środa, 9 grudnia 2015

Kochanek

Fajnie mieć kochanka. Cudownie czuć się kobieta wielbioną, jak rzadko która... Wychodząc ciemną jeszcze nocą z domu, wiem, że na mnie czeka. W uroczym miejscu, którego atmosfera upaja i podnieca - przy śmietniku osiedlowym. Przybytek higieny blokowej stoi na trasie mojej, porannej wędrówki na róg. Na rogu, przy ulicy, ciemności panują egipskie i łatwo stracić cnotę, szczególnie o godzinie 5:30... latarnie zlikwidowane w celach oszczędnościowych, tak przynajmniej podejrzewam, bo, prawdę mówiąc, nie wiem.

I ja, spotykam się z tym kochankiem, który wychodzi na spotkanie ze mną pod aż nadto przyziemnym pretekstem - odcedzenia psa. I wita mnie w tych ciemnościach nieśmiało, kilkakrotnie dopytując się: Dzisiaj mamy czwartek? XX dzień XX miesiąc, czy tak? Tak, oczywiście. - odpowiadam grzecznie.
I daję mu dyskretnie to, na co czeka.

Czasem daję mu więcej, niż oczekuje. Uszczęśliwiam go, chociaż to co robię jest naganne. Wiem, że nie powinnam. Ale nie mam serca. Albo raczej - mam serce i wiem, że to jedyne, co sprawia mu przyjemność, a ja chcę mu zrobić przyjemność. Mnie na nią stać, jego - wręcz przeciwnie, czemu mam się nie podzielić?

Staruszek... nie wiem, ile lat sobie liczy? 80, a może 90? Jest samotny, ma tylko tego psa i - jak sądzę - niewiele na przeżycie miesiąca. Te papierosy, które mu daję każdego ranka, to coś, na co na pewno nie może sobie pozwolić. I nie widzę powodu, żeby martwić się ich szkodliwością  dla organizmu w tym wieku...

Mój kochanek... nawet nie wiem, jak mu na imię...

Brak komentarzy: