środa, 15 czerwca 2016

Epitafium dla Przyjaciela

Tyle chciałam Ci jeszcze powiedzieć. Na tak wiele tematów porozmawiać, poskakać sobie do oczu w ferworze rozgorączkowanych dyskusji. Już nie będę miała okazji.
Przepraszam. Przepraszam za zołzowatość i moje wrodzone wredziostwo. I przepraszam Cię, Konstruktorze, za to, że tak długo brakowało mi odwagi, żeby ci powiedzieć: Tak, wiem, że umierasz. Udawałam, krążyłam i omijałam temat. Dopiero w ostatnim liście, o którym nawet nie wiem, czy go przeczytałeś...nie dowiem się już... powiedziałam ci, że teraz ważne, żeby nie bolało i trwało krótko.  Pięć dni. Tak długie w cierpieniu, a zaledwie chwila wobec wieczności...
I już. Nie odpisałeś na ostatni list. Wiedziałam, że odpowiedzi nie będzie, zastygłam w oczekiwaniu na niemożliwe.

Przeczucie. Tak, miałam przeczucie. Małpiszon z naszymi podpisami pojechał do Ciebie kilkanaście godzin wcześniej, nim udałeś się w swoją podróż do Krainy Wiecznych Snów. W nocy nie mogłam zasnąć. Ty umierałeś.

Wiesz, kochany Konstruktorze, że byłeś wyjątkowy? Czemu Ci tego nikt z nas nie mówił, gdy był czas? Myślę, że wiedziałeś! Chcę wierzyć, że wiedziałeś doskonale, jak wielu masz przyjaciół. Dokuczliwych, jak natrętne muchy, ale wiernych, jak psy.

Może nawet wiesz, jak wiele osieroconych bratnich dusz zostawiłeś za sobą, tutaj, na Ziemi.
Odpoczywaj. Teraz już możesz.






Brak komentarzy: