wtorek, 16 lutego 2016

"Szczygieł", "Chcę być kochana" i "Kusiciel", który...

też chce być kochany, tak, jak chce.

Leży i czeka, a tak niewiele zostało do przeczytania. Chyba jednak tych książek było zbyt dużo ostatnio, bo utknęłam. W martwym punkcie. Od kilku tygodni omijam "Szczygła". Próbowałam zastosować przerywnik, czyli "Chcę być kochana tak, jak chcę", autorstwa Katarzyny Miller i Ewy Konarowskiej. Niestety, znowu się zaklinowałam. I pogrążyłam się w rozmyślaniach, które ukoiły nerwy po przeżyciach emocjonalnych związanych z nieodpowiedzialnym zachowaniem naszych polityków.

Pierwsza myśl, jaka mnie dotknęła, to: dziwne podobieństwo mojej reakcji na książki "Gabryela" i te dwie, o których tu piszę. Brak przekonania i nuda.

Zalanie czytelnika emocjami, aż po samą szyję. O ile w przypadku książek babskiego autorstwa, to raczej nie dziwią pewne sugestie, bo my, czyli baby, mamy takie zwichnięcie umysłu wpisane w naturę, to w przypadku Adama, już jest niepokojące bardzo. Nie lubię, gdy ktoś mnie wpuszcza w maliny i bawi się moim kosztem. Tylko dlatego, że czytanie to moja główna wada.

DT miała świetny pomysł na książkę. Osnuła ją wokół potrzeby posiadania czegoś nadzwyczajnego. W tym przypadku tęsknota za wyjątkową osobą, za matką, która nagle odeszła, zostawiła samego w nieprzyjaznym świecie, zaoowocowała nieodpartym przymusem ukrywania wyjątkowego obrazu pt. "Szczygieł". Ochrona tego dzieła stała się obsesją dla sieroty. Obsesją, towarzyszącą mu przez wiele lat, a może przez całe życie? Nie wiem, czy całe, bo przecież utknęłam. Ale przymus wewnętrzny odciska piętno na każdym kroku chłopca. Eh, muszę dokończyć jednak tę książkę, żeby zrozumieć całokształt.

"Chcę być kochana tak, jak chcę" to dialogi terapeutyczne psychoanalityczki z klientką ( pacjentką?). To tutaj dopiero dopatrzyłam się analogii do "Kusiciela", bo autorzy jednej i drugiej, no i trzeciej książki grzebią w tej babskiej  i męskiej psychice  tak, że bałagan osiąga rozmiary Czomolungmy.

No, dobrze, może my mamy porąbane nieźle te mózgowia. Niech będzie, że prawda! Ale, żeby zaraz wyciągać wnioski, że my w głębi umysłu skrywamy tęsknotę za ojcem, otaczającym czułą opieką dziecko, które żyje w nas, to chyba już lekka przesada i nadinterpretacja. Mówimy przecież o współczesnej, wyemancypowanej kobiecie, a nie o delikatnej kruchej, filigranowej niewieście! A propos będzie dowcip:

Jak się nazywa kobieta, która nic nie wie? - niewiasta
A ta, która wszystko wie? - wiedźma.

Otóż, sądzę, że większość z nas to dzisiaj wiedźmy.

Obiekt uczuć Kusiciela wybiera faceta, który zapewni poczucie bezpieczeństwa, otoczy opieką. Młoda kobieta odrzuca kochanka, z którym jej dobrze w łóżku, a który też ojcem jej dziecku jest, na rzecz dobrze sytuowanego domatora, który potrzeb seksualnych nadmiernych nie posiada. Pacjentka pani psycholog zmienia partnerów w poszukiwaniu identycznego dawcy całodobowej troskliwości, ale jednocześnie chce, żeby był macho. Anioł-macho. Macho-anioł. Nie do pogodzenia...

Długo żyję już, znam setki kobiet, coś w tym jest. Znaczy w tej zagmatwanej potrzebie i oczekiwaniu, że ideał spełni wszystkie, nawet najbardziej sprzeczne potrzeby baby. Kobiety wcale nie chcą być prowadzone za rączkę, wręcz przeciwnie. Znają swoją wartość, nawet, gdy nie zawsze są pewne, czego w danej chwili pragną. Natura skłania je do poszukiwania "ojca dzieciom", czyli opiekuńczego domatora, który ma swoje ulubione, rozdeptane kapcie, z którymi za cholerę się nie rozstanie. To jedna strona medalu. Ta matczyna troska oczekuje tego. Jest druga strona, dzisiaj jawna, już nie skrywana, jak niegdyś. Kobieta chce być spełniona w łóżku. I tu dochodzimy do sedna, które ktoś opisał fachowo, a ja zapamiętałam, bo trafne to sformułowanie babskich potrzeb, jak mało które!

Zabawna sprawa, o której aż strach pisać, ha ha... można się temu i owemu narazić. jednak z faktami się ponoć nie dyskutuje?

A fakty są takie, że obie płcie są rozdarte wewnętrznie. Z jednej strony świadomość podpowiada im, że partner życiowy powinien być opoką i trwać u boku, a z drugiej strony zew natury wskazuje, że powinien być wysokogatunkowym samcem albo samicą, budzącą pożądanie i atrakcyjną, jak bóg wie co! Nasz samolubny gen chce, żebyśmy partnera wybierali tak, jak robią to zwierzęta, czyli najlepszego dla poprawy jakości gatunku, Ale rozsądek ludzki podpowiada, że ten najatrakcyjniejszy genetycznie, to niekoniecznie opiekun domowego ogniska. Bo zasadzać się na niego ( na nią) będą wszyscy, którzy ślepi nie są. I z tej opoki będą nici.
Cóż zatem robimy, my ludzie? Zdaniem speców od behawioryzmu, puszczamy się. Robimy to tak, żeby pogodzić jedną potrzebę z drugą.

Gabryel (w końcu to bardzo ważny anioł, prawda?) wie o tym doskonale, któż ostatecznie ma wiedzieć lepiej, jak nie ten, który tkwi tak blisko źródła wszelkiej mądrości? ( to stwierdzenie pozostaje bez wpływu na moje ateistyczne podejście do Świata!)Wykorzystuje to, obracając skłonności na swoją korzyść.

Być może robi to czysto teoretycznie, tego nie wiem, ale to jedyne, czego jestem pewna, ta jego wiedza o dualizmie tkwiącym w każdym z nas. Bez względu na płeć.

Z lamusa (2007)

Wiem
Tak, wiem, jesteś dla mnie opoką
w szarej życia codzienności.
Lecz, proszę, zostaw margines
dla mojej osobistej wolności.

1 komentarz:

katy:-* pisze...

Dualizm wpisany w nasz byt.
I co my na to? My jako ludzkość.
Walczyć z nim, akceptować? bo tak już jest i nikt naszych pierwotnych cech nie zmieni?