piątek, 26 lutego 2016

Komentarz do posta Dzienniczek obywatelski (1)

Komentarz konstruktora miotły odrzutowej z napędem jonowym, przeznaczonej dla pewnej Czarownicy, a mojego najserdeczniejszego i najwierniejszego Przyjaciela:

Dzień dobry,

Niniejszym zgłaszam sprzeciw bo jestem na NIE w sprawie propozycji
zawartej w komentarzu do niusów w "Dzienniczku obywatelskim (1) z
dnia 11 lutego tegoż roku aby PIS wysłać na Antarktydę gdyż jestem
pewny, że zanieczyszczą antarktyczne środowisko.
A czym? Samą obecnością. Proponuję zatem sprostować ten wniosek i
wysłać ich donikąd czyli na Berdyczów.

Podpisano: Członek Ekspedycji Antarktycznej 
****************
Odpowiedź Agrafki:

Szanowny Panie Członku Ekspedycji Antarktycznej,
Mój Przyjacielu :)

wziąwszy sobie do serca uwagi zawarte w Twoim komentarzu, przy świadomości równoczesnej, że nie pamiętam, dokąd to gremium blogowe zadecydowało ( jednogłośnie - co podkreślić należy z całą mocą!!!) wyekspediować znaną stronom wszechmocną partię ogólnej dobrotliwości, a zwłaszcza - szczodrobliwości kosztem wszystkich obywateli i zagmatwawszy wystarczająco to zdanie, postanowiłam byłam zerknąć do rzeczonego Dzienniczka (1) i zasięgnąć informacji u źródeł. Zatem znikam na chwilkę w celach eksploracyjnych...
Hmmm... decyzją gremialnie jednoosobową, postanowiono, co cytuję niniejszym:

PO - na drzewo.
PiS na Antarktydę.
Kukiz - na bezludną wyspę.
SLD i PSL, nowy skład zespołu Bratanki. 
 
Ja najmocniej Cię, Konstruktorze, sorry! Ot, blondynka! Nie pomyślałam, że Waść, będąc na Antarktydzie czas wystarczająco długi, by zapałać uczuciem liryczno-nostalgicznym do krainy wiecznych lodów, możesz protestować! A winnam mieć w pamięci tęsknotę i niewymowną chęć udania się ponownie na ekskursją przez bezmiar mórz i oceanów... Mea culpa! Do przeprosin dołączam buziaczki, w celu osłodzenia zgryzoty.

Kontynuując problem podróży w jedną stronę, przyznać muszę, że wybór miejsc, w które wysłać (bez wyprysków na ateistycznym sumieniu ) można w/w "członków" niewiele jest. Wyszło w trakcie dyskusji, że pingwiny przez większość roku nieobecnymi zdaje się są na tym lądzie, zatem rzeczeni "członkowie" wielkiej szkody wyrządzić im nie są w stanie. Chyba nie są??? No, jest pewien margines niebezpieczeństwa, fakt, że Antarktyda jako całokształt ucierpieć na obecności członków i sympatyków członków mogłaby jednak... Jednakowoż gremium uznało, że jak nie Oni, to Kto? Znaczy, kto tę Antarktydę rozp...y? O ile wiem są pewne zakusy ze strony innej dyktatury. Ale, skoro my nie bardzo bardzo mając się czym chwalić, chwalimy się tym, czego winniśmy się wstydzić, to:
 JAK NIE MY, TO KTO? NO, JAK NIE MY, TO KTO, KONSTRUKTORZE KOCHANY?

Agrafka.

P.S. Miotła uszkodzona, jony ukradli, ster zwichnięty. Czym, no - czym się udam ja na Noc Walpurgii??????


Brak komentarzy: