środa, 3 sierpnia 2016

Moralny dołek

Wychodzę z domu bardzo wczesnym rankiem. Doprawdy, bardzo wczesnym. Idę na swój róg, po drodze mijam śmietnik, więc wyrzucam odpadki. Dzisiaj, jak zwykle lekko wciąż zaspana, maszerowałam sobie wzdłuż bloku, mijając kolejne klatki schodowe. Przed każdą stoi ławka, na której w bardziej ludzkich godzinach spoczywa lokalny monitoring, czyli emeryci. Na ostatniej ławce spoczywały zwłoki. Jeszcze niezbyt dobrze widząc, pomyślałam: o, impreza była udana, jakiś piwosz przyciął komara. Jednak, z bliska ujrzałam widok, który byłby może zabawny, gdyby nie był taki porażająco rzeczywisty... na ławce leżała młoda dziewczyna, goły tyłek wypięty w moją stronę, sukienka w pasie, dosłownie. Sukienka bez ramiączek, która w normalnych warunkach trzyma się dzięki gumce nad biustem, teraz zsunęła się, odsłaniając tenże biust w całej okazałości. Dziewczę spało, bekając co chwile przez sen. Bose brudne stopy wskazywały, że impreza odbywała się zapewne na miejscowej plaży. Jaka była ta impreza nie chcę myśleć - widziałam jej skutki.
I tu się zaczynają schody... moje schody, osobiste. Otóż, zachowałam się tak, jak nie zachowałam się nigdy przedtem, w całym swoim życiu.

NIE ZAREAGOWAŁAM. A powinnam.

Zostawiłam śpiącą dziewoję własnemu losowi, nawet się nie zatrzymałam. Nie obudziłam, nie kazałam poprawić przyodziewku. Mogłam wezwać straż miejską, ostatecznie. Nie zrobiłam nic, zupełnie nic.

Jadąc już do pracy czułam się jak ostatnia świnia, bezduszna, prawdziwa Polka. Mająca wszystkich i wszystko w głębokim poważaniu.
Myślałam, myślałam, myślałam bez końca. Wyglądała na dorosłą, ale... kto wie? Niby wiem, że wiedziała, co robi, powinna wiedzieć, przynajmniej... Ale może jej czegoś dosypali? Dzisiaj wszystko jest możliwe, inne czasy. Nie mogąc już zmienić faktów, zastanawiałam się skąd się we mnie niespodziewanie wzięła taka nieludzka reakcja? W końcu bez względu na to, ile jest warta ta dziewczyna, nadal jest człowiekiem.

I pomyślałam, że brak szacunku dla myślących inaczej, który od lat zatacza coraz szersze kręgi w naszym kraju, nietolerancja, dzielenie na lepszych i gorszych - wszystko to na mnie w jakiś sposób też odcisnęło piętno. I jeszcze te teksty Adama, w których kobiety same proszą na przykład o gwałt, myślą wyłącznie o seksie z byle kim, a komentarze w ogromnej większości pełne zachwytu, bez cienia refleksji - dokończyły dzieła. Pisałam tutaj o tym, że ten blog wyrządzić może wiele zła. Potem już nie myślałam o tym, ale teraz ta myśl powraca. Te teksty wywołują  co najmniej obojętność. I - jestem tego już pewna - mogą zachęcać do przemocy wobec kobiet, a na pewno do traktowania ich wyłącznie jako obiekty seksualne, nie jak ludzi. Nie wierzę, że wszystkie kobiety takie są. Nie wierzę! Budzi się we mnie protest. Dojrzewa niechęć i mam ochotę krzyczeć: DOŚĆ! Zatrzymajcie ten rozpędzony pociąg, zanim wypadnie z torów. Tyle, że nikt tego nie słyszy, nikt nie chce widzieć, ani wiedzieć. Bo, tu idzie o pieniądze, duże pieniądze.  Życie jest warte więcej, niż pieniądze, nawet największe...tylko ludzie pomału o tym zapominają...

Nie chcę być taka, jak czytelniczki tego bloga. Nie chcę być taka, jak jego autor. Nie chcę też być taka, jak większość społeczeństwa - nieetyczna, pozbawiona empatii, współczucia, odruchów ludzkich.
NIE CHCĘ!!!!
Czyżbym jednak się zaczynała upodabniać? Muszę coś z tym zrobić.

2 komentarze:

katy:-* pisze...

Są takie sytuacje, które nas zaskakują. Czy wiem jak bym się zachowała? Nie wiem. Wiem jak bym chciała, ale nie oznacza, że tak bym zareagowała.
Co przychodzi mi teraz do głowy. Raz było zdarzenie, jechałam samochodem z mężem, widzę po prawej stronie stoi na poboczu samochód suw czarny, widok a właściwie ustawienie jego ewidentnie wskazuje na jakieś niekontrolowane zdarzenie. Podjeżdżamy, delikatnie mąż zwalnia. Może potrzebują pomocy? Zaczynamy go mijać. Widzimy po drugiej stronie auta siedzącą kobietę na przednim siedzeniu z telefonem przy uchu, bez obrażeń, świadomą i starszą kobietę stojącą niedaleko. Oceniamy sytuację, wygląda, że kontaktują się z odpowiednimi służbami, nie widać na ich ciałach, ubraniach żadnych obrażeń, są przestraszone, trochę poddenerwowane. Nie robią wrażenia, żeby potrzebowały natychmiastowej pomocy. Decydujemy się jechać dalej. Wiem jednak, gdyby inaczej wyglądała ta scena, mąż by zjechał, udzielając tym kobietom pomocy.
Co do bloga, wspomnianego przez Ciebie Agrafko, widzisz ja tam wciąż jestem nie dlatego, by bezkrytycznie wszystko przyjmować o czym pisze Adam. Właśnie, teraz uświadomiłam sobie, że jestem tam tylko dlatego, że nie zgadzam się z takim podejściem - to jak ujęłaś: "traktowania ich wyłącznie jako obiekty seksualne, nie jak ludzi" . Dlatego, bo też jestem Kobietą, która nie zgadza się na nieetyczne podejście do uczuć kobiet, właśnie do tej pięknej natury, którą mamy w sobie - empatii, współczucia, odruchów ludzkich. Ja tam krzyczę dość. Przerażające w tym jest fakt, że jest ogrom kobiet, które tego nie widzą, nie chcą tego widzieć. Nie wiem czy przebijają się tam moje treści, którymi chcę wywołać dyskusję, właśnie tę dyskusję zmierzającą w kierunku niezgadzania się na Takie akceptowanie wszystkiego o czym pisze Adam. Ale są tam też i inne kobiety, nie tylko ja, które "kłócą" się z autorem i nie tylko z nim, bo nie raz, nie dwa z bardzo przychylnymi opiniami innych czytelniczek na temat Autora.
Czy właśnie stanie obok, i nie mówienie o tym, jak się to widzi ze swojej perspektywy, to jak mnie to boli, gdy kobiety w postach autora są tylko narzędziem do jakiejś niezrozumiałej, ale jednak prowadzonej przez Autora manipulacji, jest pożądane. JA wiem, że NIE. BO życie nie polega tylko na biernym braniu tego co Natura nam dała.
Czy takie rozmowy są czymś złym, tylko dlatego, że cały ten blog jest jakimś "szatańskim" projektem? Czy to nie ma sensu?
Dlaczego jest nas tam, tych głosów "na nie" wciąż za mało, tych głosów krzyczących, dość!

agrafka pisze...

Katy, mnie nie chodzi o to, że ten blog jest w ogóle. Przeraża mnie fakt, że on się kobietom podoba. I większość czytelniczek nie widzi, jak są traktowane przez autora. Nie jest istotne, że A. rozmawia z nimi, a im się wydaje, że skoro rozmawia, to w jakiś sposób szanuje. Nie szanuje. Kim są dla niego czytelniczki nie chcę mówić, a wolę nie myśleć. W jego słowach jest tyle lekceważenia, że aż mi skóra cierpnie. I, Katy, ja myślę, że obserwując zachowanie tej większości, zobojętniałam na to, co kobiety spotyka. Dlatego nie zareagowałam, że w podświadomości zalęgło mi się przekonanie, że kobietom jest dzisiaj obojętne z kim, gdzie, jak i kiedy. Ktoś może powiedzieć, że jako ateistka, powinnam akceptować. Ale mnie się wydaje, że etyczne zachowanie jest niezależne, nie wiąże się z żadną wiarą, poglądami politycznymi, etc. Człowiekiem, albo chce być człowiekiem, albo nie chce. A być człowiekiem, to znaczy widzieć, rozumieć, reagować. Tak myślę, może się mylę? Sama już nie wiem. Wiem, że na mnie lektura nie tyle postów, co komentarzy pod tym blogiem wpłynęła bardzo negatywnie. Świata nie naprawię, to pewne. Jednak siebie naprawić jeszcze mogę. Buziaki, Katy.