sobota, 15 sierpnia 2015

Żurawie w Borach Tucholskich 2015


Żurawie w Borach Tucholskich...


Pan Monsz sfotografował je w locie nad łączką przed domeczkiem. Na niebie nawet obłoczka nie ma, tylko błękit, błękit i niekończący się błękit.  Żurawie nie bez kozery zwą się krzykliwe. Oj, krzykliwe! Każdego ranka, o bladym świcie ich odbijające się echem nawoływania budziły mnie skutecznie. Ranki sierpniowe w borze są chłodne, otulałam się sweterkiem i z kawusią zasiadałam przed domeczkiem, na tarasie.

Siedziałam cichuteńko, żeby nie spłoszyć gości. A około 5:00 rano z boru wynurzały się cienie... Koziołki lękliwie pokonywały wysokie trawy i biegły do wodopoju, czyli do maleńkiej rzeczki, która płynęła sobie u stóp wzgórza. Po drugiej stronie są pola i łąki, na których dostojnie pasą się stada krów. Krzyk żurawi płoszył koziołki, nie udało się zrobić zdjęcia.  Siedząc tak na tym tarasie widziałam ich więcej, chociaż "widziałam" to dużo powiedziane. W porannej mgle widać było tylko blade sylwetki rogasiów. W tej mgle były odważniejsze. Raz trafił się szarak, przemknął nam jedynie przed oczami i przepadł w lesie.


Prawda, że piękne, te żurawie?
I wielkie. Wkrótce odlecą...





 Droga obok naszej miejscówki w Borach Tucholskich.

Taką, meandrującą sobie spokojniutko wśród wiekowych sosen ścieżką dojechaliśmy z pomocą właściciela do naszej miejscóweczki. Lokalizacja: domek na razie bez adresu. I tak nie zdradzę gdzie to jest, bo chcę tam jeszcze pojechać, a nadmiar reklamy może mi to skutecznie uniemożliwić!




Świtanie przy naszym domeczku.

Mgła już zaczyna się rozpływać.







A przed kilkoma minutami było jeszcze tak:



Tuż obok, w sąsiedztwie, ostały się pozostałości czyjegoś domu. Nie przeszkadzały nam.

Domeczek stoi pod samiuśkim lasem, na razie do użytku jest tylko parter, ale za to jak wyposażony!

W niczym nie przypomina letniej kwatery! Nie dosyć, że terakota, to dywan z długim włosem, nowoczesne wyposażenie, aneks kuchenny ze wszystkimi sprzętami, łazienka z kabiną, a na dodatek zewnętrzne rolety, tego lata wprost wymarzone!!! Wewnątrz cudowny chłód, a na zewnątrz kanikuła, no żyć, nie umierać.





                                                            We wtorek pojechaliśmy na wycieczkę nad morze, do Ustki.

Wypoczynek w Ustce wyglądałby tak, jak na zdjęciu obok.
Co kto lubi.
My akurat nie widzimy się w charakterze mocno wysmażonych steków. W każdym razie w Ustce nie byłoby mowy o strzelaniu z wiatrówki do puszki po piwie.




Nie byłoby koziołków i żurawi, ani niezapomnianego widoku nocnego nieba, z Drogą Mleczną i Perseidami.


Z wielkim żalem żegnaliśmy i domeczek i jego Właścicieli, przemiłą parę młodych ludzi, którzy przez cały nasz pobyt martwili się, czy nam czego nie brakuje w tym domeczku. Taaak.. chyba ptasiego mleka, hi hi...








Ja zdecydowanie wolę dzicz. 

Brak komentarzy: