sobota, 13 lutego 2016

Kohoutek

Na Gwiazdkę Mikołaj położył pod choinką Kohoutka. Tak go nazwałam. Odkurzacz firmy Carneo. Przypomina latający spodek, a pojawia się znikąd, jak kometa. Mam alergię na roztocza, a Kohoutek ponoć je zabija. Nie wiem, bo ani przed odkurzaniem ich nie widać, ani po. Tylko mój nos je wyczuwa bezbłędnie.

Kohoutek firmy Carneo jest o wiele tańszy, niż oryginalny IRobot, ale wydaje się, że wcale nie gorszy. Od Świąt sprząta sobie sam, ustawiony na godzinę konkretną. Akumulatory pracują pi razy oko 1,5h. Zabawnie to odkurzanie wygląda... kręci się ten Kohoutek, jeździ tu i tam obrotową miotełką zagarniając pod siebie śmieciuchy, a szczotkami pod spodem zbiera je bardzo dokładnie. Nie hałasuje przy tym za bardzo, a w porównaniu z odkurzaczem tradycyjnym - to jest cichy jak mysz. Sprząta, ale nie do każdego kąta ma dostęp, szczególnie w małym i ciasnym mieszkanku, jak nasze. Szkodzi nic, raz w tygodniu używa się zwykłego odkurzacza, żeby te zakamarki wysprzątać i spoko! Za to w tygodniu, gdy na porządki czasu brak, ma się problem z głowy, bo Carneo sobie radzi znakomicie z powierzchnią, do której ma dostęp. Jak kto ma schody, to on z nich nie spadnie, bo widzi. W wyposażeniu jest też wirtualna ściana, którą można ustawić tak, żeby omijał jakąś przestrzeń.

I przyszła chwila, gdy myśleliśmy, że akumulatory padły, bo po 10 minutach wyświetlał Charge. A ten napis na wyświetlaczu oznacza, że Kohoutek będzie szukał stacji dokującej i podłączy się do ładowania. Nowe, to koszt około 180zł... cholera jasna! Ale na szczęście nic się nie stało. Trzeba było tylko go naładować bezpośrednio z zasilacza, bo ostatnio nie pozwalaliśmy mu się rozładować w normalnym trybie. Cóż... wszystkiego się trzeba nauczyć. I trzeba było poczytać w Necie, że odkurzacze  tego typu traktują długowłosy dywan, jak kable, których należy unikać i same odkurzać ich nie chcą, trzeba usiąść z pilotem i poprowadzić je zdalnie sterując. No i no problem, kupiliśmy nowy dywan typu Shaggy, to musimy poświęcić mu 10 minut na odkurzanie i tyle! W końcu to też dobra zabawa, to zdalne sterowanie Kohoutkiem siedząc sobie wygodnie na kanapie!

Tak... wprawdzie moi panowie kupili mi Carneo, żebym nie marudziła o sprzątanie i nie angażowała ich cennego czasu w tych celach, ale muszę powiedzieć, że to był strzał w 10!


Brak komentarzy: