wtorek, 10 listopada 2015

Zaproszenie

Dostałam zaproszenia. Dwa, na dodatek już powtórne. Myślę sobie: nieładnie tak nie skorzystać, kiedy grzecznie proszą.
Wziąwszy stosowny urlopik, jednodniowy, przygotowałam się do złożenia wizyt. Wykąpana, czyściutka, pachnąca, pomaszerowałam w tym deszczu pod wskazany w zaproszeniu adres. Próbowałam potwierdzić swoją wizytę telefonicznie, ale mi nie poszło - nikt nie raczył się odezwać po drugiej stronie. Hmm, pomyślałam, jak to? Zapraszają, a potem udają, że ich nie ma? A ja, na złość - pójdę! Poszłam.

Stoję w kolejce. Czekam grzecznie. No, nareszcie! Że co? Że spotkanie 28 grudnia???? W zaproszeniu napisano, że czekacie 4 dni w tygodniu, od 9:00 do 13:00!

I tak to diabli wzięli moje przygotowania... i zapał, na który czekałam niemal 4 lata. Bo akurat do takich wizyt to ja zapału nie mam, oj, nie mam! I obawiam się, że prędko kolejny raz mnie nie nawiedzi, niestety.  A powinnam wiedzieć, głupia pinda, że jak NFZ zaprasza, to raczej z nadzieją,  że nie skorzystam. Z tego zaproszenia.

Brak komentarzy: