piątek, 2 września 2016

Nieproszony gość

Wczoraj, pod drzwiami do toalety znaleźliśmy maleńką jaszczurkę.


Maleństwo zamarło. Nakryłam wydmuszką po malinach, podsunęłam kartkę i wyprowadziłam na trawnik. Siedziała na tej kartce i ani drgnęła. Przyniosłam telefon, zrobiłam fotografię. Nic. Brak reakcji. Dopiero potrząsanie kartką zmobilizowało zwinkę do zejścia na trawę. Minęło jakieś pół godziny. Znowu jest pod drzwiami do łazienki. Ki czort? Rodzinę tam masz, czy co? Rekonesans łazienkowy nie ujawnił bytności innych przedstawicieli gatunku. Znowu wydmuszka, kartka. Tym razem wyniosłam daleko, aż pod płot.

Jak dotąd, skutecznie.

1 komentarz:

Beata D pisze...

Wprowadzić się chciała! Zazdroszczę jej zwinności, bo ja działam w zwolnionym tempie. Coś chyba mięsień się naciągnął i ledwo, ledwo... Cały piątkowy plan poszedł na marne. Ech...