środa, 27 kwietnia 2016

Kolesie

Zdaniem pewnej pani rzecznik, sędziowie Sądu Najwyższego, to grupa kolesi.

W zasadzie, to chyba komentarz nie jest potrzebny... Zastanawiam się tylko, jak nazwać pewną grupę, wycierającą sobie gęby ludźmi, takimi jak ja, między innymi? Ale nie wiem, czy to nie byłoby zbyt delikatnie... a poza tym jestem dobrze wychowana, więc odpuszczę sobie.

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Aleja Tajemnic


"Miarą dobrej religii jest to, czy można z niej żartować"  
(cytat  Irvinga z Chestertona)

"Wyobraźnia nie jest jak kran. Nie możesz jej zakręcić, gdy kończysz pisanie. Nawet wtedy pracuje na wysokich obrotach" 

"Nie każde fatum przychodzi znienacka."

"Autobiografia jest ostatnim ratunkiem  pisarza, któremu brak wyobraźni." ( ten cytat chyba nie jest dokładny, ale taki był sens, wynikający z treści)


Kolejna książka J. Irvinga, którą mam chęć  przytulić. Bardzo mnie poruszyła, wpędziła w stan, który zwę "wmyślaniem się" .

Jestem ciut zszokowana odkryciem, że J. Irving był zapaśnikiem, zanim napadła na niego ta pisarska wena, czyniąc z niego jednego z najlepszych pisarzy współczesnych. No, coś podobnego... Jakoś nigdy nie wczytywałam się w biografię Irvinga, zresztą chyba tylko trzy biografie przeczytałam w życiu... pierwsza, to autobiografia A. Queena, aktora. Druga - biografia H. Toulouse -Lautreca , malarza, trzecia biografia Michała Anioła, też malarza. Więcej sobie nie przypominam. Odkrycie, że mój ulubiony pisarz mógł być wcześniej sportowcem, jest dla mnie szokiem. Nie lubię sportowców. Nie lubię sportu, rywalizacji w ogóle. Prawda, sama staram się robić wszystko najlepiej, jak umiem, ale nie z pobudek prymitywnych. Nie zależy mi na byciu lepszą od innych, tylko na osiąganiu celu, czyli na "dobrej robocie" .Czyli podchodzę do zadań "po Kotarbińsku", znaczy prakseologicznie.

Ale nie o tym miałam dzisiaj pisać. Eh, ta moja skłonność do okrążania tematu szerokim łukiem...

Wspaniale napisana książka. O przeznaczeniu, do którego zmierzamy od samego początku. Każdy krok na ścieżce życia, jest naznaczony piętnem czasu. Przyszłość dopada nas w teraźniejszości, która natychmiast staje się przeszłością. Czas jest  tajemniczą pętlą, jakby wstęgą Mobiusa.  Wydaje się, że jesteś po wewnętrznej stronie, a okazuje się, że maszerujesz po zewnętrznej. Bywamy w miejscu, gdzieś pomiędzy jawą, a snem. Juan Diego, bohater "Alei Tajemnic", podążając nieświadomie ku swojemu przeznaczeniu, popychany przez fatum, które nie zawsze "przychodzi znienacka", odnajduje się zawieszony na granicy życia i śmierci. Patrzy w lustro, niepewny, czy jest żywym człowiekiem, czy duchem, jak inne, które są tak bardzo, bardzo blisko.

Nie wiem, czy dobrze mi się to skojarzyło... trzy Mojry. Przędą nić życia, kierują losem człowieka. Fatum, w trzech osobach. Trójca.

Pierwsza Mojra - dzieciństwo na wysypisku śmieci. Druga - przybrani rodzice - dwaj geje, transwestyta i zakochany w nim ksiądz. Trzecia - pisarstwo. Jak sam mówi, nie powinno się pisać książek o ludziach, których znamy, tylko o sprawach, które znamy.

Podróż w jedną stronę, to tytuł powieści, którą zamierza napisać. To byłaby książka o sobie samym. Może dlatego jej nie napisze? Anioły śmierci podążają za nim...krok w krok...

O, matko! Nie wiem... naprawdę nie wiem, w głowie mam tylko chaos.







czwartek, 21 kwietnia 2016

Bogini w skowronkach

Kobieta. Po pracy. Pędzi objuczona torbami ze sklepu, do domu się spieszy. Miała ciężki dzień. Myśli sobie: jakie to szczęście, że wczoraj wysłuchałam nie tej prognozy, co trzeba. Dzięki temu zamiast wystroić się elegancko w te obcasy wysokie, ten płaszczyk słodziutki ecru, tę spódniczkę do kolan, to ona się ubrała niczym harcerz na podchody. Ale za to nogi  jakby mniej bolą, a tempo może sobie narzucić sprinterskie niemalże.

I tak to sobie dumając nad niedostatkiem słuchu i jego pozytywnym, aczkolwiek niezupełnie zamierzonym skutkiem, maszeruje dama-nie dama do dom. Zamyślona, ale wciąż jeszcze na wysokich obrotach, zauważyła kalekiego mieszkańca z jej osiedla. Kobieta uśmiechnęła się i grzecznie powiedziała: dzień dobry Panu!

Pan, jak zwykle, uchylił czapeczki i też z uśmiechem zawołał: Och, jak ja dawno pani nie widziałem! To prawda, dawno się nie spotkaliśmy, a ja o tej porze codziennie tędy idę! - odparła.
Pan najwyraźniej zadumał się chwilkę nad przyczyną mijania się w czasie. Pani popędziła dalej. Po chwili dobiegło ją wołanie: Proszę pani! Wie pani, ja się strasznie cieszę, że panią widzę! Czy pani wie, że wygląda pani jak... bogini? Jak królowa! Nie, nie, nie jak królowa, ale właśnie jak bogini! Nie można wyglądać lepiej, niż bogini, prawda? Królowa to za mało powiedziane.

Nie wiem! - odkrzyknęła "bogini" - ale dziękuję panu!!!
Pan jeszcze dodał coś w tymże kontekście, a bogini posłała mu kolejny uśmiech, uważając, by przy tych piruetach, bo pan pozostał na swoim miejscu postojowym, nie wyrżnąć w coś lub w kogoś. Po czym zniknęła za węgłem.

I taszcząc te swoje zakupy zadumała się nad dziwnymi ścieżkami, którymi podąża myśl mężczyzny. Przy czym doszła do wniosku, nie wiem, czy słusznego, czy też nie, ale jednak do wniosku. Otóż, wydumała po drodze na IV piętro, że wiosna to jednak pora magiczna. Wiosną nawet kobieta, która nie dosyć, że mocno sfatygowana wiekowo, to wyjątkowo nieatrakcyjna wizualnie, z widocznym piętnem zmęczenia i niewyspania, a nawet w stroju trampa, też może zostać boginią dla faceta. Bo wiosną wszystkie reguły biorą w łeb. Wiosną w głowach mężczyzn, zresztą w głowach chyba wszystkich samców, lęgną się skowronki. I samcom wydaje się, że są w niebie, w raju niebieskim. Oto Eden, kraina wiecznej szczęśliwości nagle znalazła się tu i teraz. Tam gdzie on, samiec, znajduje się akuratnie. I słysząc te skowronkowe pienia,  samcowi rodu człowieczego roi się, że to chóry anielskie zstąpiły z niebiesiech. I nawet - za przeproszeniem - stara raszpla jawi im się w charakterze bogini.

Bogini dotarłszy do domu, rozpakowawszy te siaty, pomaszerowała do lustra. Hmmm... bogini? No, już prędzej anioł, ale taki - upadły... Cóż, jej zdaniem na czarownicę, to akurat się nada, ale bogini??? Eh, jednak trochę żal... miło by było być boginią, albo jeszcze lepiej - czarodziejką! Tu się bogini roześmiała, bo przypomniał się jej dowcip zagadka:
Jaka jest różnica między czarownicą, a czarodziejką? - jakieś 30 lat...

A panu musi powiedzieć, że okulista przyjmuje w bloku naprzeciwko i niedrogo bierze.

środa, 20 kwietnia 2016

Podatkowy raj według PiS

Podatek od deszczu i śniegu

Warto zerknąć na stronę www.wielkie-oko.pl, przeczytać jeszcze bardziej warto. A potem zastanowić się, skąd się ten pomysł podatku od opadów wziął? Polecam intensywne rozmyślania. Niestety test egzaminacyjny już był. Oblany. Ale może pora pomyśleć o przystąpieniu do poprawkowego?

Ciekawa jestem, co myślą inni na ten temat...

Ja co prawda zdałam, ale oberwałam rykoszetem, mówiąc w przenośni. Bo, ze złości, że połowa rocznika poszła na wagary, zamiast na egzamin dojrzałości, komisja egzaminacyjna dostała białej gorączki i świadectwa dojrzałości nie dostał nikt. Dopóki nie napiszą powtórki ci, którzy test oblali.
Podobno zadanie testowe było zbyt skomplikowane. A brzmiało tak:

W skarbonce Jasia było 200zł. Mama chciała dać Krzysiowi 500zł, żeby się zaczął bawić z trojką dzieci z sąsiedniego podwórka. Krzyś powiedział, że jak dostanie 500, to pomyśli, czy polubi te dzieci, czy nie, albo lubi tylko jedno z nich, bo jeszcze się nie zdecydował. Jak nie dostanie, to lubić nie będzie na pewno. Ponieważ mama miała tylko 300zł, postanowiła po cichu podebrać pieniążki Jasiowi, bo pomyślała, że o to jak je Jasiowi zwrócić to się już będzie tata musiał martwić, nie ona.

Mama dała niegrzecznemu Krzysiowi 500zł, ale wtedy się okazało, że Krzyś pieniążki wydał na wypad z kolegami z zupełnie innej dzielnicy do nocnego klubu ze striptizem. Rano okazało się, że nikt w rodzinie nie będzie jadł śniadania, bo mama nie ma pieniędzy.

Pytanie testowe do zadania: Jak mama powinna rozwiązać problem braku pieniędzy w domowym budżecie?

Zaznacz właściwą odpowiedź:

a) Mama powinna  udać, że ona nic nie wie, niech tata coś wymyśli.

b) Mama powinna powiedzieć, że Jaś jest zazdrosny o Krzysia, zatem za karę nie dostanie śniadania. Krzyś jest niewdzięczny, bo dostał 500zł i przehulał, więc też nie zasłużył na śniadanie. Tata słabo się stara dla rodziny, więc niech się martwi o siebie sam.

c) Mama powinna przeszukać w nocy kieszenie taty i znaleźć zaskórniaka. Choćby 100zł.  Na śniadanie wystarczy. A o obiad niech się martwi tata. O ile wróci.

wtorek, 19 kwietnia 2016

ONR i żonkile

73 rocznica Powstania w warszawskim Getcie. Uroczystości w Muzeum Historii Żydów Polskich.
Żonkile w klapach. Przemówienia. Pamiętamy...Czcimy... Tylko jakoś tak... niechętnie, mimochodem. Marginalnie. To w końcu nie nasi - myśli wielu, a jeszcze  więcej mówi to głośno. Niech się sami czczą.

My mamy swoich. By ich czcić.

Białystok. Marsz ONR-owców. W pierwszej chwili myślałam, że to deja vu. Że to marsz hitlerjugend. A tu ksiądz - nie ksiądz? Jednak ksiądz! Wrzeszczy tak, że sam Hitler by się nie powstydził. Wzywa do udziału, gloryfikuje naród. Zagrzewa. I gdzie to robi? - w kościele, z ambony, mając w zasięgu ręki tabernakulum i Pismo Święte. I .Jezusa, który mówi, że "wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga". Nawet w kościele te słowa brzmią, jak wołanie na puszczy... Nikt nie słyszy, tylko echo powtarza...

Ksiądz Międlar. Nacjonalista. Przywódca ONR.
O. Rydzyk. Nacjonalista. Przywódca duchowy PiS i swojej wiernej trzody.

Dalej nie wymieniam...

Wystarczy. Ja odpadam. Mam dość. Ogłaszam, że wnoszę o odebranie mi obywatelstwa. Nie chcę. Wstydzę się polskości swojej. Jezus wstydził się za swoich braci. Wielu z nas, w tym ci, którzy mieszkają gdzieś, za granicami, też się wstydzi za swoich braci.

Czy mamy się dać ukrzyżować? Tej bandzie krzyżowców? Tylko w imię jakiej idee fix???

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Listonosz puka dwa razy

Ona. I On.
Ona stoi w oknie. On podchodzi i klepie ją w tyłek.
- Zgadnij - kto?
- Listonosz.
- Ha, ha! Poznałaś, że listonosz, bo co? Bo puka dwa razy?
- Nie. Bo klepie dwa razy.


sobota, 16 kwietnia 2016

W obronie pokalanego poczęcia

Podczas manifestacji w obronie życia, czyli popierającej całkowity zakaz aborcji, demonstranci mieli na plecach napis: "Z KAŻDEGO GWAŁTU MOŻE NARODZIĆ SIĘ JEZUS".

Oczy miałam jak spodki. Ze zdziwienia. I niezwłocznie przypomniał mi się napis na cokole figurki Maryi Dziewicy, w parku, przy starym dworku, nie pamiętam już dokładnie, ale gdzieś na Mazowszu ( Jędrzejów to był?):

"NAJŚWIĘTSZA MARYJA, NIEPOKALANIE POCZĘTA"

I naszło mnie dumanie, jak często. Nad krętymi ścieżkami, którymi myśl twórcza czasami podąża. Szczególnie myśl bezmyślna co niektórych mędrców.

Aż dziw bierze, że żaden ksiądz nie zareagował na ten napis naplecny manifestantów. Abstrahując od idei tej demonstracji, bo każdy ma prawo myśleć, co mu się żywnie podoba, to sugestia, że wielbiona przez chrześcijan Matka Boska, nie została zapłodniona przez ducha świętego, ale w całkiem naturalny ( na dodatek wysoce naganny) sposób, powinno wzbudzić niepokój pośredników bożych, bo jakoś kłóci się z nauką kościoła. I grozi zawaleniem jego fundamentów. A o tym zdaje się kler nie marzy?

Wierząca wprawdzie raczej nie jestem, o ile mi wiadomo, ale byłam w swoim czasie zmuszana do uczestnictwa. I pamiętam, że liczba "3" jest w kościele liczbą magiczną, oznacza Trójcę Świętą". Bóg jest wprawdzie jeden, ale w trzech osobach: Ojciec, Syn ( Jezus) i Duch. Sugerowanie, że na świat może przyjść kolejny, na dodatek poczęty w grzechu, kłóci się z dogmatami wiary. Moim zdaniem, ale ostatecznie, jako ateistka, głosu zapewne zabierać nie powinnam. Może niedokładnie czytałam Biblię. A czytałam, kilka razy. Od dechy, do dechy. I w oxfordzkim, a nie poznańskim przekładzie na dodatek. O gwałcie nic nie było. Tak po prawdzie, to wielu rzeczy tam nie ma, głoszonych z zapałem z ambony. Ale mniejsza o to.

Napis pod figurką też taki więcej zabawny jest, bo dla odmiany rozszerza krąg niepokalanie poczętych.

Gdyby to była bajka, powinna mieć morał. Ja go sobie mimo wszystko dopiszę:
Drogie dziateczki, myśleć należy i przed, i po. A z pewnością nie dopiero po. A jeszcze gorzej, gdy wcale.






środa, 13 kwietnia 2016

Mamy was w d...

Nieszanowni wielce panie i panowie z PiS,
oświadczyliście  właśnie wszem i wobec, że macie nas wszystkich głęboko. Miło mi. Też was lubię.
Z okazji tego święta miłości ogólnodostępnej, nie powiem wam, czego życzę wam, kochani moi reprezentanci narodu.

Bo jestem trochę lepiej wychowana.

Ale powiem wam jedno: przyjdzie, mam nadzieję, taki słoneczny dla mnie, a pochmurny dla was dzień, w którym otrzymacie od swojego umiłowanego narodu prezent niespodziankę.
I życzę wam, żebyście mieli z tego prezentu co najmniej tyle przyjemności, ile my, gorszy sort, mamy z waszych rządów. I jeszcze życzę wam, żeby podręczniki historii potraktowały was z należytym uhonorowaniem.

Słucham tego, co macie do powiedzenia uważnie. Wsłuchuję się w każde, wasze słowo. I myślę.

Rezolucja UE, jest inspirowana przez zdrajców i wrogów, czyli PO. Zawiera kłamstwa i oszczerstwa, a 150 najtęższych mózgów prawniczych w Europie nie raczyło wczytać się w polskie przepisy i nie wie, co mówi. Komisja Wenecka, do której zwróciliście się osobiście o opinię, to też gromada półgłówków.

Likwidujecie Akademię Obrony Narodowej, powołując do życia Akademię Sztuki Wojennej... Rekrutacja będzie przez otwarte na oścież drzwi. zamierzacie rozdawać broń ostrą adeptom tej nowej ASW, najpewniej będą to najwięksi patrioci, których od lat wynosiliście na piedestały - kibole. Zapisaliście w projekcie, że będą bardzo przydatną formacją, służącą do pacyfikacji demonstracji antyrządowych. Pięknie! Zachwycona jestem.

Wyrok Trybunału nazywacie opinią, której publikacji nie przewidujecie, bo waszym zdaniem nie ma takiej potrzeby.

Wyzywacie nas, wynajdując coraz to ciekawsze epitety. Gorszy sort, to najłagodniejsze z określeń.

Chcecie ubezwłasnowolnić kobiety. Odbierając im resztkę godności i wolności. Jeszcze nie wiecie, że igracie z ogniem...

Zamykacie usta Pierwszej Damie. Ona jest Pierwszą Ubezwłasnowolnioną.

Odbieracie szansę dzieciom na równy start, spychając je w głębiny analfabetyzmu życiowego.
Pozwalacie rządzić sobą. Klerowi. Kłaniacie się w pas, aż ta polityka wyznaniowa ocieka wazeliną.

Usuwacie z życia publicznego całą inteligencję Polski. Niewygodną, bo mówiącą jednym głosem: VETO.

Już to przeżyłam. Tak robili komuniści, dokładnie tak. Im się czas prosperity skończył. Przygotujcie się, bo dla was też wkrótce nadejdzie the end. Nie wchodzi się dwa razy do takiej samej rzeki. I wam to się też nie uda. Bo nie może.

I chociaż społeczeństwo sprzedało kraj za 30 srebrników, to przyjdzie po więcej, jak szantażysta.
A gdy nie dostanie - to... chyba nie trzeba nic więcej dodawać, prawda?







poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Dzienniczek nieobywatelski (1)

Przy śniadanku w pracy, zalogowałam się na Facebooku i zobaczyłam, że w grupie, do której należę, ktoś opublikował prowokacyjne zdjęcie Prezydenta  z obchodów smoleńskiej rocznicy, wczoraj to było.
I patrze ja sobie na tę fotkę, bez emocji, fotka, jak fotka... Marta Kaczyńska ściska Prezydenta. Myślę, o co chodzi? Czytam dopisek autora tej wrzuty, a tam pytanie: I co o tym myślicie?

A co mam myśleć? - myślę. Komentarze wysypały się, niczym grzyby po deszczu.

Insynuacje, imputacje, sugestie. Że co? Że Marta K. i Prezydent obściskują się na oczach, że niemoralni, że są kochankami, itp. często w niewybrednych słowach.

Oczom nie wierzyłam. Co jest grane? Dowodem na romans miał być brak Pierwszej Damy podczas tych obchodów.

Spróbowałam przywołać do porządku komentatorów złośliwych, ale posypały się na mnie gromy. Że naiwna, że obraza moralności. Tu zaczęłam mieć wątpliwości co do kompletności konstrukcji mózgowej piszących te komentarze. Głównie pań. Niemal 100% napastliwych to były kobiety. Wstyd mi.

Od razu przypomniało mi się zdjęcie, na którym ja osobiście obściskuję się z mężem koleżanki, na tych oczach, a męża mojego osobistego na imprezie wigilijnej w firmie brak.

Ujęcie fotograf zrobił takie, że wyglądamy, jakbyśmy się całowali czule.

Oczywiście, koleżanka była obecna i też się ze mną obściskała. Równie czule. A obściskom wigilijnym w naszej firmie z zasady nie ma końca, bo całkiem liczne grono jest. Płci obojga, chociaż pięknej, to tyle co kot napłakał akurat.

Napisałam więc na Fejsie, że ja niczego kompromitującego się nie mogę dopatrzeć. Wyszło, że jestem ślepa, albo jakoś podobnie. I w pyskówce pojawiło się wyraźnie czytelne tupanie nogami i walenie pięścią w stół.

Nie pomogło nawet napomknięcie, że stosunki pomiędzy rodziną Kaczyńskich i Dudów znane mi bliżej nie są, więc nie zamierzam dopisywać teorii do tego obrazka. Obrazek mi się nie podoba, ale z tej przyczyny, że od Prezydenta oczekuję, że kimkolwiek jest, będzie prezydentem wszystkich moich rodaków, a nie tylko lepszego sortu. I to zdjęcie pokazuje wyraźnie, że Prezydent nie zamierza wcale być też moim, Polki wyraźnie gorszego sortu. A, czy on patrzy z miłością na Martę, czy szepcze jej czułe słówka, to akurat nie interesuje mnie za grosz! Zastanawiający jest ten brak Pierwszej Damy, to akurat prawda. Bo chodzi mi po głowie, że nie dosyć, że Szanowny Ojciec I-ej Damy skrytykował działania PiS otwarcie. A tysiące dam, choć nie pierwszych, pyta czemu milczy, gdy one protestują przeciwko próbie odebrania im podstawowych praw?  To pytanie niezwykle interesujące. Tak, bardzo, bardzo interesujące...

I doszłam do wniosku, że zbiory gorszego i lepszego sortu nie są rozłączne. Łączy je podzbiór kubusiów puchatków, czyli ludzików o bardzo małym rozumku. I jakoś tak poczułam, że przestałam się czuć dobrze w tym towarzystwie. Rozglądam się za miejscem dla siebie, ale robi się taka ciemnota ( sorki - ciasnota), że zaczyna brakować miejsca dla ludzi widzących rzeczy takimi, jakie są.

Seks pierwszoplanowy

Jest taka jednostka chorobowa, którą zwą chorobą Aspergera. Znam chłopca, który się urodził z tą chorobą. Objawy są bardzo charakterystyczne. Obojętność na uczucia, czy krzywdę innych, nie odczuwanie wdzięczności,  sympatii do nikogo. Ale najważniejszą, najwyraźniej widoczną cechą jest monotematyczność zainteresowań. Chorzy, którzy w dzieciństwie zwrócą na coś uwagę, przez całe życie interesują się wyłącznie tym czymś. Nic innego nie znajdzie się w kręgu ich zainteresowań. Ich wiedza na wybrany temat bywa aż przytłaczająca, dla innych. Rozbierają temat do najdrobniejszych szczegółów. I nie potrafią się wyzwolić od nieustannego myślenia o jednym. To taki przymus wewnętrzny.

Dla chłopca, którego znam, takim przymusem jest dotykanie, obserwowanie jednego, konkretnego rodzaju pojazdu. Nastolatek, który każdą, dosłownie każdą, wolną chwilę spędza w pobliżu obiektu swojej namiętności. Każde oddalenie się odbiera jak rozstanie na wieki. Zna wszystkie elementy składowe, lepiej, niż zawodowy  mechanik.

Dotknięci tym schorzeniem tkwią w piekle swoich pragnień. Pozwalamy chłopcu na wiele, ale pod kontrolą fachowców.

Pół biedy, gdy obiektem namiętności są przedmioty martwe, albo jakieś czynności, nie wyrządzające nikomu szkody. Gorzej, gdy jest to ktoś, albo czynność, która wymaga udziału innych osób, nie zawsze spragnionych uczestnictwa. Wtedy zaczynają się schody...

Przyszło mi to do głowy, znaczy to skojarzenie z chorobą Aspergera, w kontekście książki, którą akurat czytam.

Kolejna powieść Johna Irvinga "Aleja tajemnic". Jestem w połowie lektury. Odłożyłam, bo nie chciałam skończyć jej za szybko. Chcę się jeszcze nią nacieszyć.

Przyjemność z lektury mam podwójną, bo Irving przywołuje w niej Grahama Greena, też uwielbianego przeze mnie pisarza.

Cytatem z Greene'a właśnie zmobilizował mnie do rozmyślania nad trafnością niektórych spostrzeżeń:
"W naszym dzieciństwie nadchodzi chwila, gdy otwierają się drzwi, wpuszczając do środka naszą przyszłość". Nie jest to dokładny cytat, chodzi mi o sens. I treść.

Irving zastanawia się, czy to prawda, że tylko raz i tylko jedne drzwi otwierają się na naszą przyszłość w naszym życiu? Czy też mamy wybór, które drzwi otworzyć - te, czy może inne? Albo, czy później, gdy już ta przyszłość się rozgości, nie możemy znowu otworzyć drzwi dla innej przyszłości? Oczywiście myślenie podobne Irving wkłada do głowy swojego bohatera.

Autor lubi snuć wątek powieści wokół spraw kontrowersyjnych. Tym razem drąży temat wiary, kościoła i jego wpływu na los człowieka. Oczywiście, jak to on, bardzo często zahacza o seksualność, nie owijając niczego w bawełnę, ale też i nie podając nam tego seksu na tacy. U tego autora seks nie jest obiektem pierwszoplanowym w tych, malowanych słowem pisanym obrazach, zawsze jest wtopiony w tło. I to mi bardzo się podoba. Gdy ktoś potrafi mówić, albo pisać wyłącznie o seksie, to ja natychmiast podejrzewam chorobę Aspergera.

W książce dziewczynka mówi do swojego brata, że ich opiekun bez przerwy myśli o seksie. Brat odpowiada, że na pewno nie przez cały czas, bo to niemożliwe. Siostra, umiejąca czytać w myślach niektórych  ludzi, upiera się, że owszem, myśli. Bezustannie. Może  to częsta przypadłość? U mężczyzn.











niedziela, 10 kwietnia 2016

Dziewuchy

Dziewuchy wyszły na ulice miast, nie tylko w Polsce. Protestują przeciwko zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej, która i tak ostra jest tak, że niewiele kobiet może zeń skorzystać.

Co jakiś czas wybuchają afery związane z aborcją. Ale to raczej w związku z klauzulą sumienia, niż samą ustawą, w formie obecnie obowiązującej. Lekarze, którzy przez dziesiątki lat zarabiali na aborcjach krocie, nagle przypomnieli sobie, że mają sumienie. I odmawiają nawet w przypadkach ewidentnie uzasadnionych, przeciągając sprawę tak, żeby do zabiegu nie doszło. I to sumienie ukierunkowane na ochronę płodu, nie drga nawet w odniesieniu do ciężarnych, nieszczęśliwych kobiet. Kobieta, to piękna i słaba płeć. O którą troszczą się faceci i o której względy zabiegają. Kobieta, to muza poetów, dla której błaga się o wenę Erato i wznosi peany. To także najczęściej stosowany chwyt reklamowy, w ofercie skierowanej do panów. Błyszczące auto, dwuślad, albo nawet piła łańcuchowa zachwycają dopiero wówczas, gdy wypina przy niej kształtne pośladki biuściasta dziewoja. W piętnastocentymetrowych szpilkach. Z tą piłą w dłoniach, oczywiście. I faceci hurmem do salonów pędzą kupować.

Tylko w salonie cycatej dziewczyny nie ma, w przeciwieństwie do towaru, na dodatek z jeszcze dłuższą, niż te szpilki ceną. Ale w wyobraźni na siedzeniu obok jawi się facetowi tamto dziewczę hoże, zamiast żony, która urok nowości straciła w tak zwanym międzyczasie.

I, gdy już nabytek stanie w garażu, nachodzą faceta myśli grzeszne, błądzące gdzieś wokół tamtej pinupgirlaski. I niejeden znajdzie sobie, przygrucha i użyje. Znaczy podobnej dziewuchy użyje. Ale wróci do dom, skruszony, z wyrzutami na sumieniu pobożnym. Przypomni sobie swój grzech cudzołóstwa i niezwłocznie chce odbywać pokutę. I ten grzech, aczkolwiek przyjemny w użyciu niewątpliwie, pozostawia ślad w postaci tych wyprysków tu i ówdzie, przy czym na tym sumieniu też.

Kobieta. Z nią jeszcze gorzej bywa. A już najgorzej z taką, której w życiu nie układa się po jej myśli i chęci. Kobieta, która do łóżka idzie z facetem, który budzi w niej jedynie myśli na temat: malować? Nie malować?
Kobiety tego typu mają w duszy bezmiar zawiści. I gniewu na cały świat. Skoro mnie jest źle, czemu ma być lepiej innym? Takie kobiety, to dewotki bez względu na wiek. One wszystko wiedzą najlepiej. Hamują postęp, trzymając w zębach tradycję i wiarę. Nie na darmo niepokalana matka została wyniesiona ołtarz jako wzór do naśladowania i obiekt wiary może większej, niż ten, który ją stworzył. Ten ołtarz ma przyciągać kobiety i wmawiać im, że są najważniejsze, pod warunkiem, że posłuszne. I te niedopieszczone damy czczą, zachłystują się świętem najmilszym w roku, bo odzwierciedlającym ich los. Los kobiety-inkubatora. I jest im lepiej, lżej. Udają, że je to cieszy, bo nie mają innego wyjścia.

Płodność i macierzyństwo to w wielu kulturach najważniejsze atrybuty kobiety. Bardzo wygodne dla facetów, a chętnie adaptowane myślowo przez ograniczone przedstawicielki płci pięknej. Starożytni Grecy nie uważali, że ciało kobiece jest piękniejsze, niż męskie. Zachwyt budziło to drugie. Niewiele nagich kobiet uwieczniono w posągach.

Facetowi wybacza się wszystko. Kobiecie nic, albo prawie nic.

W demonstracjach uczestniczyło mnóstwo kobiet, tych myślących i spełnionych. Przyszli też mężczyźni, ale ich było niewielu. I te demonstracje odzwierciedlają fakt, że potrzeby i los kobiet, w gruncie rzeczy większości panów nie obchodzi. Uważają, że to nie jest ich sprawa, ani problem, mam tu na myśli to prawo do aborcji. Oni przecież w ciążę nie zachodzą. Póki co.

Wypowiedzi tych nielicznych uczestników wczorajszych marszów "Dziewuch", niosą jednak iskierkę nadziei, że coś się zmienia. Jeden młody mężczyzna powiedział otwarcie, że to nie jest wyłącznie problem kobiet, ale także mężczyzn, bez których tych ciąż by nie było. Są współodpowiedzialni i nie mogą udawać, że ich ten temat nie dotyczy.

Dziękuję wam, panowie, że choć nielicznie, ale próbujecie być dla nas równorzędnymi partnerami.

Tym, którzy tak troszczą się o poczęte życie nie dziękuję, ale radzę zatroszczyć się o to, które ujrzało światło dzienne, bo gdy to już nastąpi, to wasza, cała troskliwość przepada bez wieści.





sobota, 9 kwietnia 2016

38%

Według sondażu CBOS, partię rządzącą popiera 38% ankietowanych. I poparcie przejawia tendencję rosnącą.

Jest taki dowcip "piekielny", o wycieczce do Piekła.
Ktoś pyta Lucyfera, dlaczego przy jednym kotle nie ma żadnego strażnika-diabła?
Nie trzeba. - odpowiada Lucyfer - W tym kotle siedzą Polacy. Gdy któryś spróbuje uciec, to pozostali go wciągają z powrotem.

I to jest moje dzisiejsze skojarzenie, a propos tego poparcia. Co się tak moim rodakom podoba w PiS? Podoba im się dokopywanie innym, cieszy ich niszczenie tego, co ktoś zbudował w pocie czoła, ale się dopracował majątku. Bo Polakami kieruje głównie zawiść. Ja znam te 38%. To są ci, którzy do pracy stosunek mają seksualny. Ale oczekiwania wygórowane. I cieszy ich każdy upadek tych, którzy dopracowali się sukcesu. Ten sukces jest jak kolec w oku 38% obywateli, którzy też chcieliby, tyle, że bez wysiłku, z urzędu dostać. Jak 500+. Chcieliby, żeby się im należało.

I ten sondaż przeprowadzono już po śmierci tych koni w Janowie. I po dowodzie na ignorancję i głupotę pewnego ministra. Sam się otwarcie przyznał przed kamerą, to nie pomówienie! I po przedsięwzięciach innego ministra, który wprawia się w pisaniu listów ostrzegawczych. Może zamierza książkę napisać, pt. "Jak udowodnić światu, że się jest "0"?

Prezes chce rozmawiać z opozycją, jak odkręcić teraz to, co sam zaplątał w ten gordyjski węzeł.
Inny minister już przemyśliwa, jakby tu podnieść opłatę paliwową? A wszyscy klęczą przed klerem, nie tylko zresztą w kwestii aborcji. Jeden mądry się wypowiada, że księżom trzeba wybaczyć pedofilię, bo przecież bez kościoła nie byłoby wolnej Polski. Więc poświęćmy dzieci. Ciekawe, czy swoje też by tak chętnie poświęcił? Abraham od siedmiu boleści!

I 38% jest ślepa i głucha. Liczy. Wirtualne pieniądze. I popiera. I nie myśli, że Janów Podlaski, to dopiero wierzchołek góry. Nim się skończy obecna kadencja, po górze nie zostanie nawet ślad. I po Polsce też. Ale oni mają to gdzieś.

piątek, 8 kwietnia 2016

Wiosenne migdalenie

W firmie mojej wiosna na całego. Seks uprawia się powszechnie, a na dodatek wcale nie pokątnie! Bo na oczach wszystkich. Jak się drozdy do tego migdalenia przyłożyły, to na świerku pojawiła się nieruchomość. A wznoszona była zaledwie w 3 dni!




Budowa gniazda budziła zrozumiałe zainteresowanie innych skrzydlatych ichmości. Sójki, sroki, cukrówki, a nawet mniejsi bracia i siostry naszych kwiczołów, kręcili się i przekrzywiali łebki z podziwem dla tempa robót budowlanych. Ja też. A budowniczy zdaje się, że to samiec był, bo dziób pomarańczowy miał, tak była zaabsorbowany zbieraniem materiału, że ignorował mnie całkowicie. Nie przeszkadzały mu ani ja tuż obok, ani nawet głośne rozmowy licznie przemieszczających się pracowników i klientów.  Wybierał z trawy patyczki tuż przy moich stopach, nie zwracając na mnie najmniejszej uwagi. Spieszył się. Przyszło mi na myśl, że pewnie jaja już lada chwila będą składane! Ale... po tych trzech dniach intensywnych prac, młoda para dopiero przystąpiła do produkcji dzieci. Nie fatygowali się lecieć gdzieś w ustronne miejsce, z dala od wścibskich oczu, tylko z zapałem seksowali się na sąsiednim drzewie. A możliwości samiec zdaje się ma, bo powtarzali zabawę co kilka minut. No, ja to nawet rozumiem! Cokolwiek się robi, należy to robić starannie. A produkcja dzieciątek to nie zupa, nie można doprawić później. Zrobione niestarannie nie będą dumą rodziców.

Nasze młode drozdy kwiczołki z pewnością będą wykończone bardzo dokładnie :)

środa, 6 kwietnia 2016

Szał ciał

Na blogu Grzesznika awantura. Autor się wkurzył i nie bez powodu. Rozumiem go, bo zachowanie czytelniczek jest po prostu obrzydliwe. Nie wiem, których, ale jest! Nie lubię tematyki tego bloga, ale intryguje mnie połączenie talentów. Różnorakich, na dodatek zdających się wzajemnie wykluczać.

Sama postać autora też jest ciekawa. Ale nie na tyle, żeby mi do głowy przyszło śledztwo w sieci, czy gdziekolwiek prowadzić! Zresztą, niech tam sobie nawet śledzą, to by było pół biedy! Ale ujawnianie czegokolwiek, gdy ktoś wyraźnie sobie tego nie życzy, to jest ohydna praktyka.

Chcesz wiedzieć, dowiedz się, ale buzia w kubeł. To jego życie, jego blog i jego sprawy.

Niektórym ludziom potrzebna jest chyba kuracja psychiatryczna...

A tu jeszcze Autor pisze, że mu obraźliwe listy ślą? No, to już jest nękanie!

Sieć, oplatająca cały, ziemski glob jest, jak widać, niebezpiecznym miejscem. Wprawdzie na razie nic mnie tutaj złego nie dotknęło, bo mój pamiętnik kontrowersyjny jest jedynie politycznie, ale zastanawiam się, czy nie należy zamknąć i pisać sobie w pececie? Ostatecznie polityka któregoś dnia też może wkroczyć w moje życie bardziej, niż bym tego pragnęła... ustawa o inwigilacji jest? Jest! Skąd mam wiedzieć, czy mnie też nikt nie śledzi w sieci, bo mu się nie podoba?

A mnie się nie podoba! KE fragmentarycznie, ale jednak zawitała do naszego kraju. Stwierdziła, że dzieje się źle, że wyrok nie uznawany przez obecną władzę należy bezwzględnie opublikować i się do niego stosować. A minister Ziobro kieruje sprawę TK do Prokuratury. I rząd ani myśli wziąć pod uwagę opinię kogokolwiek, jeżeli niezgodna z opinią ich partii.

I bunt we mnie rośnie, pęcznieje i rośnie jak zaczyn drożdżowy. Jest go już więcej, niż mnie samej.

I nie wiem, czy gdy znowu usłyszę, że jestem komunistycznym pomiotłem, albo obywatelką gorszego sortu, czy innym podobnie sympatycznym okazem, to nie grozi mi zakalec?

Nie, nie zakała, tylko zakalec. O, tak, zakalec.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Potęga kobiecości

Potęga kobiecości. Oczami mężczyzny.
Mężczyzny, który stwierdził, że upiór Luwru mniej by go wystraszył :) :) niż maska na tej twarzy, z dodatkiem uroczej siateczki na włosach. Nawiasem mówiąc, siateczka nie zapobiegła udekorowaniu fryzury, uszu i innych przyległości twarzowych.
Mężczyzna uwiecznił na okoliczność tak zwaną. Szczególnie spodobał mu się uśmiech damy, który zastygł był wraz z algami na jej twarzy i trwał tak pi razy oko 20 minut, co wprawiło fotografa w radosny i ogólnie krotochwilny nastrój. Celem udobruchania wkurzonej damy, poddał się zabiegowi paćkania gębusi papką  z morskich alg. Też mu zastygło, tyle, że nie uśmiech, a jakiś podejrzanie okrutny grymas, zapowiadający nadciągającą burzę. Chmury ołowiane udało się rozproszyć wkrótce po usunięciu gumowo-gipsowej skorupy z zarostu. I w salonie odnowy biologicznej znowu zaświeciło słońce.

Facet, to istota o niezgłębionej dobroci...

niedziela, 3 kwietnia 2016

Macewy, aborcja i tolerancja po polsku


Po kilkudziesięciu latach przyzwolenia na niszczenie Cmentarza Żydowskiego, przed 5 laty zebrano ostatnie, nieliczne macewy i umieszczono je na betonowym murze. Szkoda tylko, że przez te wszystkie lata pozwalano, by miejscowa ludność wykładała sobie nimi chodniki przydomowe. W tym mieście przed wojną żyło więcej Żydów, niż rodowitych Polaków. Co powiedzieliby katolicy, gdyby to były groby ich przodków? Tuż obok był też, równie dewastowany cmentarz ewangelicki.

Eh, życie...

W mediach dyskusja o aborcji. O projekcie całkowitego zakazu tejże, z penitencjarnym zagrożeniem w razie, gdyby jednak któraś kobieta się tej aborcji poddała. Wypowiadają się księża, politycy. A ja pytam, kto im dał prawo zabierania głosu w sprawie, która ich nie dotyczy? Bo, jakby na to nie patrzeć, czy sprawcą ciąży jest mąż, kochanek, czy gwałciciel, to w ciąży jest jednak ona, kobieta. Nigdy on. On, to może nawet porzucić kobietę z dzieckiem, nawet niekoniecznie ciężko chorym, wymagającym nieustannej opieki. To spotka się ze zrozumieniem społecznym, bo wszak to tylko mężczyzna, słaby psychicznie, może nie zdzierżyć, nie udźwignąć ciężaru takiej odpowiedzialności i takiego wysiłku na cale życie. Ale kobieta? Ona musi, jej nikt nie wybaczy, gdy powie: nie dam rady, to ponad moje siły.

Tak jest. Po prostu.

I kobieta, która teoretycznie ma takie same prawa i obowiązki obywatelskie, jak mężczyzna, w tym miejscu jest traktowana jak inkubator, wylęgarnia. Jak "podręczna" z powieści Margaret Atwood.

Bez prawa głosu, bez prawa wolnego wyboru. Jak tak dalej pójdzie, to chronić będziemy spermę i jajowe komórki. Ja się obawiam, że krew miesięczna zbierana będzie i chowana z nabożeństwem, bo zawiera obumarłe jajeczko. Tylko, który facet się przyzna do onanizmu? I, mówiąc w przenośni, wylewania dziecka z kąpielą?
Dla kleru gwałt na dzieciach, powszechny w ich szeregach grzechem ciężkim nie jest, teraz rozumiem, dlaczego! Dla nich gwałt, jako taki, nie jest grzechem! Dwulicowość tych pseudopośredników, myślę, że najbardziej uwiera Tego,w którego  imieniu tak jakoś mało miłosiernie traktują wszystkich swoje siostry. O braci się nie martwię, im wybacza się każdy grzech. Bo to mężczyźni. Kobiecie nie wybacza się nic.




sobota, 2 kwietnia 2016

W dołku

Przeprosiłam wczoraj książkę "Chcę być kochana tak, jak chcę", o rozmowie pani psycholog z dziennikarką w potrzebie. Taki pobyt psychologiczno- refleksyjny, gdzieś, w zaprzyjaźnionym domku, weekendowo.

Pani Kasia, psycholożka, w chwili załamania każe zrobić coś, co w całości będzie zależne od nas samych, od naszego zaangażowania i inwencji twórczej. Przy czym powinno to być coś prozaicznego. Pani Kasia gotuje zupę. Zamiast ześlizgiwać się, pogrążać w rozpaczy, chowając w skorupie, gotuje zupę i mówi sobie: to moja zupa. Ja jestem jej autorką, od początku do końca. Nie pomagał mi nikt, nie potrzebowałam żadnej pomocy, gdy ją "tworzyłam".

Jako że jestem akurat na tej ślizgawce psychicznej i staczam się, mimo, że próbuję zaprzeć się nogami, na śliskich zakrętach, czuję, że dno mojej muszelki jest coraz bliżej. Przemogłam się, przynajmniej spróbowałam.

Skutkiem tego mocowania się ze sobą i zapierania mam już świeżo umyte okna, a o bladym świcie łazienka zalśniła nienaganną czystością. Czyli jestem autorką czystych okien. I łazienki. No i zupy. Ogórkowej.

Pani Kasiu, na razie moja psyche nie reaguje, jakoś nie na wiele się to autorstwo przydało...

Być może jednak sam fakt, że jestem w stanie pisać, zamiast zwinąć się w ten kłębek i wczuwać w swoją totalną degrengoladę umysłową, świadczy o tym, że to jednak działa?

Tylko czemu wciąż mam wilgotne oczy?

Kupiłam sobie kolejną pocieszkę w postaci pięknych pantofli z kokardkami. Cudo. Pocieszanie się trafiło mnie na 100PLN.  Ale co tam! A nuż pomoże?

Zresztą, nabyłam jeszcze jedną, książkę J. Irvinga "Aleja tajemnic". 42 PLN.

Tylko na razie z czytaniem jest trochę tak, jak wtedy, gdy pisałam ten wiersz:

Mgła
we mgle zatopione myśli i marzenia
snują się gdzieś senne,
markotne, leniwe.
Daremnie szukają miejsca dla wytchnienia
w którym będą żywe,
radosne, szczęśliwe.
Mgła, jak gumka myszka zaciera granice
między snem i jawą
ziemią oraz niebem...
Daremnie przerzucam dziś książki stronice.
czytając nie czytam.
Czy ciekawa? Nie wiem.


piątek, 1 kwietnia 2016

Kobietą być

Nie jest łatwo. Starasz się. Troszczysz. Uśmiechasz, chociaż chce ci się wyć. Głaszczesz, choć dłoń ci się w pięść zaciska. Przemawiasz czule, mimo, że słowa więzną ci w gardle. I co dostajesz w zamian?
No, powiedz! Przyznaj, kobieto!

Kopa. Oczywiście w przenośni, ale jednak.
Mężczyźni uważają, że kapłanka domowego ogniska musi być idealna - wierna, czuła, a dobrze, żeby jeszcze przy tym - głupia. Dostanie klapsa w pupę - ma być wniebowzięta, a tylko udawać przestrach. Przecież my uwielbiamy być klepane po tyłku, prawda? To jest dowód zainteresowania nami, jako samicami, w każdym razie tak myślą panowie. Ile z nas skacze wtedy z tej radości naprawdę? Bardzo chciałabym to wiedzieć... I, czując tę męską dłoń na swoim tyłku czujesz się, jak klacz, a nie jak kobieta. Jakby nie było innych metod okazywania uczuć, tylko ta! o, nie przepraszam, są też i inne, także stosowane z zapałem przez naszych facetów - macanie cycków na przykład. I to akurat wtedy, gdy ty masz ręce po łokcie w cieście, albo wykonujesz precyzyjne, chirurgiczne cięcie kotletów. To przecież najodpowiedniejszy moment, lepszych nie ma! Ja to nawet rozumiem, bo żadna z nas nie odepchnie, nie odtrąci, bo jej wyobraźnia pracuje i widzi perspektywę prania, ledwie co wyprasowanej koszulki męskiej. I zaciskamy szczęki, gryziemy się w język, a nadto uśmiechamy do naszego bożyszcza. Niech się raduje, niech myśli, że nam przyjemność robi. Robi, ale tylko we własnym mniemaniu! Ale nigdy w życiu nie uwierzy, gdy mu powiesz, że cię to złości. Z wyrazem niedowierzania na twarzy zapyta: Jak to???

A tobie przypomni się dowcip o tym, jak to facet dobiera się do żony, gdy ta grzebie w lodówce i wyciąga z niej kurczaka. Ona wali go tym kurczakiem po głowie, a on zdziwiony wielce pyta: Jak to? To już nie lubisz szybkich numerków przy lodówce??? Na co ona: Owszem, lubię, ale dlaczego w Tesco?

I też byś chętnie go tym kotletem z kością, albo drożdżowym, co jeszcze nie wyrosło po tym zakutym łbie zdzieliła. Nie robisz tego. Znowu się uśmiechasz, dodając w bonusie: Kochanie, nie teraz, widzisz, że jestem zajęta?

Zdarza się, że brak stosownej reakcji wywołuje focha u mężczyzny, który niezwłocznie zyskuje poczucie niedowartościowania. Jeżeli próbujesz się bronić przed tymi czułościami, to efekt jest odwrotny od zamierzonego, bo facet obronę odczytuje następująco: Nie chcę, znaczy chcę, ale muszę udawać, żebyś mógł kochany poczuć się, jak Wilhelm Zdobywca.

Wieczorem boli cię głowa. Boli całkiem serio serio. Jesteś zmęczona, w pracy był armagedon, w domu zdążyłaś z 10 tysięcy km wychodzić chyba, ostatek sił poszedł był na tusz. Wleczesz obolałe nożęta do tego raju, do miejsca, w którym przyjmiesz wreszcie (z ulgą niewysłowioną) pozycję horyzontalną, czyli do łóżka. Marzysz o ramionach, ale Morfeusza, a tu szanowny samiec twój, po kilkugodzinnym nicnierobieniu, zamierza namówić cię na zestaw ćwiczeń na drążku.

Co wtedy robisz, moja droga? No, właśnie, właśnie - co?

Są tacy, którzy twierdzą, że kobieta ma wyjątkowo rozwinięty instynkt samozachowawczy. Wie zawsze, co powinna zrobić, bo jej się to w ostatecznym rozrachunku opłaci. I robi, co należy. Bez względu na to, co sama o tym myśli. Albo czego pragnie. Robi i kropka.

Tylko ja się teraz zastanawiam, czy instynkt samozachowawczy, to przypadkiem nie powinien podpowiedzieć kobiecie czegoś zupełnie innego? Że nieustanne działanie wbrew własnej, nieprzymuszonej okolicznościami woli, w tym ostatecznym rozrachunku odpowiada za destrukcję totalną, za żal do całego świata, za powolne wyzbywanie się własnych potrzeb i ogólne poczucie bezsensowności babskiej egzystencji!

Mam dołek. Właściwie, to spadłam na dno. Muszę się odnaleźć i potrzebna mi lina ratunkowa.  I mam jedno marzenie, malutkie... tydzień samotny, gdzieś, z dala od wszystkiego, co mi dopiekło. Od pracy, od polityków, od domu i od rodziny. Nie jest potrzebny mi luksus, tylko izolacja, żeby przemyśleć i zgromadzić siły do życia. Bo chwilowo przepadły. I mówię do swojego mężczyzny, szczerze mówię. Że muszę, że tak strasznie muszę gdzieś wyjechać...

Ależ oczywiście, już jedziemy, a dokąd chcę, żebyśmy pojechali? - pytanie pada.
Ale... ja chcę wyjechać sama! - nieśmiało zauważam.
Jak to???? Sama, BEZE MNIE???? - i tu nastąpił foch. I obraza majestatu.

Bo - skoro bez niego, to nie kocham. Inaczej nie może być.

Odechciało mi się wyjazdu. Poryczeć sobie i pogrzebać na tym dnie mogę po taniości. We własnym mieszkaniu. Po namyśle - przecież i tak muszę wrócić, a to prawdopodobnie grozi kolejnym dołkiem. Skoro już w nim jestem, mam na myśli dołek, to może lepiej nie szukać tej liny ratunkowej? Chyba, żeby się powiesić na niej!