piątek, 20 maja 2016

Jędzą być

Spotkało mnie coś niezwykle sympatycznego tak bardzo, że rogal na buzi trzyma się już 5 dni, mimo intensywnych zabiegów polityków.

Od moich najmilszych koleżanek dostałam cud urody miotłę czarownicy, koszulkę z ekstra napisem:
"JESTEM JĘDZĄ I DOBRZE MI Z TYM", a na potwierdzenie komisyjnie podpisany przez wszystkich Certyfikat Jędzy.

Wszyscy w wielkim napięciu czekali, aż otworzę paczuszkę z koszulką, bo miotłę wreczono mi w charakterze tak zwanego "warzywka", czyli kwiatka. Kolega wręczył, jako jedyny lokalnie zasiadający rodzynek.

Gdyby nie to, że miałam na nogach szpilki, podskoczyłabym z radości wysoko :). Ale łzy zakręciły mi się w oczach, a nie były to łzy smutku! Wydusiłam z siebie w końcu, że takiej przyjemności nikt mi dotychczas nie zrobił żadnym prezentem.

Oczywiście, nie omieszkałam pochwalić się tymi prezentami wszystkim pozostałym pracownikom firmy. I, ciekawa sprawa, nikt jakoś nie rwał się zaprzeczać! Że skądże, że absolutnie nieprawda, żem jędzą!

Zatem doszłam do wniosku, że jędzą być mi trzeba, skoro za nią i tak wszyscy mnie uważają. Domalowałam sobie na koszulce autoportret, kota i miotłę odrzutową, co to chwilowo napędu jonowego nie posiada, ale gdy tylko Wielki Konstruktor znajdzie czas i siłę, to uzupełnioną o ten brakujący napęd zostanie w mig.

A ja udam się edukacją czarodziejską uzupełnić, a potem spróbuję eliksirem z łajna nietoperzy co nieco temu i owemu zaszkodzić. Politykowi.

Brak komentarzy: