wtorek, 20 października 2015

20 października.

Irena. Tak, dzisiaj imieniny Ireny...

To już trzynasty raz Cię nie uścisnę, nie złożę życzeń. Nie dostaniesz ode mnie kwiatów. Mamo...

Nie poszłam na cmentarz, nie czuję tam Twojej obecności, nie umiem myśleć, ani przywołać wspomnień, gdy tam jestem. Wolę podumać tu, w domu. W miejscach, w których bywałaś, zapisywałaś się w mojej pamięci.
.........................................................

Wciąż czuję ból, chociaż tego po mnie nie widać. Uśmiecham się, jestem pogodna. Pamiętasz? zawsze byłam w tym dobra... Wszyscy, wszyscy, tylko nie ty, Mamo, dawali się nabrać na ten uśmiech. Nazywam go uśmiechem numer 8. Rzadko się zapominam, ale zdarza się, że znika z mojej twarzy i wywołuję wtedy powszechną konsternację. Staram się więc o nim pamiętać i traktować go jak obowiązkowy makijaż, bez którego w moim wieku nie wypada wyjść z domu.

Wychodzę. Z makijażem. I z uśmiechem przylepionym do twarzy. Wiesz, pomyślało mi się, że ten uśmiech jest jak proteza. Ha!

Ty jednak widziałaś, że w moich oczach często uśmiech się nie odbijał. Gdy jestem szczęśliwa, są zielone. Gdy smutna - szare.

Dzisiaj szare. Mimo tego uśmiechu.

Za miesiąc już czwarta rocznica śmierci ojca, 23 listopada... czy wyobrażasz sobie, że...
za nim też w jakiś sposób tęsknię?! Tak. Inaczej, niż za Tobą, ale - tak...

Śpij i śnij sny radosne... Mamo.

Brak komentarzy: