wtorek, 6 października 2015

Powiało...

jesiennym smuteczkiem...

Nostalgicznie jest. Smutnawo i mgliście. Tęskno. Janis Joplin śpiewała mi Summertime, a teraz A piece of my heart.

Każda jesień wyrywa mi taki kawałek, z serca. Mocno jest już nadgryzione, poszarpane.
Niech ukołyszą mnie teraz, snujące się dźwięki Nothing else matters, to Metallica... Ummm...
tak pięknie muzyka pieści mnie, trąca leciutko, żeby po chwili wybudzić mnie z letargu, z tego półsnu, w którym wciąż jeszcze tkwię. Żeby całkiem się już wprowadzić w ten liryczno-nostalgiczny nastrój, teraz posłucham Party Doll, Mick Jagger mi pośpiewa. A ja się podelektuję tą perełką, tak perfekcyjną, że komentować nie trzeba.

Jeszcze Angie... niech przypłyną z nią wspomnienia... moje wspomnienia...

Rozmiękłam całkiem, więc teraz dodam sobie energii: Leo Rojas i jego Celeste. Oj, tak lubię fletnię pana.

Jest jeszcze parę takich kawałków... będzie seans spirytystyczny... wywołam duchy...


Brak komentarzy: