sobota, 24 października 2015

Coma

I znowu nie mam co czytać. Skończyłam "Comę" Robina Cooka. Thriller medyczny, jak to u Cooka. Trzeba przyznać, że Cook jest mistrzem w swoim gatunku. Nieśpiesznie, dawkując po kropelce, wsącza w czytelnika niepokój. Zagłębiając się w lekturę, pokonując kolejne stronice, wciąż nie wie się, co właściwie się dzieje. Podobnie było z książką "Komórka". Wiedziało się, że coś jest na rzeczy, ale trudno było dociec - co?

Thrillery medyczne są, jak myślę, wyjątkowo dręczące. Każdy,prędzej, czy później, z systemem lecznictwa ma do czynienia. A zawsze jest w pobliżu ktoś, kto już miał, albo akurat ma. I, rzadko trafiają się pozytywne odczucia. Cóż...

Bezduszność, obojętność, wpisane są chyba w tę dziedzinę na stałe. Być może tak powinno być? Może nadmiar ludzkich odruchów ze strony pracowników służb medycznych nie jest dobry dla pacjenta. Można poczynić takie założenia. I zdaje się, od dawna jest to praktykowane. Ja jednak myślę, że nie można tłumaczyć braku empatii przyzwyczajeniem i troską o własne zdrowie psychiczne.

Książka zaczyna się od przypadku medycznego, który przytrafił mi się już trzykrotnie. Doskonale pamiętam... jak się czułam, trafiając w tryby machiny szpitalnej. Odczłowieczona, pozbawiona godności ludzkiej, odarta z uczuć. I pamiętam świetnie zachowanie lekarzy, pielęgniarek... Mimo wszystko, uważam, że można inaczej, tylko trzeba chcieć zobaczyć w pacjencie istotę ludzką. Ja miałam wrażenie, że stałam się przypadkiem medycznym, istniejącym niejako niezależnie, a jedynie zrządzeniem losu wetkniętym w moją cielesną powłokę.

Zdziwiło mnie, że Cook, będąc lekarzem, nie stracił z oczu istoty rzeczy, nie skoncentrował się na tych "przypadkach", wciąż widząc człowieka, z jego emocjami, lękami, oporami i bólem.

Ale Cook wie, jak wygląda rzeczywistość. Przedstawia ją bez ogródek. Kariera, sukcesy zawodowe, no i przede wszystkim ten pieniądz, który rządzi medycyną. Dla pieniędzy można zrobić wiele...wszystko... I nie spędza to snu z powiek tym, którzy kiedyś składali przysięgę Hipokratesa. Primum non nocere. Martwy język... O, tak!

Brak komentarzy: