piątek, 12 sierpnia 2016

Owinięte w kolorowy papierek g...

Bardzo dawno nie zaglądałam na blog A. Dzisiaj zajrzałam i nie żałuję. Historia w odcinkach, na szczegóły nie zwróciłam uwagi, rzuciłam okiem na tekst. Krótki, temat nie odbiega od poprzednich - seks.

330 komentarzy... A tekst na jedną kartkę z zeszytu. Dyskusja gorąca, chwilami wrze.
Gdybym miała zgadywać, kim jest autor bloga, zakładając, że - jak sam o sobie mówi - jest kłamcą, sugerowałabym psychologa, sprytnego speca od babskiej psychiki, który znalazł prosty sposób na pogłębienie wiedzy na temat kobiecego umysłu, jeżeli o umyśle w ogóle może być mowa! Tylko kobiety mogą tygodniami rozmawiać na temat, którego właściwie w ogóle nie ma. Rozdmuchać nieistniejący problem i dyskutować o czymś, co się nie zdarzyło. Ale - MOGŁO SIĘ ZDARZYĆ, zdaniem czytelniczek.

Kobiecie wystarczy gest, a w tym przypadku kilka zdań, nic nie znaczących i wytartych, jak stare dżinsy, żeby snuć domysły. Na marginesie muszę sobie zanotować, dlaczego zajrzałam do AG - wczoraj widziałam kawałek dobrego filmu, polskiego, o dziwo! Ojciec swojemu synowi powiedział, że kobiecie nigdy, ale to absolutnie nigdy nie wolno powiedzieć, że coś zrobiła nie tak.  Jeżeli ugotowała zupę, a ta zupa jest niejadalna, to trzeba ją pochwalić i zjeść, a nie wolno zwrócić uwagi, że na przykład przesolona. Syn twierdzi, że gdy coś jest nie tak, to trzeba o tym rozmawiać i to się nazywa dialog. Za chwilę pojawia się scenka, która udowadnia, że to ojciec miał rację, nie syn. Kobieta bierze sobie do serca każdą, najdrobniejszą nawet, uwagę. I to jest prawda. Wiem, bo sama tak reaguję. Czuję się urażona, do głębi, gdy ktoś krytykuje to, co zrobiłam dla niego. Bo to jest istotny element - że DLA KOGOŚ. Wkładam w to wysiłek, czas i serce. Ja się POŚWIĘCAM, a tu krytyka??? Czuję się niedoceniona. Coś z tym babskim mózgiem musi być nie do końca w porządku, bo reakcje są niewspółmierne do problemu.

I tak jest w komentarzach na ww. blogu.

Pod ostatnim postem Autor napisał coś, co zabrzmiało niemile, ale jest prawdziwe - co muszę z przykrością potwierdzić, jako, że - jak ten ojciec filmowy - mam "długie, życiowe doświadczenie".
Adam zacytował znajomego: Kobiety się niczym od siebie nie różnią, to to samo g..., tylko owinięte w różne papierki.
Rani to stwierdzenie? Rani, myślę, że nawet bardzo rani kobiety, bo każda z nich chce być wyjątkowa. Myśli, że jest wyjątkowa. I jest! Tyle, że nie pod względem, o którym w tym męskim stwierdzeniu mowa.

Jako ciało - dla faceta jesteśmy tym g... w papierku, chociaż świadomość tego do nas stosunku miła babskiemu sercu nie jest, to pewne!

Dla faceta jesteśmy wprawdzie czymś więcej, niż dmuchaną lalką, ale jedynie dlatego, że nasza reakcja na nich może potwierdzić ich zdolności seksualne, Dmuchana lalka nie jęczy, nie wije się pod palcami wirtuoza. A facet potrzebuje potwierdzenia swojej męskości bardziej nawet, niż kobieta potwierdzenia, że zaparzyła znakomitą kawę dla swojego bóstwa.

Facet, myśląc o kobiecie, myśli o seksie z nią. Tak jest, taką ma naturę, to nie jego wina. Żeby kobieta była dla niego czymś więcej, niż tylko podręczną zabawką, musi pokazać, że potrafi być kumplem, przyjacielem, towarzyszem broni, a do tego inteligentnym przeciwnikiem, który ma własne zdanie na tematy inne, niż seks. Tylko taka kobieta może stać się dla faceta partnerem. I liczyć, że facet zobaczy w niej człowieka, a nie to g... w kolorowym papierku.

W tekście, który nawet nie trącił tematu miłości, A. pisze  krótko o apetycie na seks, a czytelniczki w 330 komentarzach rozprawiają na temat... no, właśnie - na jaki temat?

Wyszło tak, jakby minimalistyczny wiersz W. Szymborskiej:
"Kropka jest smutna. Przeraża ją możliwość różnej interpretacji kropki."

omówić w opracowaniu liczącym 100 stron maszynopisu. Tylko - PO CO?

Każdy wie, co z tego wiersza zrozumiał. I, być może, każdy rozumie go inaczej. Bo wiersz, to w przeciwieństwie do kobiety, nie to samo g... tylko ubrane w inne słowa.

Brak komentarzy: