niedziela, 28 lutego 2016

Dzienniczek obywatelski (5)

Niejaki pan Żalek stwierdził autorytatywnie, że ci, którzy wzięli udział we wczorajszym marszu KOD, pod hasłem "My, Naród", to nie są Polacy.

Następny marsz powinien zatem odbywać się pod hasłem: "My, NiePolacy".

Ktoś skomentował to na Facebooku: "Panie Żalek, aż żalek d... ściska, gdy się pana słucha..."

Jego Ekscelencja, którego symboliczną kukiełkę żółciutką niesiono na tronie podczas marszu, z kolei błysnął wypowiedzią odnosząc się do projektu opinii Komisji Weneckiej w temacie łamania w Polsce prawa europejskiego i Konstytucji RP. A zdaje się raport miażdżący będzie...
I Komisja Wenecka nadepnęła na łapkę Jego Eks., bo  powiedział, że źle się stało, że minister Waszczykowski tak się wyrwał z wnioskiem o tę opinię. Za wcześnie to zrobił. Gdyby poczekał, to PiS zdążyłby zrobić, to co zamierzał i potem byłoby już po sprawie.

Znaczy po Konstytucji. Komisja nie mogłaby postawić zarzutu, że łamie się coś, czego nie ma, prawda? Po prawdzie, to JK tego nie wyartykułował był, ale nie musiał. Każdy chyba zrozumiał, co ma na myśli?

Do marszu KOD podłączyli się ochoczo przedstawiciele różnych partii. Nie wzbudziło to mojego zachwytu, chociaż rozumiem, że czasem trzeba łączyć siły z kimś, kogo się niezbyt kocha, żeby pokonać tego, kto nienawidzi wszystkich. I źle im życzy. I okrada ich w sensie dosłownym i przenośnym. Ja łatwiej potrafię znieść kradzież mienia, niż zamach na moją wolność myślenia, osobistą i niepodległą nikomu.


sobota, 27 lutego 2016

Katy*

Katy* pisze:

Grzesznik Adam jednak pomimo mocnych, bo na skraju prawa moralnego opowieści… wyostrza nam, wyciąga z głębin na światło dzienne, to co w naszej naturze, gdzieś w warstwach pierwotnych naszym chyba jest instynktem. Kręci trochę słowem, manipuluje zdarzeniami, bo że niby to kobieta pragnie być niemalże zgwałcona, a tak naprawdę może każdy facet gdzieś tam podświadomie chce i nie pytając o zgodę, pragnie wziąć swoją partnerkę siłą? I że to nas niby kręci?
Na szczęście jesteśmy myślącymi istotami i te „mądre” (mam taką nadzieję) owieczki nie podążają ślepo za „wodzem”, bo jednak mają swoje wyrobione, naturalne zdanie i wiedzę ostatecznie, co im do szczęścia  naprawdę jest potrzebne. Że szczęście nie oznacza zaspokojenia swoich, wszystkich bez wyjątku, instynktów w sposób taki, jak nam opisuje Autor.
Agrafko, tak jak piszesz……, i o tych kamienicach, o kobietach, które gdzieś tam w środku są tak jakby puste, pozbawione sensu i logiki. Jesteśmy z tej samej gliny ulepieni. Jeden człowiek urodzi się w takiej rodzinie, drugi w innej, jeden odziedziczy takie cechy osobowościowe, drugi inne i z tej mieszanki z domieszką nabytych cech z własnej ścieżki drogowej ukształtuje się jednostka osobowa, byt, który w połączeniu z innym ludźmi tworzy jakiś twór wspólnych postaw i zachowań. Czy jest to nasza wina kim ostatecznie jesteśmy, kim się staliśmy? Trochę tak, ale nie do końca.
A może wszystkie tam kobiety (mówię o tych na blogu)mają swoje „mądre” zdania, a tylko kreują się na kogoś, kim tak naprawdę nie chciały być? 
Nie chciałyby znaleźć się w takiej sytuacji. Tylko karmią wirtualnie za pomocą słów swoje ego. Nie chwalę tego. Bo jednak jestem zdania, że powinno jednomyślnym wspólnym głosem stać po słusznej stronie sprawy dbając o wspólne dobro. Dobro - w sensie szacunku do ciała kobiecego, do instytucji małżeńskiej, o rodzinę, w której wychowujemy potomnych na bycie ludźmi, a nie tylko zwierzątkami.
Internet i w ogóle świat wirtualny jest chyba mało wiarygodnym nośnikiem odczytania myśli i zrozumienia, poznania ludzi, bo nie ma tutaj mowy ciała, intonacji głosu – nie widzimy się.
Przecież jest sporo wspaniałych i zarazem pięknych kobiet. Może dlatego tak piszę, bo w moim kręgu, tym takim realnym, tak postrzegam kobiety z rodziny i spoza niej, koleżanki, które osobiście znam.
Uważam, że mądrzy faceci dostrzegają to "coś" w oczach kobiet, a im bardziej spojrzenie niepowtarzalne, nietuzinkowe, to tym z piękniejszą kobietą mają do czynienia, bo za tym spojrzeniem, za tymi oczami kryje się jej prawdziwość, szczerość i mądrość duszy.
Na szczęście kobiety, też potrafią patrzeć i nie są ślepe, tak jak i Ciebie Agrafko (...)
Pozdrawiam.

23 lutego 2016 14:44

****************
Agrafka* pisze:

Katy, dzięki za to, że piszesz do mnie i chcesz! Nie wklejam całego, Twojego listu z komentarza, bo reszta jest bez znaczenia dla treści. W kwestii tej reszty, to powiem tylko, że chętnie porozmawiam z Tobą obszerniej, jeżeli masz ochotę. Tu tego zrobić nie możemy, bo - choć to tylko pamiętnik - to jednak, jak się zdaje czasem ktoś tu zabłądzi niechcący, a myślę, że obie nie mamy ochoty zrezygnować z incognito, prawda? Możesz odezwać się do mnie na GG, numer widać tu na blogu, albo napisać list na agatanieznana@wp.pl, jeżeli oczywiście masz ochotę.

Pozwoliłam sobie "wytłuścić druk w jednym akapicie Twojego komentarza, bo wyjątkowy jest! Kursywą podkreśliłam też inne zdanie, właściwie - pytanie twoje. I na nim chcę się dzisiaj skupić.

Ja również podejrzewam, że, może nie wszystkie, ale większość komentatorek to wspaniałe kobiety, mądre i doskonale zorientowane w swoich potrzebach i możliwościach. Przypuszczam jednak, że one unoszą się na fali mody, która każe im płynąć z prądem, a nigdy pod prąd zmian. New wave, cóż zrobić... Może być tak, że nie chcąc uchodzić za kobiety nie nadążające, zapóźnione w pewien sposób może, starają się przystosować i łykają tę żabę, chociaż staje im w gardle. Mimo, że się jej brzydzą. A może nie, kto wie? Ja nie wiem. Lubię obserwować wszystko, ludzi też. I widzę, z przykrością, że sfera seksualności, naturalna i wcale nie naganna, sprowadzona została do rangi chleba naszego powszedniego, co odebrało jej doszczętnie cały urok i smak. Zauważył to kiedyś (i słusznie!) mój wieloletni przyjaciel, wspomniany tutaj wielokrotnie konstruktor miotły odrzutowej. Jego mnóstwo trudnych pytań inspirowało i nadal motywuje mnie aż nazbyt często do pisania głupawych rymowanek na temat.
I, niejako a propos tej przyjaźni, powiem Ci, Katy, że moda niech sobie modą pozostanie, a dla mnie mężczyzna tylko wtedy może atrakcyjny, gdy ma mi dużo do powiedzenia, a nie do pokazania. Bo, ostatecznie, czym facet może kobietę olśnić? Jak jej udowodnić, że jest absolutnie wyjątkowy? Przecież nie tym swoim organem, prawda? Dłuższy, krótszy, grubszy, czy wręcz przeciwnie, to tylko fragment faceta. Nawet jeżeli wielkie, to NIC! A czym kobieta może olśnić, jak udowodnić, że powinien na nią zwrócić uwagę? Chętnie powiedziałabym, że dokładnie tak, jak mężczyzna kobietę, czyli rozumem, wiedzą, talentem. Ale nie mogę tego potwierdzić. Dzisiaj wydaje się, że wyemancypowane kobiety, dla których przed stu laty sufrażystki wywalczyły, ogromnym wysiłkiem zresztą, równouprawnienie, zeszły do poziomu swoich praprababek i kreują się na te silikonowe lalki, przedmiot, a nie podmiot zabaw seksualnych. Nie potrafię się z tym pogodzić. Podobnie, jak nie godzę się na żaden inny zamach na moje człowieczeństwo i prawa obywatelskie.

Nawet, gdy ktoś uzna mnie za niemodną, mam to gdzieś! Ja chcę być sobą. Jestem spod znaku Ryb, najwyraźniej jestem łososiem, bo czasami płynę pod prąd :) :) :)

Buziaki, Katy! Też bądź sobą! Pozdrawiam też wspaniałe, Twoje Koleżanki, ja też takie właśnie mam. Dobrze, że jest nas tyle!
P.S. Nie mów o sobie tak, jak napisałaś w komentarzu, bo to absolutnie nieprawda!!!! Co do mnie też się mylisz. Tu tylko zacytuję naszego anioła Gabryela (ha ha :)!!!), z jego książki: "Nikt nie jest tym, za kogo uważają go inni"

P.S. Katy, czytałaś nowy post A.? Ja zdzierżyłam tylko kilka akapitów, dalej nie dałam rady... A myślałam, że "Ptak malowany" Kosińskiego, to jeden z najbardziej przerażających tekstów, z jakimi miałam do czynienia... Kosiński jednak chce nas poruszyć, żebyśmy stali się lepsi, a czego chce Adam? Właśnie myślę.

Silikonowa lalka (odpowiedź dla Anonimowego)

W tym, mój panie, tkwi tu sedno,
że na lalki popyt duży,
wiem, do czego ona służy,
lecz to nie jest wszystko jedno!

Lalka wprawdzie ma zalety,
ma na seks apetyt wilczy,
gdy coś nie tak, to przemilczy,
nie zastąpi wszak kobiety!

Z lalką będzie ci jak w niebie,
bo o najdziwniejszej porze,
zadowolić zawsze może,
nie chcąc przy tym nic od ciebie!

Czy tak bardzo pojąć trudno,
że na seksualnym haju,
czując ciągle się jak w raju,
ostatecznie będzie nudno?

Lalka nigdy nie zrozumie,
że cię dzisiaj szef znów wkurzył,
że masz pracy nawał duży!
Nie pocieszy! Bo nie umie.

Każda baba z krwi i kości,
z humorami i fochami,
urody niedostatkami,
nawet wtedy, gdy cię złości

bywa źródłem przyjemności
prawdziwej!




piątek, 26 lutego 2016

Komentarz do posta Dzienniczek obywatelski (1)

Komentarz konstruktora miotły odrzutowej z napędem jonowym, przeznaczonej dla pewnej Czarownicy, a mojego najserdeczniejszego i najwierniejszego Przyjaciela:

Dzień dobry,

Niniejszym zgłaszam sprzeciw bo jestem na NIE w sprawie propozycji
zawartej w komentarzu do niusów w "Dzienniczku obywatelskim (1) z
dnia 11 lutego tegoż roku aby PIS wysłać na Antarktydę gdyż jestem
pewny, że zanieczyszczą antarktyczne środowisko.
A czym? Samą obecnością. Proponuję zatem sprostować ten wniosek i
wysłać ich donikąd czyli na Berdyczów.

Podpisano: Członek Ekspedycji Antarktycznej 
****************
Odpowiedź Agrafki:

Szanowny Panie Członku Ekspedycji Antarktycznej,
Mój Przyjacielu :)

wziąwszy sobie do serca uwagi zawarte w Twoim komentarzu, przy świadomości równoczesnej, że nie pamiętam, dokąd to gremium blogowe zadecydowało ( jednogłośnie - co podkreślić należy z całą mocą!!!) wyekspediować znaną stronom wszechmocną partię ogólnej dobrotliwości, a zwłaszcza - szczodrobliwości kosztem wszystkich obywateli i zagmatwawszy wystarczająco to zdanie, postanowiłam byłam zerknąć do rzeczonego Dzienniczka (1) i zasięgnąć informacji u źródeł. Zatem znikam na chwilkę w celach eksploracyjnych...
Hmmm... decyzją gremialnie jednoosobową, postanowiono, co cytuję niniejszym:

PO - na drzewo.
PiS na Antarktydę.
Kukiz - na bezludną wyspę.
SLD i PSL, nowy skład zespołu Bratanki. 
 
Ja najmocniej Cię, Konstruktorze, sorry! Ot, blondynka! Nie pomyślałam, że Waść, będąc na Antarktydzie czas wystarczająco długi, by zapałać uczuciem liryczno-nostalgicznym do krainy wiecznych lodów, możesz protestować! A winnam mieć w pamięci tęsknotę i niewymowną chęć udania się ponownie na ekskursją przez bezmiar mórz i oceanów... Mea culpa! Do przeprosin dołączam buziaczki, w celu osłodzenia zgryzoty.

Kontynuując problem podróży w jedną stronę, przyznać muszę, że wybór miejsc, w które wysłać (bez wyprysków na ateistycznym sumieniu ) można w/w "członków" niewiele jest. Wyszło w trakcie dyskusji, że pingwiny przez większość roku nieobecnymi zdaje się są na tym lądzie, zatem rzeczeni "członkowie" wielkiej szkody wyrządzić im nie są w stanie. Chyba nie są??? No, jest pewien margines niebezpieczeństwa, fakt, że Antarktyda jako całokształt ucierpieć na obecności członków i sympatyków członków mogłaby jednak... Jednakowoż gremium uznało, że jak nie Oni, to Kto? Znaczy, kto tę Antarktydę rozp...y? O ile wiem są pewne zakusy ze strony innej dyktatury. Ale, skoro my nie bardzo bardzo mając się czym chwalić, chwalimy się tym, czego winniśmy się wstydzić, to:
 JAK NIE MY, TO KTO? NO, JAK NIE MY, TO KTO, KONSTRUKTORZE KOCHANY?

Agrafka.

P.S. Miotła uszkodzona, jony ukradli, ster zwichnięty. Czym, no - czym się udam ja na Noc Walpurgii??????


czwartek, 25 lutego 2016

Silikonowa lalka ( z lamusa 2007)


Salon odnowy

Każda pani dzisiaj marzy,
by móc zrobić lifting twarzy.
A w dodatku co niektóre,
chcą za uszy wciągnąć skórę.

Patrzę w lustro, myślę sobie:
Może biuścik nowy zrobię?
Albo nos przylepię nowy,
O! i uszy z tyłu głowy?

Albo kształtne dwa pośladki,
z tatuażem w śliczne kwiatki,
albo jeśli  jeszcze da się
ujmę sobie nieco w pasie?

Sprawię sobie nowe uda,
istne cuda, istne cuda!
I, by być do końca trendy,
wstawię sobie nowe zęby?

Dwa kolczyki brylantowe
wetknę (Oj! nie zachodź w głowę!)
nawet na ostatniej spowiedzi
nie powiem, gdzie kolczyk siedzi!

Eh, mój drogi Przyjacielu... konstruktorze mojej odrzutowej miotły... chciałabym, żebyś długo jeszcze mnie inspirował do popełniania takich rymowanek. Ale ... 


środa, 24 lutego 2016

Agrafka przed sądem

Zarzucono mi dzisiaj, że mój, jakiś czas temu tu zamieszczony cykl pt. "Kobieta i mężczyzna" jest skierowany przeciwko mężczyznom. Wprawdzie nie pamiętałam dokładnie, co pisałam, bo specjalnie się do swoich tekstów nie przywiązuję, traktując je jako potrzebę chwili, ale... wydawało mi się, że tekst owszem, prześmiewczy był, ale w odniesieniu do kobiet, o ile dobrze pamiętam?

Zajrzałam. Hmm... no, może trochę przeturlałam się i po facetach...sama nie wiem. Ale głównie wyśmiewam nasze, babskie zapędy do zagarniania na własność i ustanawiania praw i obowiązków.
No, tak. Powinnam jednak pamiętać, że kiedyś wywołałam burzę na towarzyskim blogu, który osobiście prowadziłam dla grona przyjaciół płci obojga. Blog był dla domorosłych poetów - jak niektórzy i wierszokletów, jak ja, bo poetką się nigdy nie widziałam. I ulepiłam  taki wierszyk "Modlitwa pantoflarza". Wierszyk adresowany do kobiet wykorzystujących przywiązanie i ćwiczących cierpliwość mężczyzny, traktowanego jak "chłopak do rzeczy, a jak się zdarzy, to i do bagaży". 
I obrazili się na mnie panowie. Może nie obrazili, ale poczuli się urażeni. Rozbawiło mnie to, bo wszyscy dotknięci przeze mnie do żywego, to byli wypisz wymaluj - pantoflarze do n-tej potęgi. I wyszło mi, że samokrytyka to nie jest ich najmocniejsza strona. Wzruszyłam ramionami, w końcu to ich problem, a wolność słowa póki co była, wtedy. 

Był jeszcze jeden, wredny, choć bardzo prawdziwy tekścik:

http://glupstewka.blogspot.com/2010/09/niewasciwe-podejscie-do-kobiet.html

Tym naraziłam się paniom. Trudno. Tak widać musi być.

Po głębszym zastanowieniu, doszłam do wniosku, dzisiaj, że gdy Pan Monsz mawia: Z ciebie jest taki fajny dziewuch, wiesz? Żeby nie ten twój niewyparzony ozór... to ON wie, co mówi...

Wszystko przez ten ozór. 

wtorek, 23 lutego 2016

(u)lotna myśl polityczna

Pan Prezydent popiera pomysł odebrania imienia Lecha Wałęsy Gdańskiemu Portowi Lotniczemu. Zapewne lotnisko będzie nadal imienia Lecha, tyle, że niekoniecznie tego. Taka jest myśl, jak mniemam.

Media mają gorący temat od kilku dni, przepuściły już chyba ze sto razy przez reporterską wyżymaczkę teczkę Wałęsy. Wkrótce po chwale Solidarności, całej, tej, której zawdzięczamy nowy świat, nie zostanie już nic... Podobnie, jak po niewygodnych teczkach, których zawartości - w odróżnieniu od tej "bolkowej" - nie poznamy.

Ministerstwo od ochrony środowiska postanowiło zatrzymać 20 milionów PLN, które miały wesprzeć program walki ze smogiem w Małopolsce, przede wszystkim w Krakowie. Zdaniem naszych mędrców pieniądze te są niezbędne ukochanemu o. Rydzykowi. Na co zechce. Niech sobie tam ludziska duszą się i umierają, a co tam! Priorytety są inne. Naprawa kraju polega na lizaniu tyłka. Pani Kempa promienieje i wygląda, jak... nie powiem kto. Już niewiele mogę powiedzieć. Coraz mniej mogę.

Ci, którzy na PiS głosowali, idą w zaparte, w większości. Niewielu ma odwagę przyznać się do głupoty, własnej. Doprawdy niewielu... Czekam tylko na wizytę kolegi, który od pewnego czasu ogłaszał radośnie: zobaczy pani, Agrafko, że ja w przyszłym roku pójdę na emeryturę, zobaczy pani!
Nie odpowiedziałam, spojrzałam wymownie.
Już mamy informację, że wiek emerytalny, jeżeli w ogóle będzie przywrócony (ten wcześniejszy), to nie przed 2018 rokiem. Hmmm... Kolego, skądinąd bardzo sympatyczny, w 2018, to pan już osiągnie aktualnie obowiązujący!

Ku czemu zmierzamy? Polsko? Jak chcemy być postrzegani?

Jest mi smutno. Bo nie wiem. A ja nie lubię nie wiedzieć.

Ten, który czeka

Katy... próbowałam przeczytać jak leci, znaczy wszystkie komentarze. Nie dałam rady, jedno podejście to męka. Może na raty się uda?
W każdym razie znalazłam twoje wpisy :)

Przerażające jest to, co z tych komentarzy wynika, nie Twoich, tylko pozostałych! Była taka głośna sprawa w Polsce: zgwałcona dziewczyna poszła na Policję, a policjanci ją wyśmiali, robili sobie z niej żarty. Powszechne jest mniemanie, że dziewczyny (kobiety) to lubią w skrytości ducha. I prowokują. I z tych komentarzy wynika, że tak jest. A ja się z tą opinią nie zgadzam. Tylko myślę, że z powodu takich, absolutnie marginalnych upodobań niektórych "dam" ( w cudzysłowie, bo kim, jak kim, ale damą, to Anna nie jest akurat!), faceci wrzucają kobiety do jednego worka, bo tak im pasuje akurat. Do ich potrzeb i chęci.

Dla mnie, to, co Adam opisał, to przestępstwo i kropka. Nie ma tłumaczenia, że Anna to lubi. Przemoc jest przemocą, bez względu na to, czy akceptowana, czy nie. Markiz de Sade znęcał się nad dziewczętami, im się to podobało, ale w więzieniu wylądował.
Powiedzenie: "szczyp mnie, gryź mnie, rób mi znaki, jam twa!" jest tylko żartem. I tak trzeba to traktować.

Anna w książkach Adama też chciała przemocy. Moim zdaniem kwalifikuje się do leczenia.
A wiesz, Katy, ostatnio mówili o przetrzymywaniu w szpitalu psychiatrycznym kilku mężczyzn, których sąd tam swoim wyrokiem umieścił. Sąd uznał, że ktoś, kto dokonał drobnej kradzieży chory psychicznie być musi i trzeba go leczyć w zakładzie zamkniętym, elektrowstrząsami. Jaka metoda dla Anny byłaby właściwa - nie mam pojęcia! Czy w ogóle jest jakaś metoda też nie mam pojęcia. Tekst mi się nie podoba. Wcale. Jest ohydny, cały ten tryptyk. Ale to tylko moje zdanie. Co ekscytuje w nim większość komentatorek - też jakoś nie dociera do mojej - najwyraźniej tępej - mózgownicy.

I, żeby kontynuować, troszkę abstrahując od seksu, to uważam, zgadzając się z wieloma znajomymi mi mężczyznami, że kobiety same z siebie robią "blondynki" i głupie są tak, że to się sprzeciwia kryminałowi, tu: cytując kabaretowego klasyka :). Miss Polonia... wystawiają swoje ciała, gotowe sprzedać się każdemu, byle zasłużyć na tę miss. W dbałości o wygląd to nawet Michaela Jacksona prześcigają. Jak mawia pewien mój znajomy, pójść z taką silikonową lalką do łóżka, to po prostu obraza męskości. Lubię skojarzenia, Katy, znowu mi się coś przypomniało. Kamieniczki przy Piotrkowskiej w Łodzi. Spacerowałam kiedyś tą skądinąd przepiękną, długą bardzo ulicą, zachwycona wyremontowaną, świeżą elewacją, która cieszy oko. Ale, szukając śladów przeszłości zajrzałam do kilku bram... obraz nędzy i rozpaczy, brud, smród i ubóstwo znalazłam. I opisałam tu kiedyś:
 http://glupstewka.blogspot.com/2008/07/zabytki.html

I zrobiło mi się żal. Tych kamieniczek. I tych kobiet. Są, jak pustka owinięta w złoty papierek. W środku nic. Wielkie NIC...

poniedziałek, 22 lutego 2016

Teczka wiązana

Dalszy ciąg. Akcja trwa. Jakże łatwo jest urządzić nagonkę na kogoś takiego, jak Lech Wałęsa. Nie potrafi się bronić, jego wypowiedzi dalekie są od doskonałości...

Komentuje aferę z daleka, kiepsko mu idzie, oj, kiepsko. gdyby był obdarzony talentem mówcy, może umiałby odeprzeć ataki. Ale tak? nic z tej obrony nie wyniknie. Dobrego.

Kto chce pamiętać, że wykreowali go ludzie o ogromnym potencjale umysłowym. Dlaczego żaden z nich nie zdecydował się na tę, niewdzięczną rolę przywódcy? To wydaje się proste i jasne jak słońce! Zachodziła obawa, że ruch pod jawnym przywództwem jajogłowych nie przybierze rozmiarów pospolitego ruszenia. To musiał być ktoś prosty, z kim identyfikować się będą zwykli obywatele. I Wałęsa się do tego nadawał idealnie!

Czy podpisał coś ubekom? Pewnie podpisał. Wielu podpisywało, często nie wiedząc co, bo im coś podsunięto. Strach ma wielkie oczy, a to był lęk uzasadniony. A On miał gromadkę dzieci...

Czy donosił? Wątpię. Pewnie coś musiał mówić, ale ile te informacje były warte - nie wiem, jednak wątpię, by były cenne. Trzeba też pamiętać, że cała ta umowa współpracy mogła też mieć drugie dno - oficerowie byli rozliczani z liczby pozyskanych informatorów. Mogło też być tak, że była to umowa wiązana, coś za coś. Ty mnie informację, ja tobie również. I, jeżeli ktoś na tym skorzystał, to Solidarność z pewnością.

To tylko dywagacje, nie wiem jaka jest prawda. Jak by nie było, to Jego Ekscelencja Kaczyński powiedział, że od zawsze wiedział o tym, że Wałęsa był TW. Czemu więc, razem z bratem wynieśli go na ołtarz prezydencki? Oto jest pytanie. Za 10 punktów.

niedziela, 21 lutego 2016

Oda do...

Tyś jest niczym posąg
ręką mistrza wyrzeźbiony.
Wielbimy cię bez wyjątków
my - panny, rozwódki,
i matki, i żony.

O, ty, do którego modły
wznosimy dzisiaj wszystkie,
zdejmij z siebie maskę,
drogi garnitur też,
zostaw figowy listek.

Ty, podły, mnie porzuciłeś,
popchnąłeś w inne ramiona.
Przez ciebie nie wiem, kim jestem!
Ni - wierna kochanka.
Ni - żona...

Łaskawie przyjmujesz hołdy,
wyrazy czci, uwielbienia.
Choć jesteś wszystkich,
to niczyj.
One... są bez znaczenia.


No, właśnie, właśnie... do kogo może być ta oda? Jeszcze nie wiem. A może wiem, tylko nie chcę powiedzieć? Hmmm...








sobota, 20 lutego 2016

Dzienniczek obywatelski (4)

Na OLX można nabyć autentyczną teczkę esbecką. Taką teczkę, która jest opieczętowana, opatrzona podpisem i w ogóle. Każdy, kto zechce może sobie osobiście założyć teczkę tajnego  agenta.
Albo... komuś?

Prawda, udzielam się tu i ówdzie w obronie demokracji. Tylko aktywność niektórych mnie przeraża, coraz bardziej przeraża. I smuci. Mateusz Kijowski bardzo się stara pilnować, żeby język giętki nie mówił wszystkiego, co pomyśli głowa, ale temperatura i emocje są takie, że powstrzymać języka nienawiści w żaden sposób nie można. Komentatorzy zamiast skupiać się na meritum, dosłownie plują jadem, wcale nie mniejszym, niż ci, którzy dotychczas w tym przodowali.
Nie podoba mi się to. Krytyka - tak, konstruktywna, ale obrażanie i wulgaryzmy - nie! Stop! Nie zniżajcie się do poziomu, pamiętacie? Queen śpiewał "Death on two leggs". Niech to będzie nasz hymn. Stójmy na baczność, co by się nie działo. Głowa uniesiona wysoko. I, choć podobno jesteśmy gorszego sortu obywatelami, nie umawiajmy się z chuliganami na tzw. "ustawkę". Ignorujmy ich.

I pokażmy samozwańczym dyktatorom, że gorszy, może być w gruncie rzeczy lepszy.

********

Przypomniała mi się jeszcze fraszka, ale nie pamiętam na jaką okoliczność powstała?
Hmmm... muszę zajrzeć znowu do archiwum.

Formalista
Na wszystkie swoje przekręty
ma właściwe dokumenty.

To tak a propos tych teczek mi pasuje dziś.  Szczególnie w świetle ostatniego niusa. IPN na konferencji prasowej ogłosił wespół w zespół, że przekazaną przez wdowę teczkę Bolka ujawni już, bez czekania na badania i ekspertyzy. Prezes IPN, niejaki Ł. Kamiński, zapytany, dlaczego tylko tę, a nie wszystkie z tych sześciu worków?, odpowiedział, że nie można tak ujawniać, trzeba poczekać, zweryfikować specjalistycznie i to musi potrwać, a czyje są te pozostałe powiedzieć nie może, bo to tajemnica jest. I stąd ta fraszka z lamusa.

piątek, 19 lutego 2016

Kto jest bez winy...

Niech pierwszy rzuci kamień! - powiedział w Biblii Jezus do tłumu, chcącego ukamienować ladacznicę.

Analogia do obrzucania złymi słowami, może raniącymi mocniej niż te biblijne kamienie, Lecha Wałęsy, jest dla mnie aż nadto wyraźna. Najbardziej bulwersuje mnie to, że tłum chętnych do kamienowania naszego "Towaru Eksportowego" jest ogromny i składa się niemal w 100% z ludzi podających się za chrześcijan. I ten obrazek kojarzy mi się bezpośrednio z "uwolnić Barabasza, ukrzyżować Chrystusa".

Czytałam Biblię. W przekładzie oxfordzkim, a nie poznańskim. Nie czuję się katoliczką, ani chrześcijanką, ani w ogóle osobą wierzącą... cóż - taka jestem. Po prostu. Nie ma co ukrywać. Ale nie mam zwyczaju osądzać innych po ich błędach, ale po tym, jak sobie z tymi błędami potrafią, a czasem tylko próbują radzić, nawet z marnym skutkiem. Ważne, że chcą coś zmienić. W sobie. Niektórych na ten wysiłek nie stać. I pławią się, karmią widokiem cudzych potknięć i upadków. Rosną wtedy wyraźnie. W swoich, nie w moich oczach. Nie życzę tym małym duchem ludzikom źle, wręcz przeciwnie! Życzę im, żeby rano zobaczyli w lustrze prawdziwych siebie, takich, jakimi widzą ich ci, którzy nie tylko potrafią patrzeć, ale i zobaczyć.

A odrobina samokrytycyzmu nikomu nie zaszkodziła. Czasem bywa, że pomogła. Urosnąć. W oczach innych.

Babskie kontemplacje cd. - rozmyślania Katy

Blogger katy:-* pisze...
Tak Agrafko. Człowiek ma swoją cielesność, swoją strefę myśli (ducha) i jeszcze wiedzę nabytą i zdobytą. I jakoś te "narzędzia" się rozbiegają. Jakoś nieszczególnie chcą ze sobą współpracować.
Są sytuacje życiowe różne, w których namacalnie odczuwamy ich rozdźwięk.
Ile zasad moralnych jest zapisanych dla trzymania się pionu, tego właściwego, bo w końcu jedynego słusznego dobra. Życie to nie tylko kolor biały i czarny.
Sama wielokrotnie łapię się na tym, że nie wiem jak silną bym miała wiarę, żyjąc zgodnie z wiedzą i czym jest czynienie dobra, gdzie jest granica między dobrem a złem? Powiem, że to wszystko jest jakoś niestety skazane na porażkę, dlaczego? Bo w uczuciach złości, zazdrości, gniewu, zakochania, pożądania to ostatecznie chemia, biologia, która głęboko w nas siedzi dyktuje nam warunki. Te warunki stwarzają nam atmosferę, w której odurzeni jak pod wpływem narkotyku idziemy za czymś co nam w duszy podpowiada, że tak jest dobrze w tej danej chwili. Ile musi minąć czasu (czasem niewiele, czasem kilka miesięcy, a czasem nawet kilka lat), by dopiero z pewnego dystansu zrozumieć, że co wówczas wydawało mi się słuszne teraz... ooo nieee.... nigdy więcej, za żadne skarby itd.
To jest tak jak:
Często już z perspektywy czasu, tak się nam wydaje, że te same emocje są teraz jakieś takie naiwne i może śmieszne, ale głównie dlatego, bo właśnie nie sposób zapamiętać tych szczegółów danej sytuacji z taką dokładnością, z tą temperaturą emocji patrzenia na siebie, z tą całą chemią, która nas pchała w ten wspaniały lub agresywny stan ducha.
Dobrze. Wiele jest publikacji jak radzić sobie z własnymi emocjami, jak być zdyscyplinowanym emocjonalnie. Ale my ludzie potrzebujemy tych emocji do życia, bo są one naszym bakcylem, energią życiową i nadają jakiś koloryt temu światu. Są emocje związane ze zdobywaniem wiedzy, odkrywaniem nowych nieznanych miejsc, dla niektórych dreszczyk tajemniczości, mroczności jest silnym doznaniem, które wywołuje w nas adrenalinę i walkę o życie o byt. A może lubimy się potknąć, może musimy zboczyć z właściwej drogi, właśnie po to, by poczuć się dojrzalszym, bardziej wartościowszym człowiekiem dzięki odkrytym nowym doznaniom.
Czy pomaga nam świadomość rozdźwięku naszej złożonej natury? Pewnie tak.
W tych trudnych momentach, w których nasze marzenia, potrzeby są w zasięgu ręki, mogą się okazać krzywdzące dla drugich, trzecich osób z najbliższego kręgu, ale w sferze myśli były cudne, przecież są najpiękniejsza. Ale, gdy życie wystawia nas na próbę i daje rzeczywistą możliwość zrealizowania tego marzenia…. Nawet się nie zastanowisz, bierzesz całą garścią, w końcu, jest to jak wygrać na loterii parę dobrych milionów.
Bierzesz i co? A tam katastrofa. (...)


Agrafka* pisze:

Znakomicie napisałaś, Katy:) Mam nadzieję, że nie gniewasz się, że zamieściłam to w  poście? I myślę, że bardzo trafnie to ujęłaś. Jak to pięknie zamknęła w ramach wiersza Wisława Szymborska:

"Czemu ty się, zła godzino, 

z niepotrzebnym mieszasz lękiem? 
Jesteś - a więc musisz minąć. 
Miniesz - a więc to jest piękne."

***********************************************************************
Wprawdzie ja poetką nie jestem, raczej byłą grafomanką, ale znalazłam w swoich archiwach coś wierszem w sam raz dla Kusiciela ( lamus 2006):

Staranie
 
Chciałeś ją mieć
Całą
Taką delikatną i kruchą
Chciałeś ją kochać
Zawsze
Tak namiętnie i czule
Chciałeś jej dać
Siebie
świat i przestrzeń całą
Może to było
Za dużo?
A może to było
Za mało? 

******************************************

Prawda, że pasuje? Kate?


A ten niech będzie naszą wizytówką:

Zguba

Szukałam siebie
wszędzie
nawet pod łóżkiem
w dokumentach na biurku
w rekordach bazy danych
w garnku z rosołem
w stosie bielizny do prasowania
w siatkach z zakupami
w worku odkurzacza
w odbiciu w lustrze
w starym albumie
……………………….
nigdzie mnie nie ma
……………………….
pytałam wszystkich
kierowcę autobusu
i policjanta na koniu
i konwojenta z piekarni
i sprzątaczkę na schodach
i wścibską sąsiadkę z przeciwka
i właściciela sklepiku za rogiem
……………………….....
nikt mnie nie widział
.........................................

czwartek, 18 lutego 2016

Tajne akta ad acta

Hmmm... dziwna sprawa, bardzo dziwna...

Najpierw  były podsłuchy u Sowy &  Przyjaciół, jakoś tak się złożyło, że podsłuchano, czy w ogóle podsłuchiwano wyłącznie przedstawicieli partii wówczas będącej u władzy. Kompromitacja totalna. Akcja Policji w siedzibie redakcji Wprost spektakularna bardzo też była. I jakoś też tak złe światło padało pod właściwym kątem. Teraz, znienacka, ni przypiął, ni wypiął pani Kiszczak pędzi do IPN z tajnymi aktami, które deprecjonują ostatecznie zasługi Lecha Wałęsy na polu walki o wolność i demokrację. I Jego Szara Eminencja zaciera rączki, bo mu w to graj! Zbiegi okoliczności? Czyżby?

A czemu to natychmiast pognano do letniego domku państwa Kiszczaków?  Czyżby zachodziła obawa, że dowodów może być więcej, tyle, że nie na tych, na których akurat by się przydało i mile widziało? A może są na tych, podających się za jedynych prawych i sprawiedliwych i chodzi o to, żeby nie ujrzały światła dziennego? Te, przejęte od Pani Kiszczak, nawet Prezesowi IPN nie zostały pokazane. Pan Prezes nie wie, czyje akta są w tych sześciu workach. Obawiam się, że o wielu nie usłyszymy. Z pewnością o to zadba ktoś...

Ja myślę, że takich dokumentów, które nawiasem mówiąc są niewiele warte, ale wielu mogą narobić mnóstwo kłopotów, jest jeszcze wiele. Bo gen. Kiszczak idiotą przecież nie był! Żeby sobie zapewnić święty spokój musiał, po prostu musiał zgromadzić haki na wiele osób, z pierwszych stron gazet wydanych po 1989 roku. Inaczej dawno by siedział. Znaczy generał. Jakoś tak minęło tyle lat, które dano mu przeżyć w nowej epoce... Wszystkie władze mu pozwalały. To wszystko się samo układa i sugeruje, że sprawa ma drugie, albo i trzecie dno. I fakt, że PiS za poprzednich,  swoich rządów też krzywdy Kiszczakowi nie zrobił, chociaż mógł, jest wielce zastanawiający. Zachowanie pani generałowej też jest intrygujące. Czy ktoś słyszał o tym, żeby posiadacz cennego, skradzionego obrazu gnał z nim prosto do prokuratury? I prosił się o kłopoty? Przecież przechowywanie tych akt było nielegalne. Zrozumiałe byłoby dla mnie, gdyby je przehandlowała jakiejś prasie, np. zagranicznej. Dostałaby za nie naprawdę mnóstwo pieniędzy... Nie wierzę, że żona generała, na dodatek tego akurat,  może być niespełna rozumu.

Ale uwagę społeczeństwa udało się odwrócić skutecznie, prawda? Od spraw naprawdę ważnych dla nas wszystkich. Dla kraju. A Pan Prezydent znowu powiedział, że to jest właśnie spadek po III RP. Te dokumenty przechowywane wbrew prawu w prywatnych domach. Między innymi.

I o to chodzi! O to chodzi...


Agrafka i Katy, czyli babskie kontemplacje

Pytasz, Katy, czy z tym, tkwiącym w nas dualizmem powinno się walczyć, czy raczej - pogodzić?

Długo już nad tym rozmyślam... i wciąż nie jestem pewna odpowiedzi, nawet samej sobie. Gdybym była filozofem, to pewnie doszłabym do wniosku, że to walka z wiatrakami, że natury oszukać się nie da. Pewnie tak właśnie jest... Z drugiej strony jednak, to rozdwojenie ego, dotyka - jak sądzę - naszego toku rozumowania w ogólności i w szczegółach. I toczy się swoista gra, coś jak przeciąganie liny? Raz wyłazi z nas zwierzęce, prastare pożądanie, sięgające czasów, gdy jeszcze "nie zeszliśmy z drzew". Potrzeba  posiadania, upolowania, zdobycia, czyli walka o przetrwanie w dosłownym i przenośnym znaczeniu. Ale etyka, nieważne czy chrześcijańska, czy - jak moja - ateistyczna i wychowanie w kulcie współżycia społecznego nie daje za wygraną. I grozi palcem. Aż wstyd spojrzeć w lustro. 

Hmmm... znowu mam skojarzenie głupie, a nie wiem, czy powinnam użyć takiego porównania, nie wiem, czy kogoś nie urażę. Większość gatunków małp kradnie sobie wszystko, co się da. Partnerki przede wszystkim, ale jedzenie, miejsce do spania także. Szympansy Bonobo są podobno najbliżej z nami spokrewnionym gatunkiem naczelnych. I przypomniałam sobie właśnie, że one uprawiają prostytucję z takim zapałem, że... wiesz, porównanie samo się nasuwa! A seks z każdym traktują tak, jak my dzisiaj podanie ręki. 

I wyglądają przy tym tak, jak ta żona, która uprawiając seks z mężem patrzy w sufit i myśli: "Malować? Nie malować?"

Wiesz, Katy... pomyślałam, że większość z nas miewa jakieś urojenia. Nazwijmy je marzeniami, albo skrywanymi głęboko potrzebami. Jedne marzą o seksualnej przemocy ( patrz: tryptyk Adama) wobec nich, inne wobec kogoś, jeszcze inne ( tych jest chyba najwięcej) o romantycznej, ckliwej miłości w ramionach wpatrzonego w nie, jak sroka w gnat, a najlepiej klęczącego u ich stóp amanta. Zresztą, to chyba nieistotne, jaki obraz kochanka się kobiecie wizualizuje. Sęk w tym, że to zazwyczaj jest nie ten, którego ma pod ręką. Nie znaczy to wcale, że od razu przystępuje do intensywnych poszukiwań, nie! Ona się wstydzi swoich myśli sama przed sobą. Bo wychowano ją tak, że ma być wzorem cnót. Matka Polka... Matrona. Kapłanka domowego ogniska.

Nie wiem... być może kiedyś znajdę odpowiedź na pytanie, co z tą wiedzą o tkwiących w nas sprzecznościach  powinniśmy zrobić. Na razie doszłam do wniosku, że sama świadomość tego rozdwojenia, to już połowa sukcesu, a na pewno wielki krok na drodze do poznania siebie. I do pracy nad sobą. Bo, jak by nie było, pracować nad sobą musimy całe życie. Popełniać błędy też musimy.

Siedzę i myślę. I wyobraziłam sobie właśnie, że jestem - w tym rozmyślaniu -  podobna do Tezeusza, próbującego odnaleźć bezpieczne wyjście z labiryntu króla Minosa, ale zerwała mu się nić Ariadny... A Minotaur już zwęszył świeże mięsko...

Może Tobie coś przyjdzie mądrzejszego do głowy, Katy? Mnie nie chce jakoś...

Przypomniałam sobie, że kiedyś, dawno temu, napisałam wierszyk w temacie:
 
Życie malowane

Szczęściem w nieszczęściu
malowane życie
beztroską w rozsądku
niesmakiem w zachwycie
odwagą w tchórzostwie
mądrością w miernocie
szczerością w oszustwie
i rozpustą w cnocie.
Nienawiścią w miłości
lenistwem w zapale
bogactwem w ubóstwie
oziębłością w szale.
potępieńcy zamknięci
w cielesnej powłoce
na rozterki skazani
jak na dożywocie.