niedziela, 11 października 2015

Kusiciel - dumanie

Dla równowagi dokończyłam Conan Doyle'a, czytanego od tygodnia jakoś tak, bez większego zaangażowania. Chyba za dużo kryminałów podczas sezonu letniego łyknęłam i chyba dostałam niestrawności...

Myślami wciąż wracam do "Kusiciela", leży mi, choć to brzmi głupio, na wątrobie. Coś mi nie gra, do końca wciąż jeszcze nie wiem, co? Błąka mi się w głowie niewyraźna myśl, że portret bezimiennej bohaterki książki jest naciągany z lekka. I, że - choć dualizm natury zdarza się - taka podwójna osobowość, jak przedstawiona w "Kusicielu" jest niemożliwa. Może się mylę... Nie mam patentu na rację i nieomylność. Możliwe także, że sugeruję się własnym rozdwojeniem jaźni, znanym mi aż nazbyt dogłębnie. Gapienie się w gwiazdy, przyglądanie kroplom rosy i rozkoszowanie się wonią budzącej się do życia natury, tudzież zamiłowanie do kosmetyków z owocową nutą nie jest mi obce. Podobnie zresztą, jak zapisywanie wszystkiego, co niespiesznie krąży w moich zwojach mózgowych, czego dowodem jest ten pamiętnik, pełen takich zachwytów i głupawych wierszyków, pojawiających się przemiennie z dowodami na wpadanie w dołki.

Jakoś trudno mi wyobrazić sobie siebie w charakterze demona seksu, miotającego się bez opamiętania wśród licznych ofiar mojego pożądania. Podobnie, trudno mi przyjąć do wiadomości, że tyle romantyzmu może tkwić w osobie nieustannie podążającej ścieżką wyuzdanego seksu. I tu mam na myśli oboje bohaterów, jego i ją w tym samym stopniu.

Ja wiem, że jak się pisze książkę wyciskającą, w założeniu!, łzy z ócz czytelniczek, to wszystko i wszyscy muszą być nieskazitelni, jak wycięci z magazynu mód. Żeby sobie karmiące, zapracowane matki, wyobrażały siebie w charakterze księżniczek. Ale, gdy się pisze pornoharlekina, to oczekiwałabym, że już niekoniecznie? Bo, jako żywo, te karmiące, z rzadka jedynie po coś takiego sięgną. I głównie dlatego, że one w ogóle czytują wyłącznie periodyki o charakterze poradników i nic poza tym.

Nie wiem, czy nadal chce mi się kontemplować "Kusiciela". Żeby nie zidiocieć, podejmę kolejną próbę przebrnięcia przez "Grę w klasy" Cortazara. To będzie droga przez mękę, ale może pobudzi mi szare komórki, bo one jakoś więcej dla mnie znaczą, niż emocje erotyczne.



Brak komentarzy: