piątek, 4 marca 2016

Dzienniczek obywatelski (9)

Minister Ziobro będzie naczelnym  inkwizytorem IV RP. Z władzą absolutną nad informacją publiczną na dodatek. Proponuję na tę okoliczność likwidację GIODO przeprowadzić, aż dziw, że jeszcze tego nie dokonano. Skoro pan Z. może od teraz linczować dowolnie wybrane osoby, ujawniać, co mu się żywnie podoba, to GIODO, jako instytucja, a co za tym idzie wszystkie, znane nam przepisy o ochronie danych tracą rację bytu. Ciekawe, kiedy my, jako społeczeństwo utracimy tę rację? Bytu, mam na myśli, bo rację, jako taką utraciliśmy już. I ja bardzo źle się z tym czuję. Tym bardziej źle, że - jak widać po sondażach i opiniach większości obywateli: Polacy, nic się nie stało!

Stało się. I obojętność na to zło, które się wokół nas dzieje, jest zawstydzająca. Szkoda tylko, że nie wstydzą się ci, którzy dają na to zło przyzwolenie swoją obojętnością. Przywołam trylogię o Władcy Pierścieni, przez wielu uważaną za bajkę. To nie jest bajka, a nawet jeżeli tak, to morał z niej ma wartość ponadczasową. Siła tkwi w jedności i solidarności. Nie tej, naszej obecnej, związkowej, bo ta aż kipi partykularyzmem. Ale, z tej bajki każdy rozumny człowiek wyczytać musi, że wobec potopu złych mocy, w cieniu destrukcji rodzić się powinno porozumienie ponad podziałami i interesem jednostek. Nie można skupiać się na pozorach wolności, gdy prawdziwa Wolność zagrożona jest. Frodo, który mógł przecież żyć sobie spokojnie, popijając z kumplami piwko i przyglądając się motylkom w ogrodzie, zostawił tę sielankę za sobą, dźwignął ciężar odpowiedzialności za Śródziemie. Nie żałuje się przecież róż, gdy płonie las, prawda?

Spece od  Public Relation partii rządzącej od kilku miesięcy, tak starannie przygotowują wszystkich medialnych lanserów, że aż dech zapiera. Wszyscy, oddelegowani do mediów posłowie PiS przemawiają tak, jakby klepali paciorek. Na dodatek z wielkim zaangażowaniem. Tak wielkim, że popadają w słowotok. Chyba bierze się to z lęku. Każda, choćby najkrótsza przerwa na głębszy oddech, że o wypowiedzi interlokutora nie wspomnę, wybija ich z rytmu i zapominają, na czym skończyli. Nie dopuszczają więc nikogo do głosu, wypluwając z siebie te, najczęściej obelżywe dla wszystkich myślących inaczej, treści wyuczone na pamięć. Od tego jadu mam już ogólne zakażenie organizmu.
I gangrena mnie zżera do trzewi.

Już nie jestem zwyczajną, nie wyróżniającą się specjalnie z tłumu, Agrafką. Ja teraz jestem:
- Polką gorszego sortu
- zaprzańcem
- donosicielem
- popłuczyną posocjalistycznych elit
- elementem wojny hybrydowej Putina
- zdrajczynią
- rowerzystką w futrze i z marchewką w zębach ( czyli homoseksualną wegetariańską dziwką, sprzedającą się obcym siłom za te futra)
- byłą UB-eczką
- żydokomunistką

Wszystko to zarezerwowano dla mnie odgórnie, jednogłośną uchwałą członków i sympatyków PiS.
Zatem - jak mam się czuć?

Dzisiaj wysłuchałam w "Piaskiem po oczach" pana Błaszczaka, ministra od wewnętrznych spraw zresztą. Wysłuchałam w milczeniu. Pan Monsz też nie wydał z siebie ani jednego dźwięku, nawet - jęku... Po kwadransie wyszeptać mi się udało tylko: Wiesz... jestem jak sparaliżowana. Mam wrażenie, że patrzy na mnie Oko Saurona, a na niebie widać cienie wysłańców Mordoru. Pan Monsz odpowiedział, patrząc mi w oczy: Wiesz, Agrafko... to jest gorsze, niż sekta... To jest fanatyzm w najgorszym, niewyobrażalnym dla normalnych ludzi wydaniu...

Jak długo pozostać trzeba będzie na wewnętrznej emigracji? I kiedy obudzą się ci, którzy mają ślepą wiarę? I - czy się obudzą? Nadzieja umiera ponoć jako ostatnia, ale...na moją urna już czeka.

Brak komentarzy: