czwartek, 10 marca 2016

Przedświt

Wiosnę czuć już wyraźnie. Około 6:00 rano, zanim jeszcze obudzi się na dobre słońce, ptaki zaczynają nieśmiałe trele. Pierwszy odzywa się kos. Nie mogę go wypatrzeć, kryje się gdzieś w starych lipach. Na razie ćwiczy. Najpierw pogwizduje cichutko, niepewnie jeszcze, próbuje znaleźć swoją tonację. Potem zaczyna przedrzeźniać innych, naśladuje kota. Zabawnie brzmi, gdy z czubka drzewa dobiega miauczenie, takie troszkę śpiewne. Ale całkiem udane! Troszkę później dołączają sikorki, te są jak dzwoneczki u sań. Dzyń dzyń...dzyń dzyń... nawołują się w starych świerkach. Nie podoba się to sójkom. Te, zaspane, z nastroszonymi łebkami, podskakują na łysych jarząbach, nerwowo trochę. I terkoczą zabawnie przy tym. Po drugiej stronie ulicy mieszkają drozdy, kwiczoły. No, te gdy się już obudzą, to dopiero zaczyna się awantura. Zdaje się, zadomowiły się tam cztery, płeć nie jest mi znana. Ale pierze sypie się, gdy wstaje świt. Cała reszta ptasiej menażerii czmycha, gdzie popadnie, najchętniej pod te świerki i siedzą tam, aż bijatyka się skończy. A hałas jest taki, że słychać przez zamknięte drzwi! Nie wiedziałam, że drozdy, to taki awanturniczy naród!?

Przypomina mi PiS. Gdzie się pojawią, tam wojna i blady strach. I ratuj się, kto może! I też chcą zawłaszczyć dla siebie całe terytorium miejscowe.

Z tą jednak różnicą, że gdy wiosna się na dobre rozgości, przyjdzie czas na ptasie miłości i awantury się skończą. Zapanuje powszechna zgoda, gdy już każdy pierzasty samiec dobierze się do samiczki. Seks będzie lekarstwem na ptasie niesnaski. Ciekawe... może te awantury polityczne PiS też wynikają z niedo... Moja była teściowa mawiała, że  wszystkie złe humory są z niedo. Może miała rację? Może władzy przydałby się taki Pantaleon  i baon wizytantek?

Brak komentarzy: