poniedziałek, 13 czerwca 2016

Gdy znów pęka serce

Mój kochany Konstruktor odchodzi. Nie wiem, jak długo to potrwa, ale sądząc z wieści - nastąpi lada chwila.

Tak bardzo smutno. Jestem przygotowana. Nie muszę widzieć, żeby wiedzieć, jak wygląda ta ostatnia droga. Mama. Przeszła przez to samo. I też myślałam tylko o jednym - żeby to było już, teraz, zaraz, gdy ja jestem blisko. Nie byłam. Był telefon. Nigdy, naprawdę nigdy nie daruje sobie, że zmęczona do granic wytrzymałości poszłam nad ranem do domu. I to się stało akurat wtedy.

Mój  Przyjaciel jest w domu, wśród bliskich. To dobrze. Nie będzie sam, gdy wyłączą światło na zawsze.

Chciałyśmy mu coś dać, co mógłby przytulić, poczuć, że oprócz rodziny ma też przyjaciół. Małpka z podpisami została dostarczona. I sms od kuriera: Ucieszyłby się, ale nie ma już świadomości.

Chciałam powiedzieć, że ma podświadomość. I fakt, że jest znieczulony morfiną, nie oznacza, że nie wie, co się dzieje. Pamiętam, rozpłakałam się przy łóżku Mamy, nie reagującej na nic, niekontaktowej po tej morfinie serwowanej co rusz, żeby nie cierpiała. Nie powstrzymałam łez...usłyszałam ciche: nie płacz. Jednak wiedziała, że jestem. Pani doktor powiedziała mi, że nikt nie wie, co chorzy słyszą, trzeba okazywać miłość, czułość. Być. Bo, nawet nie wiedząc, czują. Na pewno!

Czekam. To trudne oczekiwanie. Ale wiem, że tak musi być... Konstruktorze, nie zwlekaj. Zaśnij już.

Brak komentarzy: