środa, 2 marca 2016

Katy* pisze cd.

Tak, Agrafko przeczytałam ostatni post A.. owszem, pierwszy raz ciężko było mi przeczytać, ale przebrnęłam. Teraz mogę już nawet piąty raz przeczytać i powiem Ci, że treść za każdym razem wyostrza mi inne spojrzenie na daną sytuację.
Zwróć uwagę, że w opowiadaniu wcześniejszym, jak i w tym A. pełni rolę obserwatora, i też takimi oczami nam przedstawia daną sytuację. Nikogo nie ocenia, nikogo nie bierze pod lupę. Oprócz wyglądu zewnętrznego kobiet. Czyli tego, co ulotne, przemijające. Czy coś nam chce pokazać? Myślę, że tak. Pokazuje nam rzeczy, które sam niekoniecznie rozumie, ale takie są, prawdopodobnie tak jest, tak się dzieje. Powiedziałabym, że podświadomie A. je rozumie, tylko nie o to mu chodzi w tym co pisze, nie chce brać swojego rozumowania pod lupę. Zachowuje się trochę jak badacz socjologii konkretnej sfery intymnej.
Autor nie usprawiedliwia takich postaw, jakkolwiek wie, że ich istota i potrzeba zaspokojenia jest na tyle silna, że człowiek spore sumki zostawi, by w sposób niekonwencjonalny je ostatecznie zaspokoić. Może to jest dobry materiał do badań pewnych zachowań współczesnego człowieka XXI wieku. Nie wiem? Naturalnie, że nie generalizowałabym, to, co opisuje Adam, nie dotyczy całej populacji.
Mnie zastanawia fakt dostępności do zaspakajania takich potrzeb, do takich usług, że są osoby, które za dużą kasę są skłonne zaspokoić takie i inne dewiacje, a po drugiej stronie są osoby, które nie widzą nic złego w tym, co robią. Autor jednak co innego pokazuje nam. Zwraca uwagę,  że nie musisz krzywdzić kogoś, by zaspokoić swoją „wynaturzoną” chciwość... Popatrz, jakie jest to proste. Idziesz do odpowiednich osób, płacąc im za to i owo, dostajesz to co chcesz, nie ranisz przypadkowych osób, masz przy tym pełną anonimowość. Rzekomą anonimowość. Tego nie jestem pewna (ale tą kwestię zostawiłabym na inny temat do rozważania)
Wiesz Agrafko, dla mnie, jak i większości ludzi (mam taką nadzieję), kontakt seksualny jest ściśle związany z uczuciem fascynacji osobą, potem zakochania, a potem trwałego związku - jeśli jest to odpowiedni człowiek. Czyli cielesność traktuję jak osobiste sacrum. Nie patrzę na seks jak na sport, jako upust złym uczuciom. Wiadomo, że podczas seksu, podobnie jak i ciężkich ćwiczeń fizycznych, w organizmie ludzkim wyzwala się związek chemiczny podobny do działania narkotycznego, tzw. endorfiny.
Naturalnie, że źródłem pragnień jest nasze najbliższe środowisko, w którym się wychowaliśmy, dorastaliśmy. Ale chyba stres jest takim silnym czynnikiem, który nas rozbija wewnętrznie, z którym ludzie sobie nie radzą. Osoby zajmujące wysokie stanowiska, szefujący dużym firmom, mający ogromną odpowiedzialność za dobra osobiste, finansowe, materialne i jeszcze inne, na pewno są narażone na ogromną dawkę stresu i jak sobie z nim radzą? „Wielkość” ich patrzenia na innych z góry, z tytułu swojej możliwości kupienia za pieniądze niemalże już wszystkiego, tego co oferuje im Świat Uciech, pcha ich w jakąś potrzebę udowodnienia sobie sensowności tego czym się zajmują? Szukając potwierdzenia siebie w doznaniach już takich, które takie zwyczajne nie wystarczają? Przypomina to zachowanie….danie sobie w inny sposób, swojemu egoizmowi, pożywki. Sprawdza się, jak daleko jest granicę niemoralności, o przepraszam.. przyjemności, w stanie przekroczyć? Zachowania, zadawanie cierpienia, strach i ból połączony z dewiacjami seksualnymi. Brrrrrr….
Był taki dobry film „Osiem milimetrów” z 1999 r. z Nicolasem Cage, który pokazywał silną potrzebę czerpania przyjemności z doznań poza moralnością na tle dewiacji seksualnych (gwałty, bicie, śmierć). Nie chcę tej sceny, opisanej przez Adama, porównywać z tym filmem, bo daleko jej do tego. Ale coś jest na rzeczy.

i dalej:
2 marca 2016 09:44

Blogger katy:-* pisze...
W poście ostatnim i nie tylko tym ostatnim, a właściwie od początku 2015 r. , nie było takiego wpisu Adama, w którym by potwierdził, iż był z jakąś kobietą prywatnie czy zawodowo. Z mojego punktu widzenia, może ta jego postawa jest ważna, może za tym kryje się jakiś przekaz. Zwróć uwagę Agrafko, on kontroluje się i pokazuje, że można, że nie warto się poddawać pokusie, oddala tę przyjemność, choć sam podkreśla "bardzo chciałem", ale jednak powiedział NIE. I to jest wymowne. Pomimo że A. mocno powiązany jest z tym światem, w którym seks i inne zaspokajania, na tle seksualnym się kupuje, owszem czerpie korzyści finansowe choćby z faktu, że uczestniczy w tego typu grach, ale On zachowuje dystans, choć wprost nie mówi, że to złe, ale jednak nie korzysta dla swojej przyjemności, bo wie, że nie o taką przyjemność mu chodzi.
Autor nauczył się nie wszystko pokazywać. Ile jest prawdy o nim samym w tych wydarzeniach? Główną jego myślą jest, byśmy to MY mu uwierzyli, że to jest prawdą, bo to się dzieje naprawdę, ale jak jest? Może, może kiedyś prawda ujrzy światło dzienne...
Agrafko to są moje jedne z wielu myśli…co Ty na to? Mogę się mylić.
Ps. Hmmm… w ostatnim poście kobietę nazwał bardzo anonimowo literą A. om
Jak Anonimowa, jak Agrafka, jak…. ? ;) Myślisz, że może nas czytać? Manipuluje?

*******************************
Agrafka:

Katy... zacznę od końca - nie sądzę, że Adam w ogóle czyta inne blogi, ale - oczywiście - też mogę się mylić. Ważne, że chce  żebyśmy myśleli, że nie czyta. To, rzeczywiście, może być znamienne, jednak niech tak będzie. Ale jestem pewna jednego: mojego bloga nie czyta! Na 100%. O to, to ja jestem spokojna. Do mnie chyba tylko mój Konstruktor płci męskiej zagląda, bo mnie zna i lubi. Ale to zupełnie inny typ mężczyzny, jak przeciwny biegun w odniesieniu do Adama. Wyobrażasz sobie, że ktoś o takim usposobieniu, jak Adam, jest zainteresowany babskimi wynurzeniami, albo takimi czytelnikami, jak ja? Nieee...To raczej nie ten typ faceta... Ale, że manipuluje, to  pewne, jak dwa razy dwa cztery. Wiesz, tę A., to ja chyba pamiętam z jego książki, chyba z Faceta na telefon 1? Też tam był w Londynie chyba, zdaje się, że tam nawet poznał Jacka? Tego też nie jestem pewna. Ale była tam scena seksu homo i zbiorowego, czy coś w tym rodzaju... nie starałam się zapamiętać, bo próbowałam odnaleźć myśl w tej książce, a nie seks. Coś mi w meandrach pamięci błysnęło, że tę postać spotkałam już.

Sorki, troszkę podszlifowałam Twój tekst, bo widać, że pisałaś w ekspresowym tempie :), chwytając własne myśli na gorąco i parę literówek się wkradło. Ale w żaden sposób w sens wypowiedzi nie ingerowałam, przysięgam!

Muszę Ci powiedzieć, że na taką wiwisekcję to nawet ja bym się nie porwała. Brawo, Katy! Zrobiłaś to perfekcyjnie i tym razem to Ty mnie inspirujesz do "kontemplacji lewym kątem". Zanim przemyślę dokładnie, powiem Ci tylko, że chyba lepiej rozumiesz A. Może to kwestia wieku, jesteś ... no wiesz, młoda, w przeciwieństwie do mnie. Chyba bagaż doświadczeń mi uniemożliwia właściwą ocenę status quo. Pomyślało mi się, że jest tak:
Najpierw człowiek JESZCZE nie rozumie, a później JUŻ nie rozumie.

I tę myśl sobie zanotuję w swoim zbiorku "Myśli zawinięte w sreberko".

A propos, chowam w tym zbiorku takie swoje pomyślunki:

" diabeł, to też anioł, tylko w opozycji"
" w krzywym zwierciadle tylko rzeczywistość zyskuje na urodzie"
" cisza, to dźwięk, który stracił głos"

Wracając do meritum, ponieważ myślenie ma podobno przyszłość, pogadam ze sobą i zobaczę, jak teraz ja widzę Adama. Na razie zauważyłam tylko, że jego stosunek do czytelniczek się zmienił. Na lepszy. Już bez lekceważenia jawnego. Jest grzeczny, odpowiedzi są personalne, a nie do tłumu nieznanych ludzi. Nie śledziłam komentarzy do wcześniejszych postów na blogu, ale chyba z ciekawości detektywistycznej, porównam sobie, jak się zmieniał stosunek ( aj, dwuznacznie zabrzmiało :)) Autora do czytelników.

Tymczasem pa, Katy! Czekam na dalszy ciąg Twoich wniosków, są jak się zdaje - trafne bardzo!






Brak komentarzy: