piątek, 18 marca 2016

Rozporek na łańcuchu

Piszesz, drogi mój Konstruktorze:

Proszę o rozwianie moich wątpliwości w sprawie:
Niedawno widziałem u pewnego męskiego celebryty ozdobę w postaci
kontrastującego łańcuszka, który był zaczepiony w środku ROZPORKA i
kończył swój bieg na lewym biodrze

W pierwszym momencie pomyślałem, że ten sposób ekspozycji to głupota
ale po chwili, że to może jakaś prowokacja? Ale w jakim kierunku, że
np. mam hotdoga, na dodatek na uwięzi, zaobrączkowany. Jestem jak
byczek itp. itd.
Myślę, że jako Blog(i)erka moję wątpliwość rozwiejesz i myśli moje na
poprawną drogę skierujesz, bo póki co błąkają się nie wiadomo gdzie.


 Ponieważ że ja nie bardzo wiedziałam, o czym ty, mój drogi Konstruktorze do mnie rozmawiasz, zasięgnęłam byłam języka u lepiej poinformowanych w temacie rzeczonym. Niestety, ani moje osobiste zdziwienie od tego zasięgania nie zmniejszyło się było, ani Twoje uwętualne wątpliwości nie rozwieją się raczej. Jedyne, co udało się ustalić, to, że ów celebryta zwie się jakoś tak od pierożka, czy cóś... ale nie zapamiętałam dokładnie.

Na trzymaniu hotdogów na uwięzi, to ja, mój drogi, mało się znam, choćby z powodu braku rzeczonego doga. Ostatnia nasza nadzieja, że zajrzy tu ktoś, kto wie! I zechce się podzielić wiedzą... Jedyne, co mnie przychodzi do głowy, to, że celebryta ów myć rąk może nie lubi, jak myślisz? Wody się boi może? A może to taka męska wersja pasa cnoty jest? Nie mam pojęcia...

Co tam rozporek na łańcuchu, czy sznurku, Konstruktorze! Grunt to mieć dzieci. Dzieci to przecież szczęście samo, pociecha i oparcie wszelakie.

Właśnie przerobiłam powiedzmy namiastkę tego szczęścia, z powodu nieoczekiwany kontakt z latoroślą. A dzieciątko, niebożę, 2 metry niemalże,  ogólnie takie sympatyczne posiadam. I właśnie nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności powróciło do dom. I z miejsca poprawiło i tak nadwątlony do granic humor. Otóż, usłyszałam właśnie, że zamiast sprzątać, jak każdej przykładnej pani domu przystało, to ja sobie serfuję w sieci. I dodało, znaczy dzieciątko, że: A nie myślisz, że może wiek nie po temu, żeby na Facebooku urzędować?

Na moje pytanie, czy aby nie uważa, że powinnam się już ułożyć wygodnie i oczekiwać na wiadome, na gębusi pojawił się mało sympatyczny, a bardzo dwuznaczny uśmieszek. Czyli - powinnam.

Dzieciątko zapytało jeszcze, czy ja sobie przypominam swoja mamę siedzącą przy kompie?
No, nie przypominam sobie. Ale, czy wiesz, drogie moje dziecię, że babcia nigdy też nie pracowała przy komputerze? Czy to znaczy, że ja mam rzucić robotę? Bo też wiek nie po temu? A jeszcze zwracam ci uwagę, że babcia na emeryturze była już w wieku 55 lat, ja mam już ciut jakby więcej, a widoki na tę emeryturę raczej dalekosiężne, nazwijmy to oględnie. Więc ja sobie wypraszam wszelkie wytykanie, a jeszcze bardziej wtykanie mi. Nosa w nie swoje sprawy. Jeżeli mnie nie wypada na tym Facebooku, to tobie, skarbie też nie wypada bawić się grami! Zwracam uwagę, że z ciebie jest też taka młodzież, jak ze mnie śpiewaczka!

I tak to sobie ( w skrócie) przyjacielsko pogawędziliśmy w gronie rodzinnym, a Pan Monsz miał ubaw po pachy!

I humor popsuł mi się do reszty.


Brak komentarzy: