sobota, 3 października 2015

Daukszewicza cd.

Kolejny, znaleziony tekst w "Pamiętniku IV Rzepy"...

Dowcip o tym, jak to Prezes, którego należy nazywać premierem, trafia do Nieba bram. Święty Piotr pyta, czy woli do nieba, czy do piekła? Pada odpowiedź, że, oczywiście, do nieba. Święty Piotr mówi, że może by tak jednak najpierw Prezes spędził jeden dzień w niebie, a potem jeden dzień w piekle, zanim zdecyduje. Prezes się zgadza i trafia najpierw do nieba. W niebie widzi jak sobie spacerują w plenerze zielonym, wśród łąk i brzezin polsko szumiących, tu Wałęsa z Kwaśniewskim, tam znów prof. Bartoszewski z Geremkiem, czy kimś podobnym. I ten widok się nie podoba Prezesowi, jasna sprawa. Schował się był w krzakach, żeby przeczekać  i niejako być niewidzialnym. Mija doba i winda wiezie imć Prezesa do piekła. A piekło, jakoby na Bahamach było. Muzyka gra, szampan strzela, dookoła radość i śmiechy. Zabawa na całego. Tu Kurski, Gosiewski, Macierewicz i cała reszta znajomych Prezesa, ulubionych i jeszcze ulubieńszych... I Prezes po powrocie do niebieskich bram mówi do Św. Piotra, że on się namyślił i  jednak chce do piekła.
I tam też trafia. Ale teraz piekło wygląda jakoś inaczej, Wygląda tak, jak prawdziwe piekło: smród siarki, kotły i diabły z widłami. Prezes przerażony pyta więc Św. Piotra, skąd ta zmiana? Przecież, gdy tu był poprzednim razem, wszystko wyglądało inaczej!

- Bo to była kampania wyborcza. - odpowiedział Św. Piotr


Hmm... żeby tak sobie wyborcy wzięli to do serca...

Brak komentarzy: