sobota, 31 października 2015

Głosy Pamano

Bardzo poruszająca lektura. Do końca mam jeszcze daleko mimo, że mam za sobą już 400 stronic. Książka od początku przypomina mi Absalomie, Absalomie, Wiliama Faulknera. Ta sama technika. Jaume Cabre zastosował, podobnie, jak W.F., tzw. "strumień świadomości", narracja jest żywa, a narratorzy niespodziewanie zmieniają się w najmniej oczekiwanych momentach. Dzieje się to niejako "z marszu", bez zmiany rozdziału, często nawet bez nowego akapitu. I, także podobnie, jak u W.F., przeskakujemy z epoki do epoki, jakbyśmy przenosili się w czasie. Podglądali raz przeszłość, raz teraźniejszość.

Katalonia. Malutkie miasteczko Torena. Reżim Franco i partyzanci. I losy mieszkańców, targane wichrami bratobójczej walki. I lęk, rozpacz i nienawiść. I miłość. Zła, napiętnowana przez czas, obrosła wrzodami. I śmierć.  I pytania, na które nie ma odpowiedzi. A nawet, gdy jest, to nie ta, której oczekujemy.

Powieść pełna emocji, głównie negatywnych, gniewu i wątpliwości, w istnienie boga też. Przypomina mi trochę zapiski z rozmów z człowiekiem w malignie. Wypowiedzi, zdania urywają się, znaków przestankowych niewiele. Na początku czyta się z trudem, trzeba poznać styl pisarski i przyzwyczaić się doń. Potem dopiero odkrywamy jego piękno. Uczymy się myśleć, jak narratorzy. I czuć, jak narratorzy. I sami zadajemy pytanie: czy odkrywanie prawdy, za wszelką cenę, ma sens? Nie jestem pewna, czy prawda absolutna nie jest aby zbyt kosztowna? Żeby zajrzeć do piekła Tartaru, trzeba przepłynąć Styks. Żeby przepłynąć Styks, trzeba złotym obolem opłacić Charona. Czy widok piekła jest wart tej ceny?




Brak komentarzy: