sobota, 27 lutego 2016

Katy*

Katy* pisze:

Grzesznik Adam jednak pomimo mocnych, bo na skraju prawa moralnego opowieści… wyostrza nam, wyciąga z głębin na światło dzienne, to co w naszej naturze, gdzieś w warstwach pierwotnych naszym chyba jest instynktem. Kręci trochę słowem, manipuluje zdarzeniami, bo że niby to kobieta pragnie być niemalże zgwałcona, a tak naprawdę może każdy facet gdzieś tam podświadomie chce i nie pytając o zgodę, pragnie wziąć swoją partnerkę siłą? I że to nas niby kręci?
Na szczęście jesteśmy myślącymi istotami i te „mądre” (mam taką nadzieję) owieczki nie podążają ślepo za „wodzem”, bo jednak mają swoje wyrobione, naturalne zdanie i wiedzę ostatecznie, co im do szczęścia  naprawdę jest potrzebne. Że szczęście nie oznacza zaspokojenia swoich, wszystkich bez wyjątku, instynktów w sposób taki, jak nam opisuje Autor.
Agrafko, tak jak piszesz……, i o tych kamienicach, o kobietach, które gdzieś tam w środku są tak jakby puste, pozbawione sensu i logiki. Jesteśmy z tej samej gliny ulepieni. Jeden człowiek urodzi się w takiej rodzinie, drugi w innej, jeden odziedziczy takie cechy osobowościowe, drugi inne i z tej mieszanki z domieszką nabytych cech z własnej ścieżki drogowej ukształtuje się jednostka osobowa, byt, który w połączeniu z innym ludźmi tworzy jakiś twór wspólnych postaw i zachowań. Czy jest to nasza wina kim ostatecznie jesteśmy, kim się staliśmy? Trochę tak, ale nie do końca.
A może wszystkie tam kobiety (mówię o tych na blogu)mają swoje „mądre” zdania, a tylko kreują się na kogoś, kim tak naprawdę nie chciały być? 
Nie chciałyby znaleźć się w takiej sytuacji. Tylko karmią wirtualnie za pomocą słów swoje ego. Nie chwalę tego. Bo jednak jestem zdania, że powinno jednomyślnym wspólnym głosem stać po słusznej stronie sprawy dbając o wspólne dobro. Dobro - w sensie szacunku do ciała kobiecego, do instytucji małżeńskiej, o rodzinę, w której wychowujemy potomnych na bycie ludźmi, a nie tylko zwierzątkami.
Internet i w ogóle świat wirtualny jest chyba mało wiarygodnym nośnikiem odczytania myśli i zrozumienia, poznania ludzi, bo nie ma tutaj mowy ciała, intonacji głosu – nie widzimy się.
Przecież jest sporo wspaniałych i zarazem pięknych kobiet. Może dlatego tak piszę, bo w moim kręgu, tym takim realnym, tak postrzegam kobiety z rodziny i spoza niej, koleżanki, które osobiście znam.
Uważam, że mądrzy faceci dostrzegają to "coś" w oczach kobiet, a im bardziej spojrzenie niepowtarzalne, nietuzinkowe, to tym z piękniejszą kobietą mają do czynienia, bo za tym spojrzeniem, za tymi oczami kryje się jej prawdziwość, szczerość i mądrość duszy.
Na szczęście kobiety, też potrafią patrzeć i nie są ślepe, tak jak i Ciebie Agrafko (...)
Pozdrawiam.

23 lutego 2016 14:44

****************
Agrafka* pisze:

Katy, dzięki za to, że piszesz do mnie i chcesz! Nie wklejam całego, Twojego listu z komentarza, bo reszta jest bez znaczenia dla treści. W kwestii tej reszty, to powiem tylko, że chętnie porozmawiam z Tobą obszerniej, jeżeli masz ochotę. Tu tego zrobić nie możemy, bo - choć to tylko pamiętnik - to jednak, jak się zdaje czasem ktoś tu zabłądzi niechcący, a myślę, że obie nie mamy ochoty zrezygnować z incognito, prawda? Możesz odezwać się do mnie na GG, numer widać tu na blogu, albo napisać list na agatanieznana@wp.pl, jeżeli oczywiście masz ochotę.

Pozwoliłam sobie "wytłuścić druk w jednym akapicie Twojego komentarza, bo wyjątkowy jest! Kursywą podkreśliłam też inne zdanie, właściwie - pytanie twoje. I na nim chcę się dzisiaj skupić.

Ja również podejrzewam, że, może nie wszystkie, ale większość komentatorek to wspaniałe kobiety, mądre i doskonale zorientowane w swoich potrzebach i możliwościach. Przypuszczam jednak, że one unoszą się na fali mody, która każe im płynąć z prądem, a nigdy pod prąd zmian. New wave, cóż zrobić... Może być tak, że nie chcąc uchodzić za kobiety nie nadążające, zapóźnione w pewien sposób może, starają się przystosować i łykają tę żabę, chociaż staje im w gardle. Mimo, że się jej brzydzą. A może nie, kto wie? Ja nie wiem. Lubię obserwować wszystko, ludzi też. I widzę, z przykrością, że sfera seksualności, naturalna i wcale nie naganna, sprowadzona została do rangi chleba naszego powszedniego, co odebrało jej doszczętnie cały urok i smak. Zauważył to kiedyś (i słusznie!) mój wieloletni przyjaciel, wspomniany tutaj wielokrotnie konstruktor miotły odrzutowej. Jego mnóstwo trudnych pytań inspirowało i nadal motywuje mnie aż nazbyt często do pisania głupawych rymowanek na temat.
I, niejako a propos tej przyjaźni, powiem Ci, Katy, że moda niech sobie modą pozostanie, a dla mnie mężczyzna tylko wtedy może atrakcyjny, gdy ma mi dużo do powiedzenia, a nie do pokazania. Bo, ostatecznie, czym facet może kobietę olśnić? Jak jej udowodnić, że jest absolutnie wyjątkowy? Przecież nie tym swoim organem, prawda? Dłuższy, krótszy, grubszy, czy wręcz przeciwnie, to tylko fragment faceta. Nawet jeżeli wielkie, to NIC! A czym kobieta może olśnić, jak udowodnić, że powinien na nią zwrócić uwagę? Chętnie powiedziałabym, że dokładnie tak, jak mężczyzna kobietę, czyli rozumem, wiedzą, talentem. Ale nie mogę tego potwierdzić. Dzisiaj wydaje się, że wyemancypowane kobiety, dla których przed stu laty sufrażystki wywalczyły, ogromnym wysiłkiem zresztą, równouprawnienie, zeszły do poziomu swoich praprababek i kreują się na te silikonowe lalki, przedmiot, a nie podmiot zabaw seksualnych. Nie potrafię się z tym pogodzić. Podobnie, jak nie godzę się na żaden inny zamach na moje człowieczeństwo i prawa obywatelskie.

Nawet, gdy ktoś uzna mnie za niemodną, mam to gdzieś! Ja chcę być sobą. Jestem spod znaku Ryb, najwyraźniej jestem łososiem, bo czasami płynę pod prąd :) :) :)

Buziaki, Katy! Też bądź sobą! Pozdrawiam też wspaniałe, Twoje Koleżanki, ja też takie właśnie mam. Dobrze, że jest nas tyle!
P.S. Nie mów o sobie tak, jak napisałaś w komentarzu, bo to absolutnie nieprawda!!!! Co do mnie też się mylisz. Tu tylko zacytuję naszego anioła Gabryela (ha ha :)!!!), z jego książki: "Nikt nie jest tym, za kogo uważają go inni"

P.S. Katy, czytałaś nowy post A.? Ja zdzierżyłam tylko kilka akapitów, dalej nie dałam rady... A myślałam, że "Ptak malowany" Kosińskiego, to jeden z najbardziej przerażających tekstów, z jakimi miałam do czynienia... Kosiński jednak chce nas poruszyć, żebyśmy stali się lepsi, a czego chce Adam? Właśnie myślę.

2 komentarze:

katy:-* pisze...

Tak, Agrafko przeczytałam ostatni post A.. owszem, pierwszy raz ciężko było mi przeczytać, ale przebrnęłam. Teraz mogę już nawet piąty raz przeczytać i powiem Ci, że treść za każdym razem wyostrza mi inne spojrzenie na daną sytuację.
Zwróć uwagę, że w opowiadaniu wcześniejszym jak i w tym A. pełni rolę obserwatora, i tez takimi oczami nam przedstawia daną sytuację. Nikogo nie ocenia, nikogo nie bierze pod lupę. Oprócz wyglądu zewnętrznego kobiet. Czyli tego co ulotne, przemijające. Czy coś nam chce pokazać? Myślę, że tak. Pokazuje nam rzeczy, których sam nie koniecznie rozumie, ale takie są, prawdopodobnie tak jest, tak się dzieje. Powiedziałabym, że podświadomie A. je rozumie, tylko nie o to mu chodzi w tym co pisze, nie chce brać swojego rozumowania pod lupę. Zachowuje się trochę jak badacz socjologii konkretnej sfery intymnej.
Autor nie usprawiedliwia takich postaw, jakkolwiek wie, że ich istota i potrzeba zaspokojenia jest na tyle silna, że człowiek spore sumki zostawi, by w sposób niekonwencjonalny je ostatecznie zaspokoić. Może to jest dobry materiał do badań pewnych zachowań współczesnego człowieka XXI wieku. Nie wiem? Naturalnie, że nie generalizowałabym to co opisuje Adam z całą populacją.
Mnie zastanawia fakt dostępności do zaspakajania takich usług, że są osoby, które za dużą kasę są skłonni zaspokoić takie i inne dewiacje, a po drugiej stronie są osoby, które nie widzą nic złego w tym co robią. Autor jednak co innego pokazuje nam, że nie musisz krzywdzić kogoś by zaspokoić swoją „wynaturzoną” chciwość.. Popatrz jakie jest to proste. Idziesz do odpowiednich osób, płacąc im za to i owo, dostajesz to co chcesz, nie ranisz przypadkowych osób, masz przy tym pełną anonimowość. Rzekomą anonimowość. Tego nie jestem pewna. (ale tą kwestie zostawiłabym na inny temat do rozważania)
Wiesz Agrafko, mnie jak i większości ludziom (mam taką nadzieję) kontakt seksualny jest ściśle związany z uczuciem fascynacji osobą, potem zakochania, a potem trwałego związku jeśli jest to odpowiedni człowiek. Czyli cielesność traktuję jak osobiste sacrum. Nie patrzę na seks jak na sport, jako upust złym uczuciom. Wiadomo, że podczas seksu jak i ciężkich ćwiczeń fizycznych w organizmie ludzkim wyzwala się związek chemiczny podobny do działania narkotycznego tzw. endorfiny.
Naturalnie, że źródłem pragnień jest nasze najbliższe środowisko, w którym się wychowaliśmy, dorastaliśmy. Ale chyba stres jest takim silnym czynnikiem, który nas rozbija wewnętrznie, z którym ludzie sobie nie radzą. Osoby zajmujące wysokie stanowiska, szefujący dużymi firmami, mający ogromną odpowiedzialność za dobra osobiste, finansowe, materialne i jeszcze inne, na pewno są narażone na ogromną dawkę stresu i jak sobie z nim radzą? „Wielkość” ich patrzenia na innych z góry, z tytułu swojej możliwości kupienia za pieniądze niemalże już wszystkiego, tego co oferuje im Świat Uciech, pcha ich w jakąś potrzebę udowodnienia sobie sensowności tego czym się zajmują? Szukając potwierdzenia siebie w doznaniach już takich, które takie zwyczajne nie wystarczają? Przypomina to zachowanie….danie sobie w inny sposób, swojemu egoizmowi, pożywki. Sprawdza się, jak daleko jest granice niemoralności, o przepraszam.. przyjemności, w stanie przekroczyć? Zachowania, zadawanie cierpienia, strach i ból połączony z dewiacjami seksualnymi. Brrrrrr….
Był taki dobry film „Osiem milimetrów” z 1999 r. z Nicolasem Cage, który pokazywał silną potrzebę czerpania przyjemności z doznań poza moralnością na tle dewiacji seksualnych (gwałty, bicie, śmierć). Nie chcę tą scenę opisaną przed Adama porównywać z tym filmem, bo daleko jej do tego. Ale coś jest na rzeczy.

katy:-* pisze...

W poście ostatnim i nie tylko tym ostatnim, a właściwie od początku 2015 r. nie było takiego wpisu Adama, w którym by potwierdził, iż był z jakąś kobietą prywatnie czy zawodowo. Z mojego punktu widzenia może ta jego postawa jest ważna, może za tym kryje się jakiś przekaz. Zwróć uwagę Agrafko, on kontroluje się i pokazuje że można, że nie warto się poddawać pokusie, oddala tę przyjemność, choć sam podkreśla bardzo chciałem, ale jednak powiedział NIE. I to jest wymowne. Pomimo że A. mocno powiązany jest z tym światem, w którym seks i inne zaspakajania, na tle seksualnym się kupuje, owszem czerpie korzyści finansowe choćby z faktu, że uczestniczy w tego typu grach, ale On zachowuje dystans, choć wprost nie mówi, że to złe, ale jednak nie korzysta dla swojej przyjemności, bo wie że nie o taką przyjemność mu chodzi.
Autor nauczył się nie wszystko pokazywać. Ile jest prawdy o nim samym w tych wydarzeniach. Główną jego myślą jest byśmy to MY mu uwierzyli, że to jest prawdą, bo to się dzieje na prawdę, ale jak jest? Może, może kiedyś prawda ujrzy światło dzienne.
Agrafko to są moje jedne z wielu myśli…co Ty na to? Mogę się mylić.
Ps. Hmmm… w ostatnim poście kobietę nazwał bardzo anonimowo literą A.
Jak Anonimowa, jak Agrafka, jak…. ? ;) Myślisz, że może nas czytać? Manipuluje?