wtorek, 2 sierpnia 2016

Facet mało używany



Przyjaciółka moja, serdeczna zresztą, ma mnóstwo rzeczy, których nie używa. Ma ogród, a w tym ogrodzie altankę, w której nigdy nie przesiaduje. Nad oczkiem wodnym ma ławeczkę -huśtawkę, na której nie tylko się nie huśta, ale nawet nie posiaduje. Ma odkurzacz piorący, ale dywanów nie pierze, bo ich nie ma.  Nie chce zasłaniać nimi przepięknego parkietu. Ma zmywarkę, ale zmywa pod kranem, bo lubi. Zmywać. Ma dwie anteny satelitarne na dachu, ale z nich nie korzysta, bo ma też kablówkę. Jest i samochód. Stoi  pod daszkiem, na zewnątrz. Nie jeździ nim, bo nie lubi prowadzić.

Zapytałam wczoraj przyjaciółkę swoją, serdeczną zresztą, po co jej to wszystko, skoro z tego nie korzysta?  
A co? Niech sąsiedzi widzą, że mam. - odpowiedziała - Mnie to w zasadzie do niczego potrzebne nie jest, ale oni niech spuchną z zawiści!

Wiesz, moja kochana, to ty jeszcze sobie weź do domu faceta! – zaproponowałam uczynnie.

A po co mi facet? – przyjaciółka moja, serdeczna zresztą, uniosła brwi w przeogromnym zdziwieniu.

Och, wiesz, nie musisz go używać, ale niech sąsiedzi zobaczą, że cię stać na faceta! – wyjaśniłam. 

Hmm… może i masz rację? – zadumała się przyjaciółka moja, serdeczna zresztą – może teraz myślą, że ja jakaś taka do niczego jestem, albo co?

 A w razie czego, takiego mało używanego łatwiej ci będzie oddać! Można wystawić w secondhandzie na przykład, albo w komisie... – rozmarzyłam się odrobinę – jeżeli nie będzie drogi, to może ja go od ciebie odkupię? Wiesz, na nowego mnie nie stać, ale ja też mam sąsiadów.

Brak komentarzy: