niedziela, 14 lutego 2016

Walentynkowe półtora nieszczęścia

Zdaje się, że od wczoraj mam zapalenie korzonków nerwowych, bo chyba dysk się wysunął co nieco, przy nieostrożnym ruchu. Tak myślę, bo prawdę mówiąc nie wiem. Dawno już mnie tak ostro nie dopadło. Skutki siedzącej pracy, wiem. Do lekarza się nie wybieram. Przejdzie. Byle się nie dać i pokonywać ten ból, ruszając się wbrew sobie.

Baba musi być górą. Ale dzisiaj pozwalam Panu Monszowi okazywać troskliwość. A niech tam, widzę, że jest taki dumny i zadowolony, gdy wyręcza mnie w tym i owym. Ja okazuję wdzięczność i uśmiecham się czule. Wiem, że mnie kocha, na swój sposób. Charakter ma trudny, w ogólności i w szczególności też, ale temperatura uczuć po 30 z górą latach wciąż ta sama.

Walentynki nam niepotrzebne.

O, kurczę - 33 lata razem? To brzmi jak wyrok...


Brak komentarzy: