czwartek, 24 marca 2016

Mazurek na złość



W zasadzie święta już u mnie są. Pisanki pomalowane i mazurek gotowy. No, prawie - zastyga sobie. Panowie krążą wokół stołu, pilnując siebie nawzajem.

Jego Ekscelencja złagodziwszy, zwykle piorunujące i bazyliszkowate, spojrzenie ócz swoich publicznie ogłosił, że przynajmniej do czasu zakończenia Dni Młodzieży w Polszcze winien zapanować spokój i cisza polityczna. Znaczy awantury należy zawiesić na kołku. I, co najważniejsze, nie wynosić naszej rodzimej wojenki na zewnątrz. Czyli, katolickim zwyczajem:
nawet wtedy, gdy w domu rodzinnym nienawiść, przemoc i kwieciste wiązanki, to Policji wzywać nie należy, bo wszak nasze prababki nad umywalnią miały wyhaftowane makatki z napisem mądrym "nie mów nikomu co się dzieje w domu". Tu mi się przypomniało i znowu skojarzyło dziwnie, że w pewnej miejscowości, całkiem ostatnio, pewien proboszcz stwierdził, że jak mąż bije żonę, to znaczy, że ona go prowokuje, zatem sprowadza na niego grzech i winna się z tego wyspowiadać. Ona. Nie on.

Cóż, jaki mamy cyrk, takie mamy małpy... Jutro upiekę sernik. Też na złość.

Dostałam dzisiaj buziaka od latorośli. W towarzystwie: dziękuję, mamuś!

Nie bardzo wiem za co to "dziękuję", ale nie dociekałam, tym bardziej, że zatkało mnie doszczętnie. No, coś podobnego... dzień dobroci dla matki?

Okna wprawdzie nie umyte, ale mam to gdzieś. Święta i tak się odbędą, a na oknie nie jadam.

1 komentarz:

katy:-* pisze...

Agrafko! w kompleksy wpadnę. Mazurek wygląda... apetycznie, wyśmienicie!
Zdolna bestia z Ciebie jest. Częściej musisz się złościć (żart);)