy: