niedziela, 11 października 2015

coś głupiego

Humor poprawił mi się całkiem niechcący. Przed chwilą. Około południa wybrałam się tradycyjnie do SPA. Znaczy do łazienki. W celu odnowy biologicznej. Zwilżyłam przepisowo włosy, oczyściłam starannie twarz i przystąpiłam do nakładania specyfików, które z ....cioletniej Agrafki uczynią niebawem taką więcej przepiękną damę. Dokładnie i równo nałożyłam na włosy maskę, wczesałam ją we wszystkie kosmyki, żeby żaden nie poczuł się pominięty. Na twarzy rozprowadziłam odżywczą, owocową papkę, pod oczy stosowne płatki, po czym udałam się "na pokoje", żeby wystarczająco długo się te paskudztwa wchłaniały.

Na trasie z łazienki ku pokojom, natknęłam się na Pijawkę, który omal nie zemdlawszy, słabym głosem wyszeptał:

O Jezu... mamuś, co ci się stało????

Tyle w tych słowach kilku zmieściło się i lęku, i troski o moją przyszłość na tym ziemskim padole, że serce matczyne zatrzepotało było ze szczęście nagłego. Niespodziewanego. Nie przywykło ono, to serce, do takich objawów uczuć ze strony latorośli, jeno do wiecznych pretensji, stąd ta reakcja trzepotliwa.

Udzieliwszy krótkiego wyjaśnienia: maseczka, a następnie wysłuchawszy równie krótkiego: aaa, dotarłam szczęśliwie do fotela, nadziałam drugie oczki i zajęłam się opisywaniem tutaj meandrów, którymi myśl moja podążała po lekturze owego "Kusiciela", który taki niepokój zasiał w mojej duszyczce umęczonej z lekka.

Po stosownym czasie kontynuowałam pobyt w SPA, zmyłam wszystkie mazidła, umyłam i wysuszyłam włosy,wklepałam odrobinę kremu w twarz, przy czym, zerkając w lustro, pozbawiona tych zapasowych oczków, wydałam się sobie jakby nieco urodziwsza, a już z cała pewnością młodsza. Radość moja nie trwała jednak zbyt długo, bo zerknąwszy raz jeszcze okiem już uzbrojonym, nie dostrzegłam już niczego,co potwierdziłoby wrażenie sprzed chwili.

Eh, mówi się trudno...

Humor oscylował gdzieś pomiędzy zwykłym dołkiem, a głębszą depresją. Aż do teraz.

Jedna tubka, ta z której wycisnęłam całą zawartość i wtarłam we włosy, została opróżniona. Przyszło mi do głowy, że być może w Necie można zakupić specyfik taniej, niż w aptece, więc zasiadłam z ową pustą tubką przy  kompie, poprawiłam wzrok okularami i ... przeczytałam:

Maseczka intensywnie odbudowująca. Na noc.

Zapaliło się światełko, w mojej głowie: jak to - NA NOC??? Maseczka na włosy na noc???
Dochodzenie ujawniło, że cerę poprawiałam za pomocą maski na włosy, a włosy kremem na piękność twarzy.

Uff... odetchnęłam, cale szczęście, że mojej urodzie ta pomyłka nie zaszkodziła. Bo, że nie pomogła, to - doprawdy - żadna różnica. Oni po prostu takie marne produkty sprzedają, które upiekszają tylko to, co piękne już jest. Samo z siebie.


Brak komentarzy: