poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Seks pierwszoplanowy

Jest taka jednostka chorobowa, którą zwą chorobą Aspergera. Znam chłopca, który się urodził z tą chorobą. Objawy są bardzo charakterystyczne. Obojętność na uczucia, czy krzywdę innych, nie odczuwanie wdzięczności,  sympatii do nikogo. Ale najważniejszą, najwyraźniej widoczną cechą jest monotematyczność zainteresowań. Chorzy, którzy w dzieciństwie zwrócą na coś uwagę, przez całe życie interesują się wyłącznie tym czymś. Nic innego nie znajdzie się w kręgu ich zainteresowań. Ich wiedza na wybrany temat bywa aż przytłaczająca, dla innych. Rozbierają temat do najdrobniejszych szczegółów. I nie potrafią się wyzwolić od nieustannego myślenia o jednym. To taki przymus wewnętrzny.

Dla chłopca, którego znam, takim przymusem jest dotykanie, obserwowanie jednego, konkretnego rodzaju pojazdu. Nastolatek, który każdą, dosłownie każdą, wolną chwilę spędza w pobliżu obiektu swojej namiętności. Każde oddalenie się odbiera jak rozstanie na wieki. Zna wszystkie elementy składowe, lepiej, niż zawodowy  mechanik.

Dotknięci tym schorzeniem tkwią w piekle swoich pragnień. Pozwalamy chłopcu na wiele, ale pod kontrolą fachowców.

Pół biedy, gdy obiektem namiętności są przedmioty martwe, albo jakieś czynności, nie wyrządzające nikomu szkody. Gorzej, gdy jest to ktoś, albo czynność, która wymaga udziału innych osób, nie zawsze spragnionych uczestnictwa. Wtedy zaczynają się schody...

Przyszło mi to do głowy, znaczy to skojarzenie z chorobą Aspergera, w kontekście książki, którą akurat czytam.

Kolejna powieść Johna Irvinga "Aleja tajemnic". Jestem w połowie lektury. Odłożyłam, bo nie chciałam skończyć jej za szybko. Chcę się jeszcze nią nacieszyć.

Przyjemność z lektury mam podwójną, bo Irving przywołuje w niej Grahama Greena, też uwielbianego przeze mnie pisarza.

Cytatem z Greene'a właśnie zmobilizował mnie do rozmyślania nad trafnością niektórych spostrzeżeń:
"W naszym dzieciństwie nadchodzi chwila, gdy otwierają się drzwi, wpuszczając do środka naszą przyszłość". Nie jest to dokładny cytat, chodzi mi o sens. I treść.

Irving zastanawia się, czy to prawda, że tylko raz i tylko jedne drzwi otwierają się na naszą przyszłość w naszym życiu? Czy też mamy wybór, które drzwi otworzyć - te, czy może inne? Albo, czy później, gdy już ta przyszłość się rozgości, nie możemy znowu otworzyć drzwi dla innej przyszłości? Oczywiście myślenie podobne Irving wkłada do głowy swojego bohatera.

Autor lubi snuć wątek powieści wokół spraw kontrowersyjnych. Tym razem drąży temat wiary, kościoła i jego wpływu na los człowieka. Oczywiście, jak to on, bardzo często zahacza o seksualność, nie owijając niczego w bawełnę, ale też i nie podając nam tego seksu na tacy. U tego autora seks nie jest obiektem pierwszoplanowym w tych, malowanych słowem pisanym obrazach, zawsze jest wtopiony w tło. I to mi bardzo się podoba. Gdy ktoś potrafi mówić, albo pisać wyłącznie o seksie, to ja natychmiast podejrzewam chorobę Aspergera.

W książce dziewczynka mówi do swojego brata, że ich opiekun bez przerwy myśli o seksie. Brat odpowiada, że na pewno nie przez cały czas, bo to niemożliwe. Siostra, umiejąca czytać w myślach niektórych  ludzi, upiera się, że owszem, myśli. Bezustannie. Może  to częsta przypadłość? U mężczyzn.











Brak komentarzy: