sobota, 10 października 2015

"Kusiciel"

Skończyłam lekturę.

Muszę przyznać, że z każdą, kolejną stroną, było już tylko lepiej. A.J. Gabryel chyba sam zmęczył się nadmiarem kwiecistych, często pełnych egzaltacji opisów. Umiar, wprawdzie nieco opóźniony, ale wyszedł książce na dobre, stanowczo. Nie znaczy to, że polały się łzy me czyste, rzęsiste, nie! Lektura nie wycisnęła z moich oczu ani jednej łzy. Nie uwierzyłam w szczerość uczuć, targających głównym bohaterem, ani obiektem jego chuci. Jak dla mnie, to one zbyt ociekały intymną wydzieliną.

Mogę jednak Adamowi wybaczyć, te przekombinowane trochę opisy ekstazy, te rozterki ciągnące się jak spaghetti.

Gdybym mogła porozmawiać z autorem, powiedziałabym mu tak:

Adamie... wiesz doskonale, że masz zadatki na godnego następcę Johna Irvinga. Żeby jednak pisać dobre książki, musisz się wyzwolić z obsesji seksu i pornografii. Dopóki tkwisz w tym zaklętym kręgu, poza którym toczy się prawdziwe życie, ze wszystkimi swoimi odcieniami szarości, twoje książki będą jedynie literaturą kieszonkową, czytywaną mniej lub bardziej potajemnie, czasem z wypiekami na twarzy, ale nie literaturą w oczywistym znaczeniu tego słowa.

Ja nie mam już dużo czasu, nie mogę czekać w nieskończoność na twoją powieść, o której powiem, że zapadła mi w duszę, jak na przykład Hotel New Hampshire, albo Jednoroczna wdowa, czy Świat według Garpa. Wiem, że potrafisz, tylko chyba jednak nie masz ochoty. Być może szkopuł tkwi w tym, że jak nie wiadomo, o co chodzi, to zawsze chodzi o...

Cóż... nie mój cyrk, nie moje małpy.

Najbardziej intrygujący jest pseudonim literacki autora - Gabryel. Równie dobrze mogło być: A.Rchanioł, zamiast A.J.Gabryel. Podoba mi się to mrugnięcie okiem do czytelnika :)





Brak komentarzy: