piątek, 28 sierpnia 2015

Czy to wciąż jestem ja?

Jakoś ucichł, przygasł pomysł przebieranki, ochota na imprezkę w babskim gronie też zdaje się była tylko słomianym zapałem. Wygląda na to, że takie zabawy są jak fantazje seksualne - pomarzyć miło, ale gorzej z realizacją...

Szkoda trochę...

Fajnie by było strzelić sobie fotkę w stroju niedbałym...

Zresztą, gołe przecież nie planowałyśmy wystąpić!

Tak, tylko do tego potrzebne jest poczucie humoru... i odrobina dystansu do siebie, ze szczególnym uwzględnieniem numeru PESEL.

Matka natura się stara... wyjrzałam przez okno, paliłam sobie spokojniutko papierosa, na patelni coś skwierczało, a grzywki drzew na horyzoncie mieniły się kolorami. Na razie to takie pierwsze rudości, złamana czerwień tu i ówdzie, jakby ktoś musnął pędzlem ten pejzaż, niechcący. Tegoroczna susza wypaliła dęby, te są takie brzydkie, jakby stęchłe... żal, bo one wybarwiały się co roku wyjątkowo, aż dech zapierało. Lubię też brzozy jesienią, te młode brzeziniaki z daleka są jak koronka ze złota. Delikatne, ażurowe, drżące na wietrze...

Wiem, wiem! Taka jesień trwa krótko, potem już jest tylko brudno, szaro i smutno. I gwarantowany spleen na dokładkę.

A dzisiaj rocznica śmierci Mamy...

Jutro pójdę na cmentarz, podumam sobie, potęsknię, wsłucham się w świergot w koronach drzew. Jak to dobrze, że są ptaki, niech śpiewają Jej do wiecznego snu. Ojcu też, chociaż on akurat nigdy ich nie zauważał. Policzyłam, to już 12 lat od kiedy Mamy nie mam. A to boli wciąż, i wciąż, może już nie tak dokuczliwe, ale boli. Wkrótce miną 4 lata od śmierci Ojca, w listopadzie.

Tęsknię. Tym bardziej, że mam już tylko to ukłucie w sercu, na każde wspomnienie.......

Poszłam do łazienki zmyć makijaż. Spojrzałam w lustro duszy - czy to wciąż jestem JA?

Otóż - nie wiem.

Coś bardzo głupiego udało mi się zrobić. I jak się czuję? Podle.

Brak komentarzy: