niedziela, 20 grudnia 2015

Dom mody w dziurze zabitej dechami

Niedziela przedświąteczna w naszym mieście, powiatowym zresztą. Południe, próbujemy  znaleźć sklep z koszulami męskimi. Sklepy nawet są, tyle, że zamknięte. Wydawałoby się, że najlepsze dni dla handlu, to okres przedświąteczny. Tymczasem, miasteczko świeci pustkami. Tu i ówdzie ktoś się snuje martwymi ulicami. Kilka sklepów otwartych, ale większość zamknięta na głucho. I znów wracam myślami do wojny o handel w niedzielę.
Podobno markety powodują upadek drobnych handlowców, sklepów tradycyjnych. Tak, taki skutek jest. Ale to mnie nie martwi, nasz rodzimy handel rozkłada się sam na cztery łopatki. Jak wszyscy ci, którzy głosowali na PiS, potrafi jedynie wyciągać ręce i wygłaszać pretensje. Dzisiaj ja chciałam dać komuś zarobić, ale się na mnie wypiął. Cóż, jutro ja pojadę do sieciówki, kupię, co chciałam.
Mogę tylko ubolewać nad lenistwem i głupotą polskich handlarzy, którzy nie potrafią, albo im się zwyczajnie nie chce, wykorzystać szansy na zarobek. Wiadomym jest, że obywatele chętnie wydają pieniądze podnieceni perspektywą zbliżających się świąt.  Ja akurat, albo raczej Pan Monsz byliśmy w pilnej potrzebie zakupu koszuli.
Byłam pewna, że niedziela handlowa, czyli przedświąteczna, będzie okazją do odwiedzenia lokalnych sklepików. W tygodniu to nie jest możliwe, gdy już uporam się z obiadem, wszystkie są pozamykane. Parkingów brak, wycieczka po mieście to strata cennego czasu. Lidl jest tuż za rogiem, dwa kroki od domu. I otwarty do 22:00. To  zatem mój ulubiony dom handlowy. Od dawna ubieram się w Domu Mody Lidl... ha ha...

Brak komentarzy: