wtorek, 15 grudnia 2015

Question

Być albo nie być - i to ma być pytanie?
Czytać, nie czytać? - to dopiero jest pytanie!

Adam zapytał swoje czytelniczki, jaką książkę zostawiłyby sobie, gdyby to miała być jedyna książka, ostatnia książka, do której mogłyby wrócić, przeczytać ponownie?
Niby proste pytanie, a ja już kilka dni przestać myśleć nie mogę. W nocy nie śpię, chyba ze strachu, że gdy się obudzę, to się okaże, że przy moim łóżku ktoś zostawił jedną, jedyną książkę i że to nie będzie TA KSIĄŻKA!!!! A inne znikną. Co rusz zaglądam w czeluści szaf, sprawdzam, czy książki są tam wciąż. O, żesz... co mnie podkusiło zaglądać tam. Kontemplować te babskie wynurzenia się zachciało? To teraz myśl, głupia babo! No, myśl! Jak już wymyślisz, która to książka ma być, to ją w sejfie bankowym może? Ale czy tam będzie bezpieczna? Zimny pot mnie oblewa. Ze strachu.

Myślę więc i myślę... I nadal nie wiem. Jak rozstać się z kolekcją Lema? Nie wrócić nigdy już do Obłoku Magellana, albo Powtórki, nie sięgnąć do Głosu Pana, albo Cyberiady? A Margaret Atwood, to co? - podpowiada mi  pamięć - Wyobrażasz sobie, że już nie zajrzysz do Opowieści podręcznej, Kobiety do zjedzenia, do Wynurzenia, ani do Ślepego zabójcy???
Nie wyobrażam sobie. Albo - wyobrażam i  koszmarne jest to, co widzę.
A Irving? W jednej osobie, Czwarta ręka, Świat według Garpa, a Jednoroczna wdowa, to co? Na śmietnik?

No, to może któraś z nich jednak...
 Ejże, a Egipcjanin Sinuhe, ile razy go już czytałaś? Albo Mistrza i Małgorzatę, czy Kosmiczne jaja?

Klub Pickwicka  też nie raz, prawda? Absalomie, Absalomie... eh...mistrz Faulkner miałby pójść w odstawkę? Graham Greene razem z nim? W tym miejscu kontemplacji skojarzyłam sobie Dziesiątego człowieka G. Greena i konieczność dokonania wyboru, który będzie tym dziesiątym? Kto stanie pod murem? I ja mam dokonać takiej egzekucji na swoich ukochanych książkach? Mam powiedzieć, że wybrałam tę, a inne zostawiam? A w życiu!!!
Książka to, na szczęście, nie mąż. Nie muszę podejmować takiej decyzji i wybierać jednej. Mogę sobie kochać je wszystkie naraz. Gdyby jednak miały nadejść takie czasy, że wszystkie książki spocząć będą musiały w czeluściach Cmentarza Zapomnianych Książek, to mnie nie zostanie nic innego, jak zapomnieć się tam razem z nimi. Życie bez książek niewarte jest nic, traci swój jedyny sens. No, chyba, że ktoś uważa, że prokreacja ten sens stanowi. Ja tak nie uważam. Samolubny gen niech sobie o tę prokreację dba, a ja poszukam tego sensu w lekturze kolejnej książki. 

Z okazji wpędzenia mnie przez Mistrza Adama w stan lękowo-depresyjny, przypominam sobie staroć swoją, chyba 2007 rok:



Książki

One są zawsze przy mnie
moje najlepsze przyjaciółki

mam ich mnóstwo

prawdę mówiąc
spotykam się z każdą z nich
raczej okazjonalnie

chociaż niektóre
odwiedzam częściej

zawsze mają
coś intrygującego
do powiedzenia

to one pomogły mi
przetrwać niejedną
życiową zawieruchę

nauczyły mnie szacunku
dla myśli
dla wiedzy
dla potęgi rozumu

dawały mi rozkosz
której nie dałby mi
żaden mężczyzna

ofiarowały świadomość
posiadania intelektu

Brak komentarzy: