środa, 16 grudnia 2015

Banicja

Od 25 października czuję się jak banita. Na wygnaniu, wyrzucona poza nawias społeczeństwa, sprawiedliwego i kochającego wszystkich, pod jednym warunkiem - że jest "swój". "Swój" oznacza, co do zasady, przysadzistego kurdupla, dowolnej płci, o wejrzeniu półgłówka i z lekceważącym uśmieszkiem na uściech. Zasypiając, obraz tego, narodowego wzorca mam pod powiekami... Stanęłam wczoraj przed lustrem, przyłożyłam wzorzec do się.  Górą wystaje, wszerz mogę ze dwa razy się zmieścić, uśmiech mam zbyt życzliwy ludziom, w ogóle ta pogoda ducha bije po oczach... Wyszło, że -  nie pasuję najwyraźniej. I wtedy właśnie poczułam, że skazano mnie na banicję. Ale ja za cholerę się wyrzucić nie dam! Zamówiłam już nawet stosowne gadżety i zamierzam się ukrywać.
Przede wszystkim ( są już w drodze ku mnie!) okulary:



Okulary typu "incognito", mogą być przydatne w warunkach zagrożenia ze strony uzbrojonych w parasolki i inne insygnia wszechwładzy, bojówek różańcowych, tak tylko - na przykład. Bo, jak już mnie dorwą, oskarżą o bezczeszczenie poczucia Prawa i Sprawiedliwości ( ich poczucia, rzecz jasna!), to kariera medialna mnie czeka, jak nic. A wtedy to już tylko inicjały i sweet focia z czarnym paskiem na oczach. A co ja się będę w fotoshopy, czy  paski bawić, ja już będę przygotowana. Okulary mam! Może wyrok skrócą o 3 dni, kto wie, jak się poddam bez walki? Tak, w ramach gestu miłosierdzia dla "gorszego sortu", albo coś w tym rodzaju .

Brak komentarzy: