czwartek, 18 lutego 2016

Agrafka i Katy, czyli babskie kontemplacje

Pytasz, Katy, czy z tym, tkwiącym w nas dualizmem powinno się walczyć, czy raczej - pogodzić?

Długo już nad tym rozmyślam... i wciąż nie jestem pewna odpowiedzi, nawet samej sobie. Gdybym była filozofem, to pewnie doszłabym do wniosku, że to walka z wiatrakami, że natury oszukać się nie da. Pewnie tak właśnie jest... Z drugiej strony jednak, to rozdwojenie ego, dotyka - jak sądzę - naszego toku rozumowania w ogólności i w szczegółach. I toczy się swoista gra, coś jak przeciąganie liny? Raz wyłazi z nas zwierzęce, prastare pożądanie, sięgające czasów, gdy jeszcze "nie zeszliśmy z drzew". Potrzeba  posiadania, upolowania, zdobycia, czyli walka o przetrwanie w dosłownym i przenośnym znaczeniu. Ale etyka, nieważne czy chrześcijańska, czy - jak moja - ateistyczna i wychowanie w kulcie współżycia społecznego nie daje za wygraną. I grozi palcem. Aż wstyd spojrzeć w lustro. 

Hmmm... znowu mam skojarzenie głupie, a nie wiem, czy powinnam użyć takiego porównania, nie wiem, czy kogoś nie urażę. Większość gatunków małp kradnie sobie wszystko, co się da. Partnerki przede wszystkim, ale jedzenie, miejsce do spania także. Szympansy Bonobo są podobno najbliżej z nami spokrewnionym gatunkiem naczelnych. I przypomniałam sobie właśnie, że one uprawiają prostytucję z takim zapałem, że... wiesz, porównanie samo się nasuwa! A seks z każdym traktują tak, jak my dzisiaj podanie ręki. 

I wyglądają przy tym tak, jak ta żona, która uprawiając seks z mężem patrzy w sufit i myśli: "Malować? Nie malować?"

Wiesz, Katy... pomyślałam, że większość z nas miewa jakieś urojenia. Nazwijmy je marzeniami, albo skrywanymi głęboko potrzebami. Jedne marzą o seksualnej przemocy ( patrz: tryptyk Adama) wobec nich, inne wobec kogoś, jeszcze inne ( tych jest chyba najwięcej) o romantycznej, ckliwej miłości w ramionach wpatrzonego w nie, jak sroka w gnat, a najlepiej klęczącego u ich stóp amanta. Zresztą, to chyba nieistotne, jaki obraz kochanka się kobiecie wizualizuje. Sęk w tym, że to zazwyczaj jest nie ten, którego ma pod ręką. Nie znaczy to wcale, że od razu przystępuje do intensywnych poszukiwań, nie! Ona się wstydzi swoich myśli sama przed sobą. Bo wychowano ją tak, że ma być wzorem cnót. Matka Polka... Matrona. Kapłanka domowego ogniska.

Nie wiem... być może kiedyś znajdę odpowiedź na pytanie, co z tą wiedzą o tkwiących w nas sprzecznościach  powinniśmy zrobić. Na razie doszłam do wniosku, że sama świadomość tego rozdwojenia, to już połowa sukcesu, a na pewno wielki krok na drodze do poznania siebie. I do pracy nad sobą. Bo, jak by nie było, pracować nad sobą musimy całe życie. Popełniać błędy też musimy.

Siedzę i myślę. I wyobraziłam sobie właśnie, że jestem - w tym rozmyślaniu -  podobna do Tezeusza, próbującego odnaleźć bezpieczne wyjście z labiryntu króla Minosa, ale zerwała mu się nić Ariadny... A Minotaur już zwęszył świeże mięsko...

Może Tobie coś przyjdzie mądrzejszego do głowy, Katy? Mnie nie chce jakoś...

Przypomniałam sobie, że kiedyś, dawno temu, napisałam wierszyk w temacie:
 
Życie malowane

Szczęściem w nieszczęściu
malowane życie
beztroską w rozsądku
niesmakiem w zachwycie
odwagą w tchórzostwie
mądrością w miernocie
szczerością w oszustwie
i rozpustą w cnocie.
Nienawiścią w miłości
lenistwem w zapale
bogactwem w ubóstwie
oziębłością w szale.
potępieńcy zamknięci
w cielesnej powłoce
na rozterki skazani
jak na dożywocie.

1 komentarz:

katy:-* pisze...

Tak Agrafko. Człowiek ma swoją cielesność, swoją strefę myśli (ducha) i jeszcze wiedzę nabytą i zdobytą. I jakoś te "narzędzia" się rozbiegają. Jakoś nieszczególnie chcą ze sobą współpracować.
Są sytuacje życiowe różne, w których namacalnie odczuwamy ich rozdźwięk.
Ile zasad moralnych jest zapisanych dla trzymania się pionu, tego właściwego, bo w końcu jedynego słusznego dobra. Życie to nie tylko kolor biały i czarny.
Sama wielokrotnie łapię się na tym, że nie wiem jak silną bym miała wiarę i żyjąc zgodnie z wiedzą i czym jest czynienie dobra, gdzie jest granica między dobrem a złem? Powiem, że to wszystko jest jakoś niestety skazane na porażkę, dlaczego? Bo w uczuciach złości, zazdrości, gniewu, zakochania, pożądania to ostatecznie chemia, biologia, która głęboko w nas siedzi dyktuje nam warunki. Te warunki stwarzają nam atmosferę, w której odurzeni jak pod wpływem narkotyku idziemy za czymś co nam w duszy podpowiada, że tak jest dobrze w tej danej chwili. Ile musi minąć czasu (czasem nie wiele, czasem kilka miesięcy, a czasem nawet kilka lat), by dopiero z pewnego dystansu zrozumieć, że co wówczas wydawało mi się słuszne teraz... ooo nieee.... nigdy więcej, za żadne skarby itd.
To jest tak jak:
Często już z perspektywy czasu, tak się nam wydaje, że te same emocje są teraz jakieś takie naiwne i może śmieszne, ale głównie dlatego, bo właśnie nie sposób zapamiętać tych szczegółów danej sytuacji z taką dokładnością, z tą temperaturą emocji patrzenia na siebie, z tą całą chemią, która nas pchała w ten wspaniały lub agresywny stan ducha.
Dobrze. Wiele jest publikacji jak radzić sobie z własnymi emocjami, jak być zdyscyplinowanym emocjonalnie. Ale my ludzie potrzebujemy tych emocji do życia, bo są one naszym bakcylem, energią życiową i nadają jakiś koloryt temu światu. Są emocje związane ze zdobywaniem wiedzy, odkrywaniem nowych nieznanych miejsc, dla niektórych dreszczyk tajemniczości, mroczności jest silnym doznaniem, które wywołuje w nas adrenalinę i walkę o życie o byt. A może lubimy się potknąć, może musimy zboczyć z właściwej drogi, właśnie po to, by poczuć się dojrzalszym, bardziej wartościowszym człowiekiem dzięki odkrytym nowym doznaniom.
Czy pomaga nam świadomość rozdźwięku naszej złożonej natury? Pewnie tak.
W tych trudnych momentach, w których nasze marzenia, potrzeby są w zasięgu ręki, mogą się okazać krzywdzące dla drugich, trzecich osób z najbliższego kręgu, ale w sferze myśli były cudne, przecież są najpiękniejsza. Ale, gdy życie wystawia nas na próbę i daje rzeczywistą możliwość zrealizowania tego marzenia…. Nawet się nie zastanowisz, bierzesz całą garścią, w końcu, jest to jak wygrać na loterii parę dobrych milionów.
Bierzesz i co? A tam katastrofa.
Ps. Mądry wiersz. Gratuluję talentu Agrafko! Ciepło pozdrawiam w ten deszczowy dzień.