piątek, 29 lipca 2016

Odwagi, moje kobitki, odwagi!!!

Skończyłam lekturę. "Nienachalnej z urody".
Fascynująca jest konstatacja, że tę książkę mogłabym napisać ja.Och, wiem, wiem... nigdy nie poznałam ani Marii Czubaszek, ani jej wspaniałych przyjaciół, o których pisze. Nie mam znajomości w środowisku artystycznym, to prawda. Ale, poza tym i jeszcze kilkoma drobiazgami, to mogłaby być historia moja i moje przemyślenia. Tyle, że ja - w odróżnieniu - talentu stosownego nie posiadam, pisarskiego.

Oprócz tego, wyżej wspomnianego braku znajomości w gronie satyryków i poetów, i mojego beztalencia, różni nas  także stosunek do rodzinnych więzów. Ja kocham swoją rodzinkę, brakuje mi rodziców i lubię retrospekcje, bo w nich spotykam tych, których kochałam. Myślę, że na swój sposób, pani Maria jednak też nie była taka rodzinnie wyalienowana, jak nam to przedstawia. Świadczą o tym niektóre napomknienia, drobne wzmianki o tym i owym zdarzeniu. Sądzę wręcz, że to była przyjęta, taka życiowa poza, a nie rzeczywisty brak uczuć do bliskich. 

Zrobiłam sobie podsumowanie podobieństw:
- nie jestem nachalna z urody
- nie miałam ambicji uzyskania dyplomu dla samego dyplomu
- nie cierpię zgromadzeń
- nie lubię dzieci
- lubię być sama
- mam poczucie humoru
- mam dystans do siebie
- kocham czytać, pisać, nie lubię rozmawiać przez telefon
- o politykach mam zdanie dokładnie takie samo, na dodatek robię liczne notatki na gorąco, o niemal identycznej treści, jak pani Czubaszek
- używam określenia na obecnych niby aktorów: "cichopki i mroczki", uważając, że "dziś prawdziwych Cyganów już nie ma", czyli skończyła się epoka "Wielkich", pisanych wielką literą
- palę

I tak, a propos tego dystansu do siebie, przypomniała mi się anegdotka:

Znajomych, zwłaszcza starych znajomych, najczęściej spotyka się na cmentarzu. Przy tym zarówno w charakterze dusz, jak w charakterze odwiedzających dusze. Któregoś dnia, na cmentarzu, siedząc sobie i dumając o d... Maryni, bo myślenie o tej d.. najlepiej mi idzie właśnie przy grobie rodziców (tu muszę wtrącić, że na cmentarzu nigdy nie udaje mi się rozmyślać o bliskich mi zmarłych, Tak już mam i kropka), usłyszałam: Oooo! Agrafka???
Rozejrzałam się wokół. Z trudem niejakim w jednej osobniczce rozpoznałam dawno nie widzianą koleżankę. Z ławy. Szkolnej zresztą. Za cholerę nie mogłam sobie przypomnieć jak jej było na chrzcie? Od poszukiwań we wszystkich szufladach pamięci, przegrzały mi się zwoje. Mózgowe, być może.
W tak zwanym międzyczasie stara znajoma zdążyła wyrzucić z siebie cały potok słów, w tym: "Agrafko, ty się w ogóle nie zmieniasz!!!"
W tym momencie doznałam olśnienia, niczym pomysłowy Dobromir i imię koleżanki wypadło ze mnie wraz z nie do końca przemyślaną odpowiedzią: " Marzenko, czy chcesz mi powiedzieć, że ja już w dzieciństwie wyglądałam staro?"

Wprawdzie Pani M. Czubaszek miała inne, nieprzemyślane lub wręcz przeciwnie, odpowiedzi na takie dictum, ale też reagowała zawsze z humorem...

Pomijając gamę podobieństw do mnie i (choć może inni się do tego przyczepią, nie wiem...) brak korekty tekstu, książka warta przeczytania przez tych, którym skecze i piosenki pisane przez Marię Czubaszek były bliskie. Ta książka wyjaśnia, czemu były właśnie takie, a nie inne. Nie jest to arcydzieło literackie, ale nie o to w niej chodzi. To książka o odwadze głoszenia własnych poglądów. 

czwartek, 28 lipca 2016

Poniekąd

- Kochanie, czy mógłbyś wynieść śmieci?
- Mógłbym. Poniekąd.
- No, to...?
- No To Co. Pamiętam, tak, była taka kapela. Popularna. Poniekąd.
- A czemu - poniekąd?
- Bo ja nie lubiłem. Poniekąd.
- Poniekąd ja też nie lubiłam. Ale co to ma do śmieci?
- Poniekąd - ma. Ale czy ty mogłabyś coś zrobić, żeby Pijawka ściszył trochę ten telewizor?
- Pewnie mogłabym. Poniekąd.
- A czemu - poniekąd?
- A temu, że są ŚDM i Pijawka ogląda.
- Mógłby ciszej oglądać. Nie każdy jest zainteresowany, poniekąd.
- Poniekąd i owszem, mógłby. Ale nie chce. Ty też mógłbyś ciszej oglądać te nudne kabarety.
- Poniekąd, mógłbym. Ale nie chcę.
- Powiem Ci, kochanie, że mam was dosyć. Obu. Poniekąd. I wyniesiesz w końcu te śmieci? Powiedziałeś, że tak.
- Nie, powiedziałem tylko, że "mógłbym"!
- Czemu więc tego nie zrobisz?
- Bo mi się poniekąd nie chce.


****Dialog oparty na faktach, ale nie "autentycznych" :)

Eh, kobiety

Czytam Nienachalną z urody, M. Czubaszek, łza się w oku kręci...
Im bardziej zagłębiam się w lekturę, tym więcej znajduję podobieństw między nami. Podobieństw w sensie wad, bo ja również sądzę, jak pani Maria, że te cechy są uznawane za wady, albo raczej - za ułomności, czyli w pewnym sensie niepełnosprawność, wrodzoną.

Pani Maria uważała, że seks jest przereklamowany. Też tak uważam. Nudziło ją gadanie nieustanne i nadmierne koncentrowanie się na stosunkach męsko-damskich. Całkiem, jak mnie lektura tekstów pewnego autora. Jeden, drugi, trzeci... kolejny zaczyna na mnie działać, jak gadanie młodych mamusiek przy piaskownicy. Nigdy tego nie lubiłam i unikałam jak diabeł święconej wody. I teraz zaczęłam unikać tego międlenia w kółko o tym samym. Powiedziałabym nawet, że jeżeli się lubi seks, to po lekturze powiedzmy czwartego tekstu można śmiało zostać seksualnym pustelnikiem. Znikają wszelkie potrzeby w tym zakresie. Gwarantuję. No, chyba, że czytelnik sam jest erotomanem, albo innym maniakiem w dziedzinie seksualnej, wtedy, to nie wiem.
Wiem natomiast, bo podobnie jak M.Czubaszek sprawdziłam - na świecie są rzeczy przyjemniejsze i zdecydowanie bardziej interesujące, niż uprawianie miłości.

Dzieci są okropne - pisze pani Maria. Fakt. Są.
Większość kobiet, to lekuchno niedorozwinięte osobniki, których jedynym życiowym celem jest zostać matką Polką. Taką, tonącą  w pieluchach, smoczkach, brudnych gaciach i skoncentrowaną na domowym ognisku. Podobała mi się, może dlatego, że myślę podobnie, sugestia, że kobiety w tym rozpędzie matkowania, chcą i próbują też wychowywać swoich facetów. I, zdaniem Marii ( i moim) to błąd. Facet pozostanie facetem, żeby nie wiem jak bardzo próbować go wychować. Będzie sobą. Egoistycznym, zapatrzonym w siebie i swoje potrzeby samcem. I tak powinno zostać, bo taka jest natura samca. Nie musi mi się to podobać. Podobnie, jak facetowi nie muszę się podobać ja, z natury.

Mężczyzna może być kimś innym, ale nie chce. Kobieta chce być kimś innym, ale nie może. Bo nie pozwala jej na to otoczenie. Bo bycie człowiekiem w babskiej skórze wcale łatwe nie jest.

Kobieta musi być:
-  dobrą żoną
-  troskliwą matką
-  dyspozycyjną babcią

Kobieta powinna być:
- zadbana
- wierna
- troskliwa
- skoncentrowana na pielęgnowaniu rodziny

Kobieta nie ma prawa:
- myśleć
- rozumieć
- pragnąć
- oczekiwać
- zdradzać
- nadużywać
- zapominać
- nie chcieć

Wiem, co ludzie myślą, gdy mówię, że nigdy nie chciałam być matką. Żoną też nie chciałam, to wyszło niechcący, jako skutek bycia matką. Marzeń o niańczeniu wnuków nie posiadam na stanie duchowym.
Właściwie, to odczuwam radość, że macierzyństwo jednorazowe mam za sobą w pewnym sensie, a na wnuki się nie zanosi. Cóż, to nie jest rola dla mnie. Nie lubię dzieci. Zwłaszcza małych dzieci.
A nowonarodzone są po prostu okropne, zgadzam się z opinią Marii. Nie odczuwam przymusu przedłużania gatunku, a nawet wręcz przeciwnie, sądzę, że nasz gatunek za bardzo się przedłużać pragnie, co skutkuje zagęszczeniem nadmiernym, na  ograniczonej powierzchni użytkowej globu.

cdn.




środa, 27 lipca 2016

Nienachalna z urody

Czytam, z nutą rozrzewnienia, bo Marii Czubaszek już wśród nas nie ma. W zasadzie nie przepadam za biografiami, ale po Marii spodziewałam się raczej dowcipnych dykteryjek, niż typowego samochwalstwa. I jak dotąd, nie rozczarowałam się. Nie dosyć, że Maria pastwi się nad sobą samą, nie kreuje się na lepszą, niż była, to nie szczędzi gorzkich słów innym. Nie ma w niej krzty wazeliniarstwa i próby przypodobania się komukolwiek. Nawet osobistemu, aktualnie do śmierci ślubnemu, Wojciechowi Karolakowi.

Teksty Marii Czubaszek zawsze lubiłam, czasem surrealistyczne, czasem trącące purnonsensem, ale zawsze przeniknięte inteligencją i ironicznym patrzeniem na otaczającą ją rzeczywistość. Lubiłam ją za nieszablonowość, za odwagę poglądów. I za to, że nigdy i niczego nie udawała. Była sobą.

Na razie spodobała mi się myśl, że nic tak nie rozśmiesza Boga, jak ludzkie plany na przyszłość.



wtorek, 26 lipca 2016

Jak (lamus 2008)


jak Jak


Zapytał żonę Jak:

jak mnie, żono, kochasz?

odrzekła: tak, jak Jak!

Jak pyta - co to znaczy?

żona - spróbuję wytłumaczyć:

jak Jak kocha młodą trawę,

jak młode Jaki kochają zabawę!

chodź, Jaku,

odpoczniemy pod drzewem,

a ty, jak mnie mój Jaku kochasz?

jak nie wiem!!!

środa, 20 lipca 2016

Podwyżka

Hurrra! Będą podwyżki wynagrodzeń! Obywatele będą zachwyceni. Pewnie już się cieszą, bo podwyżki będą wysokie. Dama dostanie pensję, dożywotnią, w wysokości jakichś dziesięciu wynagrodzeń ludu pracującego dajmy na to w Biedronce. A posłowie winszują sobie podwyżki w tysiącach złotych, a to dożywocie też by przytulili ochoczo i radośnie. I jak znam polityków, to przytulą.

Ciekawa sprawa, bo coraz liczniejsi wyborcy PiS teraz się odżegnują, strasząc, że oni już nigdy w życiu, że to ostatni był raz i w ogóle. Teraz, kochani? Teraz??? Teraz, to możecie ich cmoknąć tam, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. A oni wam gest Kozakiewicza w odpowiedzi.

Powiedziałabym: i dobrze wam tak. tyle, że mnie też jest przy tej okazji "dobrze". I ja mam ochotę wam, kochani moi wyborcy PiS, zaproponować, żebyście tę d... całowali. Dożywotnio, regularnie, co miesiąc, a dokładnie w dni, w które oni dożywotnio te pensje otrzymywać będą.

Teraz pozostaje tylko czekać na kolejne wybory. Wyobrażam sobie, co się będzie działo. Wyobraźnia mi podsuwa obrazy, od których cierpnie skóra. Begerowe, Chojarskie, inne... tabuny chłopków roztropków żądnych koryta, które jako ta ryba biblijna rozmnażać się będzie cudownie, tyle, że od razu na koncie bankowym. No, żyć nie umierać. A wszystkie chwyty dozwolone w walce o to koryto będą.

Oj, biedna nasza Polsko... nie zostaną z Ciebie nawet granice, rozdrapią cię do ostatniej piędzi ziemi.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Trzecia fala

Bardzo wiele się ostatnio dzieje. Coraz częściej. Obszar objęty wojnami domowymi stale się powiększa, pojawiają się nowe miejsca zapalne. W Europie, w USA do głosu dochodzą ekstremalne ugrupowania. Fluktuacja światopoglądów społecznych, na dodatek w kierunku ksenofobicznym, nacjonalistycznym i wyznaniowym podważa i tak bardzo kruche fundamenty pokoju. I spokoju. I to na całym świecie... się dzieje.

Alvin Toffler pisał o "trzeciej fali". Pisał w latach siedemdziesiątych XX wieku. Pierwsza fala, obejmująca rewolucję agrarną, została zmyta przez drugą, rewolucji przemysłowej. Trzecia fala, zgodnie z regułą ma być najsilniejsza, bo oddolna. Demokracja, jako ludowładztwo w najczystszej postaci. Co zostanie po tej fali, która ma mieć siłę potopu? Czy zmiecie wszystkie ślady poprzednich cywilizacji? Na razie nie wiemy, ale pewne symptomy świadczą, że do tego zmierzamy.

Bardziej chyba mnie w kontekście rozmyślań "falowych" interesuje eksperyment przeprowadzony w 1967 roku w pewnej szkole, przez nauczyciela, dla którego tempo wyzwolonych zmian zachodzących w młodych ludziach i związany z tym wynik eksperymentu, też były szokiem. Eksperyment według Wikipedii Totalitaryzm, nacjonalizm, wywołać może iskra. Zresztą, kto się zastanawia, ten wie, że skierowanie myśli człowieka na pożądany tor, czy religijny, czy narodowościowy, czy jakikolwiek inny, jest sprawą najłatwiejszą. Utrzymanie tych poglądów nowych, własnoręcznie ukierunkowanych, jest trudniejsze. Potrzebny jest utrwalacz w postaci łaskawych ochłapów z pańskiego stołu.

Naprawdę warto czytać. Warto też mieć własne poglądy, a nie kopiować jedynie cudze. Eksperyment na żywym organizmie opisany w Wikipedii wygląda znajomo, może komuś otworzą się oczy. O ile dedukcja mu się uruchomi, oczywiście.




niedziela, 17 lipca 2016

Pucz

Sytuacja się zaognia. W Turcji zamach stanu. Udaremniony, ale ludzi zginęło dużo.

Jakoś tak mi się znienacka przypomniały, pobożne życzenia polityków, po transformacji naszej.
Wałęsa obiecywał nam drugą Japonię, Tusk drugą Irlandię, a Kaczyński pobił ich na głowę, w różnych latach obiecując nam:
- drugą Turcję
- drugą Grecję;
- drugie Węgry.

Od tych kosmopolitycznych wizji Edenu rozbolała mnie głowa. Idę po tabletkę. Jeszcze tylko wyjrzę przez okno...wciąż mam tę samą Polskę. Może nie taką, jak bym chciała, ale tę samą. Uff...



piątek, 15 lipca 2016

Terroryści

Jak niewiele warte jest życie ludzkie... dla terrorystów. Zaślepienie ideą, albo wiarą, odbiera im zdolność myślenia? Fanatyzm, to chyba największe zło tego świata. Tyle ofiar... Przypadkowych, bogu ducha winnych ludzi... W imię czego?

A ktoś, a właściwie taki NIKT, jak Ł. Warzecha powie, że te ofiary, to stado baranów idących na rzeź???? Ciekawa jestem, jak pan Ł.W. by się bronił przed rozpędzoną ciężarówką? No, jak, panie W.?

czwartek, 14 lipca 2016

Dzienniczek (nie)obywatelski (2)

Senacka komisja nie zachwyciła się stosownie do oczekiwań partii rządzącej. Projektem noweli ustawy o TK. I popełniła błąd, niewybaczalny. Konieczne są konsultacje późno wieczorową porą. Prawdopodobnie na Żoliborzu. Bo Senat zdominowany jest wszak przez przedstawicieli jedynie słusznej opcji politycznej i się najwyraźniej zbiesili byli. A to jest nie do pojęcia i nie do przyjęcia.
Poseł Ast (PiS) w "Tak jest" powiedział, że posiedzenie senatu zostało odłożone do 19 lipca. Trzeba poczekać, aż ostateczna wersja poprawek senackich będzie zatwierdzona. Zrozumiałam z tego, że senatorowie dostali czas niezbędny na opamiętanie się, podwinięcie ogona i powrót na drogę politycznej cnoty.

Pani minister od edukacji nazwała mord w Jedwabnem "bolesnym faktem historycznym". Mord na Wołyniu  nazywają ludobójstwem. Najwyraźniej w Jedwabnem nie mordowano ludzi. Zdaniem niektórych, rodzimych "patriotów".
**********
Na marginesie odnotuję sobie dzisiaj przemyślenia wynikające z zapoznania się z definicją terroryzmu.
Otóż, terroryzm to próby zastraszenia, a także siłowego wymuszania zmiany pogladów, podejmowane przez anarchistów, albo inne grupy o poglądach fundamentalnych, skrajnie lewackich na przykład, albo skrajnie prawicowych, albo religijnych. To tak w skrócie. Bo definicji jednoznacznej podobno nie ma. Ogólnie chodzi o to, że są to organizacje niepaństwowe, odłamy takie. I to jest warunek konieczny. Jeżeli wymuszanie ma charakter państwowy, to terroryzmem nie jest. Inkwizycja nie była też. Mordowano wprawdzie w imię boga, ale pod egidą państwa chrześcijańskiego.

Wynika z tego, że państwo może sankcjonować prawnie każde, najbardziej nawet agresywne i nieakceptowalne działanie. Może wymuszać, zmuszać, narzucać,mordować nawet, robić wszystko, co chce, bo działa w majestacie prawa.
I wychodzi na to, że obywatel jest zagrożony z każdej strony. I jak tu żyć? W charakterze ofiary, na którą polują wszyscy, którym przyjdzie ochota?

środa, 13 lipca 2016

Dzienniczek (nie)obywatelski

Apel "poległych" w katastrofie? Czy ktoś to rozumie? Ja stanowczo nie!

Ostatni Powstańcy, którzy mają wkrótce swoje święto, są oburzeni. I zdziwieni. Stawianie ofiar katastrofy w szeregu z poległymi w walce, nie mieści się w głowach normalnych ludzi.

Katastrofy się zdarzają, ludzie w nich giną. Jednak jest  drobna różnica pomiędzy ofiarą przypadku, a ofiarą złożoną na ołtarzu wojny. I, mimo, że moja opinia na temat Powstania Warszawskiego jest inna, niż obowiązująca, to ja tę różnicę widzę.

Używanie armii w celach populistycznych, partyjnych na dodatek, kłóci się z moim poczuciem przyzwoitości. Mam tylko wrażenie, że poczucie przyzwoitości to towar deficytowy ostatnimi czasy. Smutno mi... Wielu jednak to się pewnie podoba, bo zamiłowanie do parad, to jak zamiłowanie do igrzysk - we krwi jest.

No, dobrze, jadę dalej...

Minister Morawiecki na zamkniętym spotkaniu z członkami partii PiS w Bydgoszczy mówi, że program 500+ jest na kredyt, że nas nie stać. I, że trzeba to jasno powiedzieć, bo spotkanie jest niepubliczne. Potem, publicznie, po prawdopodobnej wielce reprymendzie JK, odszczekiwał i tłumaczył, że to zdanie wyrwane z kontekstu. Bo wyciekło... Gdyby nie wyciekło, to nie byłoby wyrwane z tego kontekstu, zapewne!

Piszemy nową historię. Wywracamy do góry nogami to, co zdawało się być fundamentalne, trwałe. Lekceważymy wszystkich sojuszników, oczekując od nich jednocześnie wsparcia w różnych dziedzinach.
Obrażamy każdego, kto tylko myśli inaczej, niż wytyczne JK i jego lizusów.

Quo vadis, Polsko? Rodacy moi, dokąd zdążamy? 30%, moi drodzy, to nie my wszyscy, ale to bardzo dużo. Jeżeli dołożyć do tych 30% drugie tyle obywateli kompletnie obojętnych, niezainteresowanych Polską i przyszłością swoich dzieci, ludzi o zainteresowaniach wyłącznie konsumpcyjnych, to włos się na głowie jeży. A w Polsce słowo PATRIOTYZM jest stanowczo nadużywane i stosowane raczej bezmyślnie. Ta większość nie wie, o czym mówi. Patriotyzm w czasach pokoju, to jakby jednak inny powinien być, niż w czasie wojennej zawieruchy. Nie ma co prężyć muskułów na paradach, trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Dla dobra Ojczyzny!

Ale przyznam szczerze, że bardziej, niż fanatyczni zwolennicy obecnej władzy, martwią mnie ci, którzy uważają, że to co się dzieje, ich nie dotyczy i mają to gdzieś. Dotyczy. Trzeba tylko pomyśleć, naprawdę pomyśleć i rozważyć za i przeciw. I okaże się, że każdy polityczny pomysł, ma konsekwencje wymierne dla każdego z nas.

Tylko, myśląc, trzeba zachować obiektywizm spojrzenia, żeby nie popaść w amok zachwytu nad tymi, którzy teraz z uśmiechem zacierają ręce, licząc zarobione pieniądze. Denerwuje mnie krótka pamięć zachwyconych Tuskiem i jemu podobnymi. Obiektywnie rzecz biorąc - temu Panu, to ja już dziękuję. Niech zostanie tam, gdzie jest i nie wraca. I niech weźmie do siebie resztę PO i cały PiS, a na deser Kukiza ze świtą.


niedziela, 10 lipca 2016

Szczytowanie

Szczyt. Szczyt to z reguły wierzchołek góry. Ale bywają i inne. Szczyty. I wierzchołki. Taki Szczyt NATO, na przykład, w Warszawie ostatnio. A nawet nie dalej, jak wczoraj jeszcze. Pan Wielki Prezydent udawał, że nie mówi, a jego rozmówca, też Prezydent, tylko mniejszego kalibru, udawał, że nie słyszy. I tak sobie pogadali.
Komentatorzy teraz prześcigają się w interpretacjach tej rozmowy głuchego z niemym. VIP-y rozmaite mają teraz trudne zadanie. Jak porażkę przekuć na sukces. Przyznam, że robią co mogą, tylko oczka rozbiegane takie jakieś mają, zaczerwienienie fejsa świadczące niezbicie o stresie związanym z koniecznością łgania w żywe oczy.

I tak pomalutku doszłam sobie w rozmyślaniach swoich do wniosku, że to nie był szczyt, a jedno wielkie szczytowanie!

Zaliczyłam w ciągu dwu lipcowych dni:
- szczyt NATO
- szczyt dyplomacji
- szczyt ignorancji
- szczyt arogancji
- szczyt kłamstwa
- szczyt bezczelności
- szczyt marzeń
a na koniec jeszcze szczyt wściekłości i gniewu. Ten, to już był mój własny, osobisty. I od tego szczytowania rozbolała mnie głowa.

I to mnie zdziwiło, bo powinnam czuć się rozluźniona, a ja poczułam się jak wulkan, który się znienacka obudził. Pobiegłam do lustra sprawdzić, czy nie dymię aby? Coś, jakby delikatna smużka unosiło się nade mną, ale nie jestem pewna. Za to wyraźnie słyszałam pomruki.
Teraz ta smużka mnie niepokoi... może to mój duch mnie opuścił?




piątek, 8 lipca 2016

Polskie choroby gastryczne

Dolegliwości gastryczne są u nas ostatnio na fali. Partia rządząca ma objawy zespołu jelita wrażliwego, o czym świadczy utrzymujące się nieustannie wzdęcie. Ale nie tylko. Nadkwaśność i niestrawność też się nasilają. I z tego wszystkiego, to już nie wiadomo, która dolegliwość jest najbardziej uciążliwa. Bo to i robienie dobrej miny i udawanie, że ten smród to nie od nich się snuje po kraju, i uśmiech taki jakiś przyklejony, jakby sztuczny, bo gdy odbija się kwasem, to oddech nieszczególnie towarzyski się robi. Może najgorsza jest jednak ta niestrawność. Nijak nie da się strawić tych i owych. Żeby chociaż ten suweren chciał być w całości lekkostrawny, a tu - łazi i manifestuje. I dźga jakimiś drzewcami transparentów i flag unijnych i nie tylko. W ten obolały, trawiony kwasem przewód pokarmowy dźgają. Nie dziwię się, że tak źle wpływa to na humory... członków. Tej partii.

PO. Platforma też cierpiąca mocno. Ma długotrwałą, chroniczną obstrukcję. Zespół leniwego jelita, wyraźnie uniemożliwia oczyszczenie organizmu i wciąż na ściankach zalegają złogi materii, utrudniające prawidłowe funkcjonowanie i właściwą przemianę. Może trzeba wzmocnić florę bakteryjną?

PSL. Refluks. Jak nic - refluks. Już już, niby pokarm podąża w stronę żołądka, a jednak wciąż w pobliżu drzwi. Bo może jednak się cofnąć trzeba? Może inna droga lepsza będzie? I tak, jak ten Hobbit - tam i z powrotem... nie wiedząc, jaki cel przyświeca w tej wędrówce. Poglądy błądzą, szukając najlepszej, prostej drogi do wygodnych stołków.

Kukiz15... hmmm... tu to w zasadzie zapalenie wyrostka robaczkowego w stanie wymagającym zabiegu chirurgicznego, jak podejrzewam.

Nowoczesna. Dieta wegetariańska zdrowa jest w teorii, ale w praktyce, to brak zwierzęcego białka skutkuje flegmatycznością i brakiem sił. W zasadzie nie stwierdzam jakiejś określonej jednostki chorobowej, ale symptomy źle wróżą przyszłościowo. Zalecenia: zwiększyć dostawy energii i więcej ruchu, sam zdrowy wygląd nie wystarczy, trzeba zadbać o wnętrze. Dużo ryb. Tak, stanowczo - ryby potrzebne.

KOD. W zasadzie badanie nie wykazuje żadnych niepokojących oznak choroby. Jednak stres, a także nadmiar wysiłku fizycznego, przy braku regularnych posiłków z powodu przedłużających się manifestacji, mogą wywołać opłakane skutki  w postaci marskości wątroby, zapalenia pęcherzyka żółciowego, a na pewno wrzody dwunastnicy. Na razie zaobserwowano jedynie nasilającą się gwałtownie siwiznę i zalecono wizytę zbiorową w zakładzie fryzjerskim, jako, że nie jest to dolegliwość natury gastrycznej.




środa, 6 lipca 2016

Dzień łapania za cycki

Zdaje się, że wczoraj, czyli 5 lipca, był dzień łapania za biust. Sprawdziłam, rzeczywiście.

I chyba tylko ja o nim nie słyszałam...

Agrafka jest nałogową palaczką. Wstyd, ale - jest! Agrafka, jak każdy palacz zresztą, gubi zapalniczki. Może nie gubi, ale zapodziewa tu, albo ówdzie. I Agrafka ma na to swój wypróbowany sposób. Zapalniczka spoczywa w cyckach. Znaczy wetknięta za biustonosz. I dobrze jej tam, cieplutko, bezpiecznie. Wszystkie towarzyszki nałogowej niedoli wiedzą, często nie proszą, tylko wyjmują sobie same zapalniczkę z cycków Agrafki. Bo same też zapodziewają. A u Agrafki w cyckach, to jak w przysłowiowym banku. A przeszkadzać, gdy Agrafka zajęta paleniem i rozmową żadna nie chce przecież.

- Pani Agrafko - odezwał się stojący w kolejce na korytarzu kolega - czy mogę zapalniczkę?
- Zapalniczkę??? Przecież pan nie pali! - indagowana Agrafka uniosła brwi w grymasie zdziwienia.
- Nnno... w zasadzie, to nie... ale teraz chętnie bym zapalił. - odpowiedział nieco pokrętnie kolega.
- Skoro pan musi, to proszę - Agrafka sięgnęła do szuflady i wyjęła zapasową zapalniczkę.
- Eee tam... mnie się wcale nie chce palić, ale dziś jest dzień łapania za biust, a ja widziałem, że pani w nim chowa zapalniczkę. A Małej to pani pozwala! Myślałem, że ja też będę mógł.

I tak to dowiedziałam się, że w kalendarzu, obok dnia kaszanki, dnia bez papierosa, dnia bez telefonu, dnia rogacza, etc., itd., jest też dzionek łapania za te cycki.

Jedno spojrzenie. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie, obyło się bez zbędnych słów.
Kolega zmył się stąpając już nawet nie tyle na paluszkach, co na paznokciach.

14 lipca jest dzień łapania za tyłek. Nie napisali tylko czy bez względu na płeć tyłka. I nie wiem, co savoir vivre na ten temat?

wtorek, 5 lipca 2016

Zły wpływ


Staruszkowie i ludzie schorowani mają zły wpływ na rozwój dzieci. Tak przynajmniej uznali autorzy projektu PiS zmiany jakiejś ustawy, której nazwy nie pamiętam. Coś o placówkach opiekuńczych w każdym razie.

Dzieci nie powinny widzieć takich ludzi, bo to się odbija negatywnie na ich - no, właśnie, na czym? Nie zauważyłam, żeby na moim dziecku negatywnie odbiła się opieka i w ogóle kontakt z ciężko chorymi dziadkami, ba, śmierć pacjentki oddziału paliatywnego, która nastąpiła w naszej obecności moim zdaniem oswoiła i przygotowała nas oboje, znaczy mnie i moją latorośl,  na odejście naszych bliskich. Pogodziła z nieuchronnością wydarzeń.

Bezczelność najjaśniejszego prezesa sięgnęła zenitu. Wredny i złośliwy uśmieszek nie opuszcza twarzy.Pomysł goni pomysł. Wszystko dzięki świadomości, że się może praktycznie wszystko. W klapie ochmistrzyni nowa broszka połyskiwała radośnie. W moich oczach nic nie połyskuje. Radośnie zwłaszcza. Może czasem jeszcze samotna łza, ale też z rzadka już. Szkoda ich, tych łez, na taki bezmiar głupoty i ignorancji. Szczególnie, że społeczeństwo też nabiera rozpędu, wysuwając kolejne chore żądania, które z iście populistycznych względów zostaną spełnione do ostatniego. To prawie pewne. Prawie, bo wszystkie podlegają kalkulacji tzw. opłacalności perspektywicznej.

Ciekawa jestem, czy ten idiotyczny projekt całkowitego zakazu aborcji też znajdzie poparcie w szeregach? Jeden nawet powiedział, że będą głosować zgodnie z instrukcją prezesa.Tylko prezes w tej kwestii pary z gęby nie puszcza, więc nie wiadomo, jakie wytyczne są?

Popieprzony ten kraj, porąbani ludzie... nie dziwi, że 20% uczniów nie zdało matury. Takie będą narody, jakie ich młodzieży chowanie. Właśnie widać! Jakie są i te narody, i to chowanie.

Widzę też, że politycy, nie tylko PiS, mają zły wpływ na wszystko i wszystkich. W przeciwieństwie do staruszków, którzy szkodzą tylko maluczkim.

Awantura o TK trwa i rozkwita, jak ta macierzanka nad Wisłą. Tyle, że w przeciwieństwie do macierzanki cuchnie. Dzisiaj usłyszałam, że winnym kryzysu konstytucyjnego jest prezes Trybunału. I nikt poza tym. Reszta jeno ubolewa. Reszta znaczy 100% obecnej władzy. I Kukiz.

Sejm szykuje się do maratonu posiadywań nad projektem PiS zmiany ustawy o TK. "Ostał ci się ino sznur" narodzie. Podobnie jak ostał się ino pisowski projekt. Poprawki ewentualne, opozycji, zostaną odrzucone, bo tak wynika z matematyki parlamentarnej. Po co ten cyrk? Może ktoś mi to wyjaśni. Szkoda czasu i pieniędzy.