wtorek, 9 lutego 2016

Grzesznik Adam na cokole

Zajrzałam przy śniadanku do bloga Grzesznika, Adama zresztą. Musiałam sprawdzić, jak rozwija się dyskusja w komentarzach. Tekstu wszystkie trzy części ogarnęłam, że tak powiem wcześniej, jako całokształt, czyli pobieżnie raczej, jako że interesujący on dla mnie raczej nie jest.

Nie pamiętam teraz, której czytelniczce zachwyconej Adam odpisał, że niczego nie planuje pisząc. I, że dopiero gdy widzi czarne na białym, to wie o czym pisze. Fakt. Tak właśnie ten tryptyk mi się jawi - nieprzemyślany, jak migawki z imprezki, taki stenogram raczej.
Ale nie o tym chciałam tu pisać.

Miało być o piedestale. Adam stoi na piedestale. Że też go nogi nie bolą... Ja bym nie wytrzymała, ale na szczęście nie muszę. Pamiętnik zwariowanej baby nikogo nie porwie emocjonalnie i niech tak zostanie.

Żadna czytelniczka nie dostrzega lekceważącego stosunku do siebie w odpowiedziach właściciela bloga. Żadna. Konsumowałam sobie spokojnie swoją owsiankę, czytając komentarze i w oczach mając  taki oto obrazek:
Coś jakby cokół. Adam na tym cokole. Czytelniczki u stóp, zamotane w rzymskie tuniki, z opaskami na włosach. Klęczą i całują stopy  swojego idola. Cud piękności wizja...

A ON... z głową wysoko... spoglądający ponad tymi wiernymi wyznawczyniami. Prawdziwy bożek, pogański idol, jak z obrazu Gauguina... Albo Bacchus i jego bachantki...  Smakowity widoczek...

 I znowu skojarzyło mi się z dawną, moją zabawą słowami:

Bachanalia

Zbocza Olimpu pęcznieją winnicami
słodko-cierpki nektar greckich bogów
rozchyla uda bachantkom
ich brzemienne, niewczesne myśli
Bacchus rozwiązłym mieczem
przebija boleśnie
dogorywające i puste, unicestwione
trzewia, gotowe przyjąć iskrę bożą,
odurzone małmazją,
bezwolnie poddają się gwałtom
zwarte wrota tajemnic
chronią zagnieżdżony płód,
powoli dojrzewający w łonie
zanim ze snu zbudzi się Helios
i umilkną dźwięki bachanaliów
pośród wrzawy i zgiełku tłumu
rodzi się i umiera nowy wiersz
zadeptany na śmierć
bosymi stopami pijanych herosów




1 komentarz:

katy:-* pisze...

"Żadna czytelniczka nie dostrzega lekceważącego stosunku do siebie w odpowiedziach właściciela bloga"
Myślę, że nie każda. Są te, które nie chcą tego widzieć.
Co mu daje prawo tak traktować "z góry" swoje czytelniczki?
Masz jakąś definicję?
Może ma ich dość, może nie stara się być im miły, pochlebny, bo po co? Będą następne.
Ale to takie bezwartościowe i smutne.