środa, 30 września 2015

Imigranci. Tak, czy nie?

Bardzo trudno - się wypowiedzieć... bardzo łatwo - wrzucić do jednego worka dobrych i tych dobrych inaczej...

Oglądając i czytając o tym, co muzułmanie potrafią zrobić kobietom i dzieciom, albo śledząc na Youtube na przykład kierowców TIR-ów, którzy podążają teraz autostradami Europy, nóż się w kieszeni człowiekowi otwiera sam, nie da się ukryć!

Jak sobie poradzić teraz z tą falą uchodźców? I jak się nie bać? Ja wiem, że decydenci Wspólnoty Europejskiej studzić chcą emocje społeczne, niby edukacyjną kampanię prowadzą, ale... no, właśnie, zostaje to ale! Gwarancji nikt nam, obywatelom nie da! Że krzywda się nikomu nie stanie.

Najbardziej doskwiera świadomość, że braliśmy czynny udział w działaniach wojennych na Bliskim Wschodzie, w Afryce. Pchaliśmy się tam sojuszniczo, chociaż nie bardzo wiadomo - po co? Po co nam to było? I, nie rozumiem też, jak można teraz mówić, że "kochani, nic się nie stało", że to nie wina wojsk sojuszniczych, tylko wewnętrzny problem krajów muzułmańskich.

To jest nasza, wspólna, sojusznicza wina... Nasz, niby cywilizowany świat, wpycha palce między wszystkie drzwi, za którymi spodziewa się zysków. Udaje przy tym, że robi to dla dobra tego innego, odmiennego kulturowo świata.

To inna cywilizacja, inne zasady moralne, obca wiara, o tym wiemy wszyscy. Wiadomo, że nie wszyscy w tamtych regionach ochoczo stosują się do surowych... nie, to za mało powiedziane! do okrutnych, dyskryminujących niezmiernie, reguł społecznych, religijnych. My też niezbyt chętnie przyjmowaliśmy metody i zasady, narzucone nam przez ZSRR. Ale jakoś żyliśmy w tym reżimie kilkadziesiąt lat. I Zachód specjalnie się nie rwał nas ratować!

Zresztą, ten miłujący demokrację i dobro ludzkości Zachód, zanadto się nie troszczył o los muzułmańskich kobiet, dzieci. Wiedział doskonale, w jakim piekle żyją, ale dopóki nie doszło do zamachu na WTC, nikogo to nie obchodziło. Potem dopiero się zaczęło. Teraz będziemy mieli przyjemność poznać bliżej tych, którzy nienawidzili Zachodu zawsze, a po rozpętanych przezeń wojnach - nienawidzą jeszcze bardziej, aż po same trzewia.

Można zignorować propagandę ksenofobów, można powiedzieć, że to tylko odosobnione przypadki. Jeżeli jednak spojrzy się na to, co ma teraz miejsce w całej Europie, do której docierają uchodźcy, trudno nie zauważyć, że kobiet i dzieci widać mało, za to miliony już chyba przepełnionych agresją mężczyzn. Uśmiech na ich twarzach, gdy demolują, napadają bezbronnych obywateli, nie świadczy o tym, że to oni uciekli przed reżimem i wojną bratobójczą! Przypominają mi kiboli... To porównanie nasunęło mi się od pierwszego spojrzenia na nagrania z na Youtube.

Jak się nie bać widząc demolki aut, barykady na drogach, słuchając statystyk o zbiorowych gwałtach na kobietach i małych dziewczynkach, patrząc na akty przemocy wobec przechodniów?

Boję się.

Obawiam się, że politycy wyjścia nie mają, wiedząc doskonale, że sami nawarzyli piwa i muszą je wypić.

Ale my, jako społeczeństwa, będziemy musieli zjeść tę żabę, a żaba, to wszak nie to samo, co piwo...

Podziękujmy Ameryce, to jej zawdzięczamy to piekło... A oni znowu mówią, że być może zniosą te wizy...

Wsadźcie sobie te wizy w d...

niedziela, 27 września 2015

Polityka na ringu

Politolodzy komentują ostatnią prostą trwającej właśnie kampanii wyborczej. Nic odkrywczego w tych komentarzach nie znalazłam. Bo, że walka bardziej brutalna, niż w ubiegłych wyborach, to widać gołym okiem. I, że ciosy poniżej pasa są, i z pewnością będą wymieniane, to też wiemy, bez fachowej opinii. Aż takimi ignorantami chyba nie jesteśmy, żeby trzeba nam było mówić, co widzimy, prawda?

Bardziej interesowałoby mnie, co mędrcy sugerowaliby, żeby poziom walki politycznej choć co nieco się podniósł? Tu jednak nie ma na co liczyć... Zresztą, zwróciłam uwagę, że o "wysoki poziom walki" dbają media. Podsycają ogień, rozdmuchują każda iskierkę, póki się tli. I zawsze jest źle: albo kampania czyjaś bez pazura, mdła i nie dostosowana do wymagań rynku; albo agresywna, czyli "okrutna, zła i podła". Ale nigdy nie usłyszałam, że w sam raz merytoryczna i w sam raz prężna.

I już wyobraźnia mi podsuwa komentarze powyborcze:

Partia X wygrała, bo szła po trupach, wciąż atakując wroga i tnąc odrastające łby.
Partia Y przegrała, bo nie wykorzystała możliwości i nie atakowała wystarczająco przeciwników, licząc na mądrość społeczeństwa.
Partia Z nie przekroczyła progu wyborczego, bo nie miała właściwych i chwytliwych haseł.

I wątroba mi się przewraca wtedy. Bo, może to społeczeństwo byłoby mądrzejsze, gdyby było edukowane, a nie buntowane przez domorosłych mędrców, prących ku karierze.

Eh...

Może szczegóły, nazwiska czasem, jakieś nawet całe wydarzenia umykają mi z pamięci, fakt! W końcu od tylu lat jestem pod obstrzałem informacyjnym. A najbardziej na te zaniki wpływają nieustanne roszady, te wymiany kadr, po których ktoś, kto nie zajmuje się zawodowo politykami, zaczyna się gubić i nie wie, z którą z naszych ukochanych partii ma  akurat do czynienia, bo mu się percepcja dźwiękowa z wizualną kłóci. Ja często się łapię na takich rozbłyskach, wyładowaniach mózgowych. Otwieram TV, patrzę na ten przykład na Fakty po Faktach, trzy sztuki wypomadowane, pod krawatami siedzą w studio. Chwilę słucham, w mózgu kipisz. Mój mózg za cholerę nie chce poprzekładać posłów z przyznanych im niegdyś lokalizacji  do nowej siedziby. Taki poseł Janusz Wojciechowski... Jak mój mózg go zaewidencjonował w szufladce PSL, tak ni rusz nie chce przeprowadzić go do szufladki z napisem PiS. Wizja - PSL, fonia - PiS? Zgłupieć można.

Czarnecki, ten to chyba zaliczył wszystkie partie... Gowin. Palikot. Zalewski. Dorn. Długo można wymieniać... Ale mi się nie chce...

I, jakby na to nie patrzeć, to poglądów autentycznych, takich z głębi duszy poselskiej, się u większości posłów nie doszukasz. One ewoluują wraz z tą wędrówką ludów. A te przeprowadzki przypominają mi jedynie chwiejny krok gościa, który późną wieczorową porą do dom wraca, po wieczorze co najmniej literackim... Każdy powiew wiatru znosi go w którąś stronę, a on biedaczek nie ma sił stawić czoła tym porywom, daje się ponieść, aż nagle pada. I budzi się zdziwiony:
O, k.... gdzie ja jestem???!

I tak samo politycy.

A jak to było, kiedy babcia miała wąsy? A, to warto sięgnąć po "Pamiętniki IV Rzepy", albo inną książkę Krzysztofa Daukszewicza. I te puzzle się same dopasują, i babcia okaże się dziadkiem.

sobota, 26 września 2015

Nocne Polaków rozmowy

Późną, wieczorową porą konwój Prezydenta, z wygaszonymi światłami, bez tzw. "bomb", udał się w kierunku Żoliborza. A po cóż głowa państwa  pojechała na ten Żoliborz?

Na nocne rozmowy z prezesem...

Ja nie mam nic przeciwko nocnym pogawędkom. Chcą, niech sobie panowie rozmawiają, tyle, że Prezydent nie powinien cichaczem odwiedzać nikogo. Taka funkcja zobowiązuje.

Siedzę i zastanawiam się, czyżby miłościwie panujący nam Pan Prezydent konsultacji zażywał był? Być może w kwestii ewentualnego zwołania posiedzenia Rady Bezpieczeństwa? Tudzież ustalenia, czy zaprosić panią premier Kopacz na tę okoliczność, czy udawać, że w Polsce premiera w ogóle nie ma?

Hmmm... ciekawe, jakich to rad, jedynie słusznych, udzielił imć prezes?

Jakoś mi się wydaje, że dopóki nie zostanie mianowany nowy Rząd, z równie świeżutkim premierem, o żadnych, poważnych spotkaniach w pałacu mowy nie ma i nie będzie!

Bo, niby wszyscy tutaj jesteśmy równi, ale niektórzy jednak jacyś tacy równiejsi są, czy jakoś tak...


piątek, 25 września 2015

Bykowe?

Kuchennymi drzwiami podobno chcą wprowadzić i, jak znam naszych, rodzimych polityków, to im się uda! Udało im się ograbić mnie z oszczędności w OFE, uda się i kolejny zamach na nasze pieniądze. Może i ja jestem głupia, ale jakoś wątek demograficzny do mnie nie przemawia... Z jednej strony mówimy o przeludnieniu Matki Ziemi, o skutkach tej nadmiernej eksploatacji wszystkiego i o zmianach klimatu, a z drugiej strony mamy wyścig o baby boom? No, albo powstrzymamy to przeludnienie i zaczniemy wolniej opróżniać ziemskie złoża, albo czeka nas zagłada. Im będzie nas więcej, tym większa ona będzie. To czego my w końcu chcemy? Quo vadis, homo sapiens?
Ee tam... zaraz - sapiens! Wystarczy samo - homo.

I nie trujcie panie i panowie o tym, że nie będzie komu pracować na nasze emerytury, bo to bzdura. Przejadacie, rozdajecie na lewo i prawo wszystko, co tam wpływa! Na dodatek wcale nie rozdajecie tym, którzy wpłacają, a nawet wręcz przeciwnie! Zacznijcie płacić emerytury według zasady: ile wpłacasz, tyle masz i będzie sprawiedliwie.

wtorek, 22 września 2015

Emerytury

Informacje polityczne wciąż snują się wokół mnie, jak mgła poranna, jesienna.
Prezydent złożył projekt umożliwiający przechodzenie na emeryturę wcześniej, niż zapisano w obecnym brzmieniu obowiązującej ustawy.

Niby nic nowego, ani tym bardziej dziwnego, bo przecież obiecywał. I jak obiecał, tak uczynił był.
Tyle, że nie wiem po co to zrobił? No tak, dla elektoratu, który lada moment do urn pomaszeruje dziarsko. A Prezydent przecież chce przygarnąć wszystkich, nawet mnie! Do łona. Tylko nie jestem pewna, czy ja pragnę być przygarnięta do tego łona?

Wiadomo, że nikt już nie zdąży zająć się projektem prezydenckim, ale co tam - słowo ciałem się stało i wszyscy widzieli przecież! Po wyborach, które niechybnie wygra PiS, się złoży jeszcze raz i wtedy przegłosuje. I co dalej?

A dalej, to się zobaczy. Jak sądzę, społeczeństwo, któremu co roku miesza się w ustawie emerytalnej, rzuci się na te emerytury, brać je, póki dają! Bo gadanie, że ludzie zaczną kalkulować i rezygnować z wróbla w garści, gdy gołąbek na dachu, to ja proszę między bajki włożyć! Nie będą czekać na gołąbka. I co wtedy? Trzeba przecież rozdać służbie zdrowia, policjantom, nauczycielom, wetknąć coś w te powyciągane zewsząd ręce. I będzie przelewanie z pustego w próżne.

A potem się zobaczy. Raz już to mieliśmy, potem się podała władza do dymisji, jak już poobniżała podatki, rozdała becikowe i inne przywileje. I zrzuciło się winę na kolejną władzę, bo tak się pięknie złożyło, że akurat zaczynał się światowy kryzys. No, jak na zamówienie po prostu. I niech mi nikt nie próbuje wmówić, że ten samowolnie dymisjonujący się rząd nie wiedział, że kryzys mamy za progiem. Wiedział o tym doskonale.

środa, 16 września 2015

Gdzieś, obok nas...

toczy się życie. Polityczne. Obok nas.

Mam wrażenie, że udało mi się nie zaangażować się, nie uczestniczyć, po prostu - być, obok.
Coś tam dociera do mnie, jakieś skrawki informacji, ale specjalnie mnie nie intryguje.

Wierzba ma gałęzie ciężkie od tych gruszek, które na niej politycy w ferworze walki wieszają. Ciekawi mnie, kiedy się to drzewo złamie?

A tymczasem zjem sobie śliwkę. sama urosła, nikt jej nie wieszał.

sobota, 12 września 2015

Przyjaźń

Przyjaźń. Taki stan, gdy ludzie mogą razem milczeć na jakiś temat.



usiądźmy
życie niech płynie obok nas
pomilczmy
razem na nieważny temat
nie śpieszmy się
niech wyprzedzi nas czas
zamknijmy oczy
niech myślą że nas tutaj nie ma


Tak. Jak się coś zalęgnie, to na smutno...

Nawet dowcip mi humoru nie poprawił, a jest naprawdę dobry:

- A ty, jesteś w stanie stwierdzić, ot tak, co kobieta myśli?
- Na początek muszę się z nią przespać.
- A potem?
- A potem, to mnie g... obchodzi, co ona myśli!

piątek, 11 września 2015

Poczwarka

Znalazłam się niechcący w stadium poczwarki. Gorzej,bo myślę, że nie będę już nigdy pięknym motylem... i nie rozwinę skrzydeł po to tylko, by zalśniły w słońcu.

Sięganie w przeszłość odbiło się na mojej psychice. Nie powinnam szperać w archiwach, szczególnie tutejszych. Uświadomiłam sobie właśnie, jak wiele zmian we mnie zaszło w ostatnich latach.

Czuję się teraz próżna, jak butelka po winie. Po dobrym winie. Wszystko, co było we mnie dobre, już wywietrzało, albo raczej zwietrzało! Został tylko osad na dnie...Eh...

Bukiet. Mówią, że wino ma bukiet. Ciekawa jestem, jaki ja ten bukiet miałam? Czy była to ulotna mieszanka aromatów dojrzałych owoców, z nutą pieprzu i wiosenną świeżością młodego tataraku?

Już się tego nie dowiem. Teraz, z tych wszystkich nut została tylko jedna, ta od pieprzu, w dodatku jakby sfermentowana. Reszta przepadła, zaginęła, rozwiała się szargana wichrami historii.

Jest mi smutno. Brakuje mi tamtej, uśmiechniętej i pozytywnie nastawionej do świata, ludzi i wszystkiego innego, Agrafki. Gdzie jesteś? Czemu nie wymyślają się już same głupie, ale pełne ironii wierszydełka? Fraszki. Opowiastki. Nawet o książkach piszesz teraz mało i jakoś tak pokątnie, bez zaangażowania. A przecież czytasz, dużo czytasz.

Prawda, jak ognia unikasz ostatnio trudniejszej lektury. Wiem, dlaczego - boisz się! Siebie, a raczej tego, co jeszcze może się w twojej głowie zalęgnąć. W głowie? - a może - w duszy?

Butelka po winie, czy poczwarka? Ach, w zasadzie co za różnica?

Humor przepadł bez wieści, razem ze mną. Więc jednak depresja...






czwartek, 10 września 2015

System zerojedynkowy

Facet, to dziwna konstrukcja biologiczna. Szczególnie pod względem użytych procesorów. Działanie jest oparte na zasadzie zero-jedynkowej. Impuls (1), brak impulsu (0).

Reakcja na impuls przejawia się ściśle określonym ruchem gałek ocznych, ogólnie biorąc przypominającym oczopląs.

Przykład:

Na linii męskiego wzroku pojawia się osobnik płci przeciwnej, odziany standardowo, czyli w barwach ochronnych - Brak impulsu.

Na tej samej linii pojawia się osobnik, oczywiście tej odmiennej płci, ociekający seksapilem, wystrojony w szpilki, obcisłe co nieco, przy czym bardziej nieco, niż co. Najlepiej obcisła skóra, czarna -Impuls. Impuls. Impuls. I oczopląs.

I w tym momencie piękniejsza połowa wciska DELETE.

Brak impulsu.


Złość

Naprawdę jestem wściekła. Wszystko mnie teraz złości.

Dzisiejsze protesty pielęgniarek też. No, to już jest bezczelność, żądanie 1500zł podwyżki do pensji podstawowej! Ja rozumiem, ja wiem, że każdy chciałby zarabiać więcej, ale to już jest skandal, podwyżka na cudzy koszt!
Słucham w radio rozmowy z Przewodniczącą Związku Pielęgniarek, szlag mnie omal nie trafia. Redaktor mówi, że napisał jakiś kierowca, że on wydębił i dostał 5gr/h. Pięć groszy na godzinę podwyżki. I to mu daje około 600zł więcej miesięcznie. No, to zaczęłam sobie liczyć. Wyszło mi, że ten kierowca musi przejeżdżać miesięcznie 12.000km, co daje 600km dziennie, liczone w dniach roboczych, oczywiście. Z Warszawy do Gdańska. Dzień w dzień. Tam i z powrotem. I on się cieszy. I nie narzeka, że mu ciężko.

A nauczyciele? Też już zaczynają swoje pretensje artykułować, w końcu jak się nie wyrwie teraz, to po wyborach będzie trudniej, do kolejnych 4 lata, kto się protestami przejmie.

Kurczę, jak się nie podoba, to dalejże za tę granicę, nikt nie trzyma tutaj. Nikt też płakać nie będzie, z Ukrainy tylu ludzi chce u nas pracować, mamy przyjąć emigrantów, to przyjmijmy, zastąpią naszych nierobów z ochotą.

A nasze drogie panie, które z troską pochylają się nad pacjentami taką, że pacjentom już na myśl samą rośnie ciśnienie. Ze strachu.

Wiem, co mówię. Napatrzyłam się, oj napatrzyłam na te troskliwość przeogromną!

Nauczyciele podobnie.  Dziś podobno prawdziwych Cyganów już nie ma, nauczycieli prawdziwych też ze świecą szukaj. Lekarzy. Pielęgniarek.

Cholerny świat...



wtorek, 8 września 2015

Spleen

Jak tak dalej pójdzie, to jesienna chandra dopadnie mnie wcześniej, niż zwykle... Za oknem ołowiane chmury, deszczyk siąpi i na przemian zacina, wiatr wciska się pod odzież na wszelkie, możliwe sposoby. Ziąb.

Może łatwiej byłoby o tolerancję takiej aury, gdyby nie to, że zmiany następują zbyt gwałtownie. trudno adaptować organizm do nowych warunków w ciągu jednej doby i wytłumaczyć mu, że 36 na plusie, czy 5 na plusie, to w zasadzie bez różnicy.

Otóż jest różnica. A czy to nie może być normalnie, stopniowo sobie spadać ta temperatura?

No, dobrze, prawda - miałam dosyć tej ekstremalnie wysokiej, nie zaprzeczam. Ale żeby od razu koło zera się miało zrobić, to już przesada !

poniedziałek, 7 września 2015

Facet na telefon

Cóż mogę tutaj powiedzieć o tej książce?...........

Najkrótsza to będzie zatem recenzja: hardcorowa super jazda bez trzymanki.

Więcej napisać nie mogę, bo mój pamiętnik nie jest oznaczony jako "dorosły".

Dodam tylko, że lektura wprawiła mnie w dosyć podły nastrój, w ostatecznym rozrachunku. Wyziera z niej pustka i rezygnacja. Może zawód, który wybrał sobie autor, jest wyjątkowo intratny (buty Gucci), ogólnie przyjemny, ale odziera faceta z godności i nadziei. Smutne to, choć aż za bardzo prawdziwe...

Zajrzałam na ten blog, który zdobył sobie takie grono czytelników ( raczej - czytelniczek?), wychodzi, że bloger Adam wydał już trzecią książkę. Zdaje się jego dzieła są monotematyczne.

Jedno, co mnie zaintrygowało, to fakt, że nastała podobno moda na tego rodzaju usługi. I, że trudno się czemukolwiek dziwić, skoro młodzież zaczyna od razu od najbardziej wyszukanych, niewyobrażalnych czasem doświadczeń, kompletnie ignorując wszystko to, co nadaje życiu sens i prawdziwy smak. Cieszę się, że ja - w przeciwieństwie do bohaterów, a przede wszystkim bohaterek tych opowieści - mam wspomnienia. Cudowne, snujące się przez całe moje życie, wspomnienia spędzonych w towarzystwie rówieśników chwil. I niczego nie muszę się wstydzić sama przed sobą. Nawet wtedy, gdy życie daje kopa, kolejnego, dotkliwego kopa, takie wspomnienia pozwalają stawić czoło, dają siłę napędową i przywołują uśmiech.

Takich wspomnień, jak mi się zdaje, bloger Grzesznik Adam nie ma. Współczuję mu. Bo będąc prawdopodobnie bogatym, jest jednocześnie wyjątkowo ubogim obywatelem naszego świata.

Wciąż jest młody, ale to nie będzie trwało wiecznie... Może teraz lubi to swoje życie, ale ono będzie coraz trudniejsze, coraz nudniejsze i coraz bardziej ziejące pustką. Wypłowiałe i pozbawione ciepła. Ciepła, które dać może tylko inny, życzliwy człowiek. Ktoś, do kogo chcemy wracać, i do kogo wracamy, niczym ten zły szeląg.

Żal mi bardzo Adama. Chociaż go wcale nie obchodzi, co ja, czy ktokolwiek inny, myśli. Nie takie emocje we mnie wzbudził, jakie zamierzał, pisząc książkę.
Tak, ale ja wiem - jestem dziwaczką z natury, nic na to nie poradzę, że nie wszystko mnie kręci, tylko dlatego, że modne jest akurat.

Nie na darmo kochana Mama mówiła, że jestem taka "przewrotna kiszka". A któż znał mnie lepiej, niż Ona?

niedziela, 6 września 2015

Matką nadal być

O, tak! Nie ma to, jak matką być...dożywotnio?

Im starsza latorośl, tym więcej pretensji do ciebie zgłasza. Szczególnie, gdy już dawno powinna być "na swoim". I nawet ma gdzie być na tym "swoim"!

Ale nie, ale nie... wciąż masz to dorosłe już od nastu lat dzieciątko na własnym, siwiejącym łbie. Masz, to się ciesz!

No, to się cieszę...

Bo, radość matczyna wielką jest i bezgraniczną.

Dzisiaj przed południem urządziłam sobie seans spirytystyczny. Przywoływałam duchy, znaczy postanowiłam poserfować po Youtubie. Kolejno zapodając sobie swoje najulubieńsze z ulubionych.

I tak to delektowanie spokojnie sobie trwało, ja z rozanielonym wyrazem twarzy, nuciłam sobie pod nosem akurat Brother in arms, Dire Straits. Ale wyszukując za chwilę kolejną, równie ulubioną perełkę, trafiłam na Okrutna, zła i podła, chyba się ten zespół nazywa Poparzeni kawą 3, czy jakoś podobnie.Przerwałam swój seans i słuchałam tej, sezonowej piosenki, która, aczkolwiek wielopokoleniowym hitem nie ma szans zostać, to wpada w ucho i ogólnie biorąc, jest zabawna.
Latorośl ostentacyjnie wymaszerowała ze swojej norki, zasiadła vis a vis, zadała pytanko:

A tobie, to co się, mamuś, stało? Zawsze słuchałaś takiej muzyki, co to była muzyką, a teraz się przerzuciłaś na taką rodem z opery mydlanej, czy co? To do ciebie niepodobne.

Pan Monsz miał ubaw po pachy, bo się mamuś lekuchno zapowietrzyła była. Mowę mi definitywnie odebrało.

Po chwili odparowałam: A co, zabronione może?

W międzyczasie zastanawiałam się, co by moja latorośl powiedziała, gdyby wiedziała, jaką to przepiękną lekturę mamuśka sobie zakupiła. W Biedronce, niechcący, bo myślała, że nabywa kryminał... Na jeden wieczór.

Oj, to dopiero się oczy mamuśce otworzyły. Nagle wszystko stało się jasne, wszystko to, co ostatnio próbowała rozgryźć, rozjaśniło się, znalazło swój sens.

No, ale żeby prawie 8 milionów czytelników ten blog autora miał, to... doprawdy... w tym katolickim kraju??? No, niesłychane...

Tytuł książki: "Facet na telefon", część 2, pt. Grzesznik







piątek, 4 września 2015

Ból głowy

Boli mnie głowa.

I, mimo to, przypomniał mi się dowcip na tę okoliczność:

Przychodzi poseł RP do lekarza.
- Panie doktorze, strasznie mnie głowa boli, czy może mi pan pomóc?
- Panie X. - odpowiada lekarz - Głowa to może boleć, czy ja wiem, na przykład profesora, a pana to najwyżej łeb nap... ala.

I teraz nie wiem, czy mnie boli, czy raczej to drugie?

czwartek, 3 września 2015

za -parcie na stołku

Kto to ogarnia jeszcze rozumem, te przetasowania, zmiany barw, mam na myśli polityczną arenę?

Się porobiło jak w sporcie, w futbolu konkretnie, raz oglądasz Lewandowskiego w polskiej, a innym razem w niemieckiej drużynie! Czyli raz gra z nami, a za chwilę przeciwko nam?

I ja tu wczoraj zerkam, przypadkiem zerkam w szklany ekran,widzę ci ja mównicę pod szyldem Platformy Obywatelskiej, a za nią widzę Ludwika Dorna? A za chwilę Grzegorza Napieralskiego! Kowala widzę za chwilę też? Panią Jakubiak? Ci się starali o start z list PO, bo PiS ich kandydatury odrzucił.

To ja omal nieszczęścia nie spowodowałam, bo akurat prasowanie się odbywało i wzrok mi znieruchomiał na tymże ekranie TV, miast spoczywać na desce do prasowania.

To się nazywa parcie na stołki!Wszystko jedno obok kogo, byle - zasiąść...

środa, 2 września 2015

Dla zdrowotności

Jak u Cyganki w tobołku.

Tak jest aktualnie w mojej łepetynie. Myśli rozmaite poplątane, skołtunione, rozczochrane jakieś, kłębią mi się, przepychają jedna przez drugą. I każda chce być na wierzchu. I depcze pozostałym po głowie. Tej, która mi akurat najbardziej jest tu i teraz  potrzebna, nijak znaleźć nie mogę.

Cosik mi się wydaje, że trzeba będzie postąpić z nimi, jak z damską torebką. Otworzyć, odwrócić do góry dnem i wytrząsnąć wszyściuteńko, poukładać w kieszonkach, usunąć to, co zbędne, a przedmiot poszukiwań z pewnością się odnaleźć da.

Tak, ja wiem, że po zapakowaniu tej torebki najniezbędniejszymi artykułami pierwszej potrzeby, natychmiast coś się znowu zapodzieje, no, ale to już insza inszość.

W tej chwili akurat dumam sobie, leniwie ciuteńkę, nad babską naturą. Tak jakoś wyszło, pewnie zamiast myśli poszukiwanej, na wierzchu znalazła się właśnie taka. A skoro już jest, no to myślę sobie dalej:

Większość z nas, mam na uwadze baby, cierpi na przymus sprzątania, taka niesklasyfikowana choroba to jest. Szorujemy, pucujemy, jeździmy na rurze, na miotle , czy czymś podobnym, układamy w szafach pod linijkę, a torebki? A torebki traktujemy jak pawlacz, jak strych, albo nawet śmietnik.

Każda chyba kobieta w torebce posiada coś tak zaskakująco dziwnego, że gdyby to odkrył w niej facet, to mowę by mu odebrało. Na bank by odebrało!

Kiedyś, przy okazji eksploracji, czyli podjętych intensywnych czynności poszukiwawczych, znalazłam 3 śrubokręty, 4 baterie, kartę video do kompa, no i jeszcze kilka, równie niezbędnych akcesoriów.

Bilon, zalegający dno mojej torebki liczył sobie coś ponad 30zł, głównie w nominałach poniżej złotówki.

A czepiamy się facetów, że wszystko gubią, że bałaganiarze, że  brudne skarpetki zalegają po wszystkich kątach.

Chyba trzeba przestać. Się czepiać.

Tymczasem wytrząsanie mojej mózgownicy nic nie dało, najwyraźniej tę - tak dla mnie ważną - myśl posiałam gdzie indziej... Martwię się, co będzie, jeżeli już jej nie odnajdę?

Jestem mi, doprawdy, niezbędna. W niej moja jedyna nadzieja, na powrót do jakiej takiej równowagi. Psychicznej, przede wszystkim! Ogólnie rzecz biorąc - jest mi potrzebna  dla zdrowotności, szeroko pojętej.