czwartek, 21 kwietnia 2016

Bogini w skowronkach

Kobieta. Po pracy. Pędzi objuczona torbami ze sklepu, do domu się spieszy. Miała ciężki dzień. Myśli sobie: jakie to szczęście, że wczoraj wysłuchałam nie tej prognozy, co trzeba. Dzięki temu zamiast wystroić się elegancko w te obcasy wysokie, ten płaszczyk słodziutki ecru, tę spódniczkę do kolan, to ona się ubrała niczym harcerz na podchody. Ale za to nogi  jakby mniej bolą, a tempo może sobie narzucić sprinterskie niemalże.

I tak to sobie dumając nad niedostatkiem słuchu i jego pozytywnym, aczkolwiek niezupełnie zamierzonym skutkiem, maszeruje dama-nie dama do dom. Zamyślona, ale wciąż jeszcze na wysokich obrotach, zauważyła kalekiego mieszkańca z jej osiedla. Kobieta uśmiechnęła się i grzecznie powiedziała: dzień dobry Panu!

Pan, jak zwykle, uchylił czapeczki i też z uśmiechem zawołał: Och, jak ja dawno pani nie widziałem! To prawda, dawno się nie spotkaliśmy, a ja o tej porze codziennie tędy idę! - odparła.
Pan najwyraźniej zadumał się chwilkę nad przyczyną mijania się w czasie. Pani popędziła dalej. Po chwili dobiegło ją wołanie: Proszę pani! Wie pani, ja się strasznie cieszę, że panią widzę! Czy pani wie, że wygląda pani jak... bogini? Jak królowa! Nie, nie, nie jak królowa, ale właśnie jak bogini! Nie można wyglądać lepiej, niż bogini, prawda? Królowa to za mało powiedziane.

Nie wiem! - odkrzyknęła "bogini" - ale dziękuję panu!!!
Pan jeszcze dodał coś w tymże kontekście, a bogini posłała mu kolejny uśmiech, uważając, by przy tych piruetach, bo pan pozostał na swoim miejscu postojowym, nie wyrżnąć w coś lub w kogoś. Po czym zniknęła za węgłem.

I taszcząc te swoje zakupy zadumała się nad dziwnymi ścieżkami, którymi podąża myśl mężczyzny. Przy czym doszła do wniosku, nie wiem, czy słusznego, czy też nie, ale jednak do wniosku. Otóż, wydumała po drodze na IV piętro, że wiosna to jednak pora magiczna. Wiosną nawet kobieta, która nie dosyć, że mocno sfatygowana wiekowo, to wyjątkowo nieatrakcyjna wizualnie, z widocznym piętnem zmęczenia i niewyspania, a nawet w stroju trampa, też może zostać boginią dla faceta. Bo wiosną wszystkie reguły biorą w łeb. Wiosną w głowach mężczyzn, zresztą w głowach chyba wszystkich samców, lęgną się skowronki. I samcom wydaje się, że są w niebie, w raju niebieskim. Oto Eden, kraina wiecznej szczęśliwości nagle znalazła się tu i teraz. Tam gdzie on, samiec, znajduje się akuratnie. I słysząc te skowronkowe pienia,  samcowi rodu człowieczego roi się, że to chóry anielskie zstąpiły z niebiesiech. I nawet - za przeproszeniem - stara raszpla jawi im się w charakterze bogini.

Bogini dotarłszy do domu, rozpakowawszy te siaty, pomaszerowała do lustra. Hmmm... bogini? No, już prędzej anioł, ale taki - upadły... Cóż, jej zdaniem na czarownicę, to akurat się nada, ale bogini??? Eh, jednak trochę żal... miło by było być boginią, albo jeszcze lepiej - czarodziejką! Tu się bogini roześmiała, bo przypomniał się jej dowcip zagadka:
Jaka jest różnica między czarownicą, a czarodziejką? - jakieś 30 lat...

A panu musi powiedzieć, że okulista przyjmuje w bloku naprzeciwko i niedrogo bierze.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

I to właśnie Ty Kochana udaj się do tego okulisty!