niedziela, 8 maja 2016

Dzienniczek obywatelski (no number)

7 maja, w Warszawie zgromadziła się cała opozycja parlamentarna i obywatele bez politycznego przydziału ochoty też. I szli, szli, szli, z uśmiechem na ustach, mieszkańcy z okien im machali radośnie, choć ocierając łzy wzruszenia niekiedy.

I co? I znowu mamy manifestację sprężoną, jak gaz w butli. Z 240 tysięcy, według organizatorów i obserwujących z lotu ptaka, do 30, w porywach 40 tysięcy zdaniem, najwyraźniej zastraszonej do granic Policji. Ciekawi mnie, jakiego ciśnienia trzeba, żeby ścisnąć tak bardzo? Biedni protestujący zapewne oddech tracili i padali niczym muchy...

Gdy na stadionie Narodowym kibice, na co dzień zwaśnieni, jednomyślnie wygwizdali Prezydenta, to też jakoś TV narodowa zamilkła, nie zająknęła się nawet. Ja wprawdzie propagandę sukcesu znam doskonale, pamiętam, owszem, ale myślałam, że przeszła do historii. Ale - nie! Jest i ma się dobrze, a pan, panie Rosiewicz śpiewałeś, że "spoczęła w Alei Zasłużonych? Czyli co jest teraz? Propaganda- zombi?

Dla równowagi i odwrócenia uwagi, Jego wysokość udzielał odpowiedzi na wybrane pytania internautów. Znaczy imć prezes czatował! To ci dopiero nius jest! Jego Ekscelencja robił wrażenie lekuchno wystraszonego, jakby obawiał się, że od tego czatu zaczadzieje. Bardzo udany był ten czat. Pytania, na które odpowiedzi łaskawie udzielono, znane były  zawczasu, teksty odpowiedzi znane na wyrywki, a ci, którzy mieli w zanadrzu pytania trudne, albo niewygodne, zamiast wyjaśnień dostali figę, bo gest Kozakiewicza byłby niestosowny na wizji i mógłby zachwiać wizerunkiem Jego Ekscelencji.

Zatem czat był wyraźnie w stylu Putinowskim. Co jest o tyle dziwne, że miłościwie nam panujący dyktator, dyktaturą Putina się podobno brzydzi wyjątkowo.

Brak komentarzy: