piątek, 19 lutego 2016

Kto jest bez winy...

Niech pierwszy rzuci kamień! - powiedział w Biblii Jezus do tłumu, chcącego ukamienować ladacznicę.

Analogia do obrzucania złymi słowami, może raniącymi mocniej niż te biblijne kamienie, Lecha Wałęsy, jest dla mnie aż nadto wyraźna. Najbardziej bulwersuje mnie to, że tłum chętnych do kamienowania naszego "Towaru Eksportowego" jest ogromny i składa się niemal w 100% z ludzi podających się za chrześcijan. I ten obrazek kojarzy mi się bezpośrednio z "uwolnić Barabasza, ukrzyżować Chrystusa".

Czytałam Biblię. W przekładzie oxfordzkim, a nie poznańskim. Nie czuję się katoliczką, ani chrześcijanką, ani w ogóle osobą wierzącą... cóż - taka jestem. Po prostu. Nie ma co ukrywać. Ale nie mam zwyczaju osądzać innych po ich błędach, ale po tym, jak sobie z tymi błędami potrafią, a czasem tylko próbują radzić, nawet z marnym skutkiem. Ważne, że chcą coś zmienić. W sobie. Niektórych na ten wysiłek nie stać. I pławią się, karmią widokiem cudzych potknięć i upadków. Rosną wtedy wyraźnie. W swoich, nie w moich oczach. Nie życzę tym małym duchem ludzikom źle, wręcz przeciwnie! Życzę im, żeby rano zobaczyli w lustrze prawdziwych siebie, takich, jakimi widzą ich ci, którzy nie tylko potrafią patrzeć, ale i zobaczyć.

A odrobina samokrytycyzmu nikomu nie zaszkodziła. Czasem bywa, że pomogła. Urosnąć. W oczach innych.

Brak komentarzy: